Już w siódmej klasie ostrzegła swoje koleżanki, że ten chłopak zostanie jej mężem.
Wanda jeszcze w podstawówce oznajmiła przyjaciółkom, że Krzysiek jest jej chłopakiem i kiedy przyjdzie czas, na pewno się pobiorą. Żadna z dziewczyn nawet nie próbowała się sprzeciwiać.
Teraz koleżanki bały się nawet spojrzeć na Krzyśka, bo babcia Wandy uchodziła za wiedźmę. Mieszkała w swojej wsi, zajmując się mrocznymi sprawami, a Wanda uczyła się czarnej magii w mieście, od czasu do czasu odwiedzając staruszkę.
A Krzysiek? Krzysiek w ogóle nie zwracał uwagi na Wandę. Cały wolny czas spędzał na podwórku z Anką. Anka od dzieciństwa była niepełnosprawna i poruszała się na wózku.
Nie wiadomo dlaczego, ale to właśnie Anka skradła serce Krzyśka. Może przez jej skromność, może przez dobroć, ale coś w niej urzekło chłopaka. Poza tym Anka była bystra i z nią nigdy nie było nudno. Od lat spędzali razem każdą wolną chwilę.
Pewnego dnia Krzysiek wyszedł z domu i skierował się w stronę podwórka, gdzie czekała Anka. Zatrzymała go Wanda.
Cześć, Krzyśku.
Cześć odparł, próbując ją wyminąć.
Może przejdziemy się po mieście? zapytała.
Dzisiaj nie ma mowy odrzekł. Wybacz.
Wanda zacisnęła usta, patrząc, jak Krzysiek podchodzi do Anki, wita się z nią i zaczynają rozmawiać, śmiejąc się jak dawniej. Fala czarnej złości i zazdrości zalała jej serce. Płakała, gdy nikt nie widział.
Minął rok. Krzysiek woził teraz Ankę nad rzekę, do lasu, na łąki pełne rumianków. Każdą wolną chwilę spędzali razem.
Wanda przeobraziła się w kruczowłosą piękność. Żaden chłopak nie mógł oderwać od niej wzroku, tak była olśniewająca. Ale Krzysiek wciąż widział tylko Ankę. Teraz ich miłość była dojrzała, nie tak dziecinna jak kiedyś.
I oto pewnego dnia, gdy Krzysiek szedł do Anki, znów stanęła mu na drodze Wanda.
Cześć, Krzyśku. Znowu do tej kaleki idziesz? Co ty w niej widzisz? Weź mnie. Tylko ze mną będziesz szczęśliwy. Przecież wiesz, że kocham cię od szkoły.
Wiem odparł. Ale ja kocham Ankę.
Czym ona jest lepsza ode mnie, ta beznoga kura?
Nie wiem. Ale że jest to pewne.
Przecież wiesz, że nie muszę wiele robić, żebyś mnie pokochał. Moja babcia jest najpotężniejsza. Ale nie chcę tego. Chcę, żebyś sam mnie pokochał. Co mam zrobić? Powiedz. Zrobię wszystko.
Krzysiek zatrzymał się i odwrócił.
Spraw, żeby Anka zaczęła chodzić. Wtedy się z tobą ożenię rzucił twardo.
Od tamtej pory Wanda spędzała z Anką całe dnie. Przychodziła rano, wracała późnym wieczorem. Krzyśkowi prawie nie starczało czasu, by się z nią widywać. A Anka nie protestowała. Robiła wszystko, co kazała jej Wanda. Piła zioła, smarowała nogi maściami, męczyła się ćwiczeniami.
Krzysiek, obserwując to, zaczął rozumieć, jak bardzo Wanda go kocha, skoro posunęła się tak daleko.
Minęły cztery miesiące.
Pewnego wieczoru Krzysiek, jak zwykle, poszedł na podwórko, gdzie Wanda zajmowała się Anką. Zauważył, że prawie cała kamienica wyszła na balkony i patrzyła…
Wanda, trzymając Ankę za ręce, prowadziła ją coraz dalej od wózka. Tego dnia obie były najszczęśliwszymi dziewczynami na świecie. Zmęczone, ale uradowane, usiadły na ławce. Krzysiek podszedł do nich, oszołomiony.
Krzyśku, mogę cię o coś zapytać? odezwała się Wanda, odsuwając się od Anki.
Krzysiek stanął przed nią.
Już czas? spuścił głowę.
Jaki czas?
Na ślub.
Nie, Krzyśku zaśmiała się cicho. Chciałam cię przeprosić za moją natarczywość. Magia jest bezsilna wobec miłości.
W ogóle magia niczego nie zmieni, jeśli człowiek sam tego nie chce.
Teraz Anka i Wanda są najlepszymi przyjaciółkami. W rodzinie Anki i Krzyśka urodziła się córeczka. Wanda znalazła sobie chłopaka, którego nie cierpi i którego nikomu nie pokazuje. Mówi, że jest pilotem…



