Od około pół roku mieszkam na osiedlu gdzie królują apartamentowce. Dzielnica jest bardzo bogata i dookoła ogrodzona płotem, więc dostęp mają tylko mieszkańcy. Trafiłem tam dzięki mojej cioci, która kiedyś kupiła tutaj mieszkanie. Nie miała nikogo bliskiego poza moją matką, więc zapisała mieszkanie w testamencie mojej rodzinie. Ponieważ mamie i tacie dobrze się żyło w naszym starym mieszkaniu, a ja ciągle podróżowałem i płaciłem krocie za wynajem kolejnych mieszkań, pozwolono mi przenieść się do ekskluzywnego apartamentu.
Ludzie tutaj są bardzo aroganccy, wyniośli i bezczelni. Uważają, że pieniądze ich do tego upowazniają. Zapamiętają Cię, gdy Cię spotkają, tylko wtedy, gdy przedstawisz się jako wielki biznesmen, nawet jeśli prowadzisz małą firmę. Najbardziej jednak uderzyła mnie postawy sąsiadki z mojego piętra – młoda dziewczyna w wieku około dwudziestu pięciu lat, może trochę starsza, wyglądająca tak, jakby nie miała pojęcia, na czym polega praca. Nigdy się ze mną nie wita, tylko mruczy pod nosem i prycha, gdy wpadamy na siebie przy windzie. Próbowałem ją poznać, powiedziałem jej, że pracuję jako weterynarz w małej klinice weterynaryjnej. Następnie zapytała:
– Czy to ty usypiasz zwierzęta?
Ponieważ jest to jednen z moich obowiązków zgodziłem się. Od tamtej pory dziewczyna mnie unika, a gdy już na siebie wpadniemy odwraca wzrok i udaje, że mnie nie zna. Najgordze było to, że mimo beznadziejnego zachowania Julii, naprawdę mi się podobała.
Pewnego dnia właśnie miałem wychodzic do pracy gdy z impetem otworzyły się drzwi do mojego mieszkania i do środka wpadła moja sąsiadka, niosąc przed sobą na obu rękach małego, niechlujnego szczeniaka. Wpatrywałem się w tę scenę oszołomiony, a ona musiała na mnie krzyczeć, żebym się obudził i przytrzymał jej drzwi. Pomogłem jej wejść i włożyć trzęsącego się szczeniaka do wanny. Okazało się, że wpadł do dołu ze ściekami i nieczystościami, a Julia go uratowała. Przyprowadziła go do mnie, bo przypomniała sobie, że jestem weterynarzem.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, bo to wciąż była ta sama arogancka dziewczyna, ledwie protekcjonalnie kiwająca głową na spotkaniu, ale tak troskliwie zajmowałaby się bezdomnym zwierzęciem, brudnym i śmierdzącym, że gdybym jej nie znał, nie pomyślałbym, że na co dzień jest bardzo wyniosła. Ja również oceniłem ją po pozorach, a przecież bogaty nie zawsze znaczy zły. Po tamtym spotkaniu, jesteśmy sobie z Julią coraz bliżsi i kto wie co wyniknie z tej znajomości.



