Już wam nie służę!
Już wam nie jestem służącą!
Cześć, kochanie! Mam dla ciebie wielką niespodziankę! Przygotuj na dziś wieczorem swoją firmową potrawę!
Co się stało? z niepokojem zapytała Bożena.
Wszystko w porządku! Opowiem wieczorem!
Rozmowa się urwała, a kobieta z wątpliwością spojrzała przez okno. Był chłodny październik. Telefon od męża nie poprawił jej nastroju przez dwadzieścia pięć lat małżeństwa nigdy nie robił niespodzianek, a już na pewno nie wielkich.
Dzwonek do drzwi zaskoczył ją akurat, gdy wyjmowała z piekarnika swoją specjalną pieczeń z tajnym sosem.
Witaj, gospodyni! Jak tu pachnie! z radością wykrzyknął Henryk, z hukiem stawiając butelkę na stole. Nakryj do stołu! Myśliwy wrócił do domu!
Czemu jesteś taki podekscytowany? Ach, myśliwy? kobieta spojrzała na męża znacząco.
Teraz umyję ręce i się rozpakuję.
Nalewając wino do kieliszków, Henryk rozpoczął uroczyście: Wznoszę ten kielich za najlepszego męża i ojca na świecie! A także za nas i za dwa tygodnie wspaniałego wypoczynku w najlepszym trzygwiazdkowym hotelu nad morzem.
Przez chwilę Bożena nawet się ucieszyła, ale mąż ciągnął dalej:
Czy wiesz, że Wojtek świetnie nurkuje z akwalungiem?
Co? zmieszała się kobieta.
No jak to, mamo?! Wojtek, mąż naszej ukochanej córki, Kasi.
A co ma do tego Wojtek i Kasia?
Jak to, Bożeno? Za długo siedzisz w domu? Jedziemy wszyscy razem, jedna wielka rodzina.
Kobieta postawiła kieliszek, nawet nie spróbowawszy wina. Zmęczonym wzrokiem spojrzała na męża.
Kto opłacił wyjazd?
Oczywiście ja! z dumą uderzył się w pierś Henryk.
Więc przez dwadzieścia pięć lat obiecywałeś mi rajską wyspę, a teraz chcesz, żebym leciała z córką i zięciem?! Przecież widzę ich na co dzień! U nas nie gotują, bo u nas zawsze można zjeść! Ty nawet kupujesz im zakupy i płacisz za mieszkanie. Bo nie ogarniają dorosłego życia.
Ależ Kasia zaczął Henryk.
Jaka Kasia?! Urodziłam ją, mając osiemnaście lat! Tłumaczyłam sobie, że później będę żyć! A teraz co? Mam czterdzieści pięć lat. Nic nie widziałam i nigdzie nie byłam. Pracuję zdalnie. Nie odchodzę od kuchenki i zlewu.
W jej oczach pojawiły się łzy. Żal ścisnął ją za gardło.
Bożena kochała córkę, ale na zięcia patrzyła z całkowitą obojętnością. Uważała, że dorośli powinni żyć samodzielnie. Gdy w wieku osiemnastu lat zaszła w ciążę i wyszła za mąż, nikt jej nie pomógł. Od męża, który pracował w instytucie naukowym, wsparcia było niewiele. Nauczyła się księgowości i do dziś doradzała kilku firmom. Czasem cała odpowiedzialność za rodzinny dobrobyt spoczywała na jej barkach.
Bożeno! głos męża stał się ostrzejszy. Co za marudzenie? My z tobą i tak spędzamy dużo czasu, a dzieci dopiero szukają siebie, potrzebują pomocy.
Nigdy o mnie nie pomyślałeś?
Oczywiście! Przecież ty też jedziesz! W czym problem?
Widocznie problem jest we mnie szepnęła kobieta i, wstając z krzesła, wyszła do pokoju.
Następnego dnia odwiedziła ją Kasia.
Cześć, mamo! Nie z pustymi rękami pomachała pudełkiem z mrożoną pizzą.
Cześć. Mikrofalówka tam Bożena wskazała na kuchnię i usiadła przed komputerem.
Mamo, co z tobą? Zaraz przyjedzie Wojtek, myślałam, że zrobisz jakąś zupkę do pizzy i herbatkę.
Kuchnia tam powtórzyła, nie odrywając wzroku od pracy.
Dlaczego jesteś taka zła? Tata narzekał, że nie doceniłaś jego prezentu.
Żeby mnie zrozumieć, musiałabyś być mną cicho odpowiedziała Bożena.
Co mamroczesz pod nosem? Córka przyszła w gości, a ty siedzisz i udajesz, że mnie nie ma! Myślałam, że przejrzymy zawartość szafy, a potem pójdziemy na zakupy przed wakacjami. Dlatego i Wojtka wezwałam, żeby pomógł nieść torby!
Bożena nie wytrzymała i zerwała się z fotela.
Słuchaj, córko, jeśli nie widzisz, pracuję. Już dwadzieścia siedem lat pracuję dla was! Żeby twój ojciec mógł spokojnie siedzieć na kanapie bez perspektyw i porządnej pensji. Żeby moja córka mogła traktować mnie jak kucharkę i bankomat na zakupy.
Wzięła głęboki oddech, by kontynuować, ale przerwał jej dzwonek do drzwi. Przyjechał Wojtek. Trzydziestolatek z wyjątkowo gęstym wąsem, brodą i nieodłączną hulajnogą.
Witaj, ciociu Bożeno! Przyniosłem prezent! Od całego zespołu. Henryk też się dołożył! powiedział i wyjął z plecaka blender. Przepraszam, że bez pudełka. Nie zmieścił się do plecaka. Ale wszystkie akcesoria mam tutaj.
No nie wspaniale, mamo? Przecież lubisz gotować, to idealny prezent dla pani domu!
Bożena tylko rozczarowana się uśmiechnęła i wyszła do swojego pokoju.
Co się z nią stało? usłyszała zirytowany szept Wojtka.
Nie wiem. Tata chyba coś przeskrobał. Wyjdźmy stąd.
I co? Nawet nic nie zjemy?!
Zabierz pizzę. Zjedzimy w domu.
Nienawidzę mrożonej pizzy. Wolę świeże ciasta.
To sam sobie upiecz! burknęła Kasia.
Gdy drzwi się zamknęły, Bożena zakryła twarz dłońmi i szepnęła:
Może jestem złą matką i żoną
Zalewa ją fala ciężkich myśli.
Śniła małą Kasię, której bolał brzuszek. Potem śniła, jak na podwórku dokuczają jej chłopcy, a Bożena broni córki. Później śniła, jak Henrykowi obniżyli pensję, a ona pociesza męża i bierze dodatkową pracę. Na koniec przyśniło się, że ucieka. Goni ją Wojtek na hulajnodze.
I nagle Zrobiło się cicho i spokojnie. Stoi na szczycie wzgórza. W dole wije się rzek



