Julia zaszła w ciążę. Jej mąż Jerzy przez cały okres ciąży nie odstępował żony na krok. Spełniał wszystkie jej zachcianki i kaprysy. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment i Jerzy zawiózł Julię do szpitala na poród.

Jola zaszła w ciążę. Jej mąż, Grzegorz, przez całą ciążę nie odstępował żony na krok. Spełniał każde jej kaprysy i zachcianki. Wreszcie nadszedł ten moment i Grzegorz zawiózł Jolę do szpitala. Gdy na świat przyszła zdrowa córeczka, odetchnął z ulgą. Zadowolony i szczęśliwy nowo upieczony tata pojechał do domu odpocząć. Następnego dnia przyjechał odwiedzić żonę z córeczką.

Pańskiej żony tu nie ma oświadczono mu nagle.

To niemożliwe! nie wierzył Grzegorz. Może wyszła gdzieś? Niech pani jej poszuka!

Nie, odeszła. Proszę, oto list powiedziała pielęgniarka, podając mu złożoną kartkę.

Grzegorz rozwinął ją i zbladł na widok słów: *Nie szukaj mnie*.

Jola zniknęła. Nie było jej ani w pracy, ani w domu, nie odbierała telefonów, zmieniła numer. Dopiero po półtora miesiąca zadzwoniła do Grzegorza.

Spakuj moje rzeczy. Przyjedzie mój Artur i je zabierze. O rozwód możesz sam wystąpić i tak nie przyjdę.

Nie wspomniała nawet o córce. Nie była jej potrzebna, tak jak Grzegorz. I tak został dla Alinki jednocześnie ojcem i matką. Na szczęście niedaleko mieszkała jego mama, która pomagała w opiece nad wnuczką

Pewnego dnia zadzwonił telefon. Sylwia odebrała. Dzwoniła pani Małgorzata, nauczycielka jej syna, Dawida, który chodził do drugiej klasy.

Proszę natychmiast przyjść do szkoły! Pani syn narobił tu bigosu! rzuciła i odłożyła słuchawkę, nie wdając się w szczegóły.

Sylwia złapała torbę, wymówiła się z pracy i pobiegła do szkoły.

Co mógł narobić Dawid? Przecież to spokojne dziecko, nigdy nie sprawiał problemów myślała, idąc szybkim krokiem.

Jej Dawid przyszedł na świat wbrew wszystkim prognozom lekarzy. Mąż, Ignacy, przed ślubem uczciwie ją uprzedził, że nie może mieć dzieci nawet miał zaświadczenie. To był jego trzeci związek.

Może lekarze się pomylili? Zawsze jest jakiś procent zgodziła się wyjść za niego, bo kochała, ale w głębi duszy wierzyła, że jeśli nie będą mogli mieć własnych dzieci, zawsze można adoptować. Ignacemu na razie o tym nie mówiła.

W pierwszym małżeństwie Ignacy wytrzymał zaledwie pół roku odszedł, oskarżając żonę o zdrady. I słusznie. Druga żona kazała mu się przebadać, a gdy okazało się, że jest bezpłodny, też odeszła. Bardzo chciała zostać matką. Dlatego przed Sylwią był szczery.

Mimo to Sylwia zaszła w ciążę. Wracła od lekarza jak na skrzydłach, trzymając w ręku zaświadczenie: już ósmy tydzień.

Ignacy, mamy powód do radości! Popatrz! podała mu dokument. Będziemy mieli dziecko! Mówiłam, że lekarze mogą się mylić! Jestem taka szczęśliwa!

Nie spodziewała się jego reakcji. Zmarszczył brwi.

Radość? Z czego? Że pod moim nosem spłodziłaś dziecko z innym?

Po jakimś czasie się uspokoił i wieczorem powiedział:

Dobrze, w rodzinie musi być dziecko. Nawet jeśli cudze. A że to jego dziecko, nawet słuchać nie chciał.

Sylwia milczała. Nie przekonywała go już, że lekarze mogli się pomylić, bo to go tylko denerwowało.

Gdy urodził się Dawid, odetchnęła z ulgą. Najważniejsze, że syn był uderzająco podobny do Ignacego choć on tego nie widział. Pierwsze miesiące po narodzinach ojciec milczał, obserwował, nawet trochę się nim zajmował. Ale potem znowu coś w nim pękło.

Ignacy krzyczał i awanturował się:

Ty zdziro! Pewnie już powiedziałaś prawdziwemu ojcu, że ma syna! Po co go zapisałaś na moje nazwisko? Żebym płacił alimenty na cudze dziecko? Niech płaci ten, od którego go urodziłaś!

Sylwia płakała, błagała, uspokajała go. Ale takie sceny zaczęły się powtarzać. Dawid rósł, słysząc te kłótnie. A Ignacy powiedział mu w końcu:

Idź do swojego prawdziwego taty. Niech cię żywi i ubiera.

Sylwia zrobiła test DNA, który potwierdził, że Ignacy jest ojcem, ale on tylko wrzasnął:

Myślisz, że ci uwierzę? Wszystkich przekupiłaś! Ale to ci nie pomoże i tak cię zdemaskuję!

W końcu Sylwia zabrała Dawida i wyprowadziła się do matki. Ale i tam Ignacy ją nachodził. Wynajęła więc pokój na drugim końcu miasta, ale po jakimś czasie i tam ją znalazł. Złożyła już pozew o rozwód. Ile wycierpiała, wiedziała tylko ona. W końcu odważyła się na przeprowadzkę do innego miasta, gdzie teraz mieszkała z synem i pracowała. Wszystko się ułożyło.

Tylko tu mogła odetchnąć z ulgą. Dawid był grzecznym chłopcem, chodził już do drugiej klasy. I wtedy ten telefon ze szkoły

Gdy wpadła do szkoły, zobaczyła Dawida i jego koleżankę z klasy, Alinkę, siedzących przed gabinetem dyrektora. Obok stał mężczyzna.

Alinkę znała dziewczynka była prymuską, na wywiadówkach stawiano ją za wzór.

Dawid miał ślad na policzku, a Alinka zerkała na niego spode łba.

Dzień dobry powiedziała Sylwia, gdy podeszła pani Małgorzata.

No, wreszcie westchnęła. Dawid tutaj naprawdę narozrabiał. Odepchnął Alinkę

Mamo, to nie moja wina! Ona pierwsza zaczęła! Mówiłaś, że nie wolno bić dziewczynek, ale ona pokazała mi język i powiedziała, że jestem bez taty, jeszcze mnie uderzyła. Więc ja urwał, patrząc prosto w oczy matki.

Tatusiu, ja nie jestem winna spuściła oczy Alinka.

Alinko, przestań powiedział ojciec.

Dawid, przeproś Alinkę.

Alinko, ty też jesteś winna.

Dzieci stały naprzeciw siebie, gotowe do dalszej sprzeczki. A pani Małgorzata powiedziała:

Rodzice, może sami rozstrzygniecie, kto zawinił?

Rozstrzygniemy jednocześnie odpowiedzieli Sylwia i Grzegorz. Spojrzeli na siebie i oboje się rozśmiali.

Jestem Grzegorz, ojciec Alinki.

Sylwia, mama Dawida.

Alinko, przepraszam pierwszy złamał milczenie Dawid, patrząc na nią spode łba.

Ja też cię przepras

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 7 =

Julia zaszła w ciążę. Jej mąż Jerzy przez cały okres ciąży nie odstępował żony na krok. Spełniał wszystkie jej zachcianki i kaprysy. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment i Jerzy zawiózł Julię do szpitala na poród.