Julia zaszła w ciążę. Jej mąż Grzegorz przez całą ciążę nie odstępował żony na krok. Spełniał wszystkie jej zachcianki i kaprysy. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment i Grzegorz zawiózł Julię do szpitala na poród.

**Dziennik, pewnego wieczoru**

Kasia zaszła w ciążę. Jej mąż, Marek, przez cały ten czas nie odstępował jej na krok. Spełniał każde jej życzenie i zachciankę. Wreszcie nadszedł ten dzień, i Marek zawiózł Kasię do szpitala. Gdy na świat przyszła zdrowa córeczka, odetchnął z ulgą. Szczęśliwy i dumny nowo upieczony tata wrócił do domu, by odpocząć. Następnego dnia przyjechał odwiedzić żonę z córką.

Pani już tu nie ma oznajmiła mu nagle pielęgniarka.
Nie może być! nie wierzył Marek. Może wyszła gdzieś? Proszę jej poszukać!
Nie, odeszła. Oto list odpowiedziała pielęgniarka, podając mu złożoną kartkę. Marek rozwinął ją i zbladł.

Kierownik działu sprzedaży, Marek, był singlem, więc gdy zobaczył młodą i piękną Kasię, od razu się zakochał. Pierwszego dnia w pracy podeszła do niej z uśmiechem.

Dzień dobry, koleżanko powiedział tak ciepło, że Kasia mimowolnie się uśmiechnęła.
Dzień dobry odpowiedziała łagodnie.
Zapozna cię z obowiązkami Ania, nasza starsza pracownica wskazał gestem. Powodzenia, mam nadzieję, że się dogadamy.

Koleżanki z biura, głównie kobiety, przyglądały się z zaciekawieniem. Gdy wyszedł, Ania szepnęła do Ewy:
Od kiedy nasz Marek interesuje się nowymi pracownikami? obie się zaśmiały.

Kasia początkowo się rozglądała. Nowy zespół, nowe środowisko. Zachowywała się nie tyle skromnie, co cicho, obserwując. Młoda dziewczyna, zaledwie dwadzieścia dwa lata, a już od siedemnastu potrafiła rozbijać rodziny. Nawet w technikum wdała się w romans z wykładowcą, starszym od niej, ale ten otrzeźwiał pierwszy dotarły do niego plotki.

Minęło trochę czasu. Pewnego dnia Marek zaprosił ją na kawę po pracy.
Czemu nie? Jesteś moim szefem, a z szefem warto mieć dobre relacje uśmiechnęła się.

Uśmiechała się tak słodko i niewinnie, że początkowo myślał, że żartuje. Ale ucieszył się, że się zgodziła. Marek miał trzydzieści lat, nigdy nie był żonaty, były związki, ale nigdy nie doszło do ślubu. Ten romans potoczył się szybko zakochał się, spotykali się, aż w końcu zaskoczył wszystkich, oznajmiając, że zaprasza na swój ślub z Kasią.

Spełniał każde jej zachcianki. Nawet przyjął jej warunek.
Na razie nie chcemy dzieci. Chcę żyć dla siebie. Gdy będę gotowa, dam ci znać. Żadnych pieluch, żadnych śpioszków.

Marek myślał, że z czasem zmieni zdanie. Ale mijały miesiące, a Kasia nie chciała słyszeć o dziecku. Gdy próbował poruszyć temat, ucinała:
Mówiłam ci od początku. Nie dręcz mnie tym.

Aż pewnego dnia zobaczył ją smutną, wychodzącą z łazienki z testem ciążowym w ręce.
Kasia, jesteś w ciąży?!
Skinęła głową.

On, pełen szczęścia, podniósł ją w ramiona, a ona wybuchnęła płaczem.
Nie chcę rodzić! Nie chcę być gruba! Zrób coś!
Ale on tylko całował jej mokre od łez policzki.
Nie złość się. To przecież szczęście. Będziemy mieli dziecko!

Kasia jednak była zdecydowana. Poszła do lekarza, by przerwać ciążę. Ale Marek zdążył przybiec do szpitala i, kłócąc się, wyprowadził ją na zewnątrz.
Błagam, nie rób tego! Niech się urodzi. Będę ci pomagał we wszystkim!

W końcu się zgodziła, pod warunkiem, że nie będzie zmieniać pieluch i wstawać w nocy. Przez całą ciążę Marek był przy niej, spełniając każdą zachciankę. W końcu nadszedł poród. Gdy urodziła się zdrowa córeczka, odetchnął.

Szczęśliwy tata wrócił do domu, by odpocząć. Następnego dnia wrócił do szpitala, by odwiedzić żonę i córkę.
Pani już tu nie ma. Uciekła, zostawiając dziecko powiedziała pielęgniarka.
To niemożliwe! nie wierzył. Może wyszła?
Nie. Zostawiła tylko to. Podano mu złożoną kartkę.

Rozwinął ją i zbladł. Stały tam tylko trzy słowa: **Nie szukaj mnie.**

Nie pojawiła się ani w pracy, ani w domu. Nie odbierała telefonów. Zmieniła numer. Dopiero po półtora miesiąca zadzwoniła.
Spakuj moje rzeczy. Przyjedzie po nie mój Artur. Rozwód możesz załatwić sam, i tak nie przyjdę.

Nie zapytała nawet o córkę. Nie była jej potrzebna tak samo jak Marek. I tak został dla małej Oli i ojcem, i matką. Na szczęście niedaleko mieszkała jego mama, która pomagała w opiece

Gdy zadzwonił telefon, Sylwia odebrała. Dzwoniła pani Marta, nauczycielka jej syna, Kacpra, z drugiej klasy.
Proszę natychmiast przyjść do szkoły! Syn narobił tu problemów! rzuciła i rozłączyła się.

Sylwia poderwała się z pracy i pobiegła do szkoły.
Co mógł zrobić? Przecież to spokojne dziecko

Jej Kacper urodził się wbrew wszystkim prognozom lekarzy. Mąż, Tomasz, przed ślubem przyznał się, że jest bezpłodny miał nawet zaświadczenie. To był jego trzeci związek.
Może lekarze się mylą? pomyślała wtedy, zgadzając się na małżeństwo z miłości.

Ale gdy doniosła mu o ciąży, jego reakcja była inna, niż się spodziewała.
Radość? Jaką radość? To nie moje dziecko!

Z czasem się uspokoił. Dobrze, niech będzie. Dziecko w rodzinie to i tak błogosławieństwo. Ale nigdy nie uwierzył, że Kacper jest jego. Gdy syn się urodził, był do niego podobny, ale Tomasz tego nie widział. Zaczęły się kłótnie.
Idź do swojego prawdziwego ojca! krzyczał na syna.

Sylwia zrobiła test DNA, który potwierdził ojcostwo, ale Tomasz tylko się wściekł.
Sfałszowałaś to!

W końcu zabrała Kacpra i wyprowadziła się do matki. Ale i tam ich znalazł. Wynajęła pokój w innej dzielnicy, potem wyjechała do innego miasta. Dopiero tam odetchnęła.

Kacper wyrósł na grzecznego chłopca. Aż do tego telefonu

W szkole zastała syna i jego koleżankę, Olę, siedzących przed gabinetem dyrektora. Kacper miał zad

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + siedem =

Julia zaszła w ciążę. Jej mąż Grzegorz przez całą ciążę nie odstępował żony na krok. Spełniał wszystkie jej zachcianki i kaprysy. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment i Grzegorz zawiózł Julię do szpitala na poród.