Jeszcze jeden rok razem… Ostatnio Arkadiusz Janowicz sam nie wychodził już na dwór. Od tamtej …

Jeszcze jeden rok razem…

Od dłuższego czasu Arkadiusz Nowak nie wychodził sam na ulicę. Odkąd pewnego dnia poszedł do przychodni i nagle nie mógł sobie przypomnieć, gdzie mieszka i jak ma na imię, nawet nie próbował wychodzić samotnie. Wtedy zboczył w zupełnie inną stronę i długo kręcił się po osiedlu, aż jego wzrok przyciągnął znajomy budynek. Jak się potem okazało, był to zegarowy zakład, w którym Arkadiusz przepracował prawie pięćdziesiąt lat.

Patrzył na ten zakład i czuł, że go przecież dobrze zna. Ale dlaczego go zna, kim jest nie potrafił sobie przypomnieć, dopóki ktoś nie poklepał go po ramieniu, podchodząc cicho od tyłu.

Panie Arkadiuszu! Dawno pana nie widzieliśmy, coś się stało? Przed paroma dniami wspominaliśmy, jakim był pan mistrzem i opiekunem. Nie poznał pan mnie? To ja, Jurek Kwiatkowski! Pan przecież, panie Arkadiuszu, zrobił ze mnie człowieka!

Coś nagle kliknęło w głowie Arkadiusza i wszystko sobie przypomniał, jakby wróciła mu dusza. Jurek ucieszył się, objął swego starego nauczyciela.

Poznał pan mnie? Wąsy zgoliłem, dlatego wyglądam inaczej. Może wpadnie pan do nas? Chłopaki się ucieszą.

Innego dnia, Jureczku, jestem bardzo zmęczony wyznał Arkadiusz.

Ale mam samochód, podwiozę pana! Adres pamiętam ożywił się Jurek.

Odprowadził go do domu, a Krystyna Nowak od tamtego czasu nie wypuszczała męża samego, choć pamiątkowo z pamięcią Arkadiusza wszystko było już w porządku. Od tej pory wychodzili wszędzie razem do parku, do sklepu, do lekarza.

Ale pewnego dnia Arkadiusz się rozchorował wysoka gorączka, silny kaszel. Krystyna pobiegła sama po lekarstwa i zakupy, choć sama też nie czuła się najlepiej. Kupiła tylko najpotrzebniejsze rzeczy i leki, ale dziwna słabość ją ogarnęła, złapała ją zadyszka. Towar nagle wydał jej się niewyobrażalnie ciężki. Krystyna chwilę odpoczęła, wzięła torby i poszła dalej, łapiąc oddech.

Przeszła parę kroków i znów musiała się zatrzymać. Postawiła ciężkie siatki na świeżym śniegu i po chwili opadła miękko na chodnik prowadzący do domu. Pomyślała jeszcze tylko: Po co ja tyle tego nakupiłam, ani rozum, ani siły w tej starości

Szczęście, że sąsiedzi właśnie wychodzili z klatki, zobaczyli leżącą na śniegu starszą panią i natychmiast wezwali karetkę.

Krystynę zabrano do szpitala, a sąsiedzi wzięli jej zakupy i leki, wrócili pod jej mieszkanie i zaczęli dobijać się do drzwi.

Jej mąż, Arkadiusz, chyba jest w domu, może chory, od dwóch dni go nie widziałam domyślała się Nina Zawadzka. Pewnie śpi, Krystyna mówiła, że on też coraz gorzej się czuje, och, ta starość Później jeszcze zobaczę

Arkadiusz słyszał dzwonek do drzwi. Ale kaszel nie dawał mu oddychać, chciał wstać, ale ze słabości i gorączki zakręciło mu się w głowie i omal nie upadł… Kaszel ucichł, a Arkadiusz zapadł w dziwny sen, jakby między jawą a snem. Gdzie jego Krystyna, dlaczego tak długo nie wraca?

Leżał długo w półśnie, gdy nagle usłyszał ciche kroki. I wtedy podeszła do niego żona, jego Krystyna jakież to było szczęście, że wróciła.

Arkadiusz, podaj rękę, trzymaj się mnie, wstawaj, wstawaj wołała cicho Krystyna. Oparł się o jej rękę, choć była zimna i słaba.

Otwórz teraz drzwi, szybko wyszeptała.

Po co? zdziwił się Arkadiusz, ale otworzył, bo ona przecież prosiła. I wtedy do mieszkania wpadli Nina Zawadzka i Jurek, młody kolega z pracy.

Panie Arkadiuszu, czemu pan nie otwiera, tyle razy dzwoniliśmy i stukali!

Krystyna? Gdzie Krystyna? Przecież była tu przed chwilą wyszeptał Arkadiusz, próbując zrozumieć, gdzie zniknęła jego żona.

Przecież jest w szpitalu, na intensywnej terapii odpowiedziała zdziwiona Nina.

Chyba majaczy stwierdził Jurek i złapał starego kolegę, gdy zaczął padać z omdlenia.

Sąsiadka i Jurek znów wezwali karetkę okazało się, że to był omdlenie spowodowane gorączką

Dwa tygodnie później Krystynę wypisano ze szpitala. Jurek przywiózł ją autem do domu, on i Nina przez ten czas pomagali Arkadiuszowi, który również wracał do zdrowia.

Najważniejsze byli razem.

Gdy Arkadiusz i Krystyna wreszcie zostali sami, oboje ledwo powstrzymywali łzy.

Dobrze, że są jeszcze ludzie dobrzy na świecie, Arkadiuszu. Nina to wspaniała kobieta pamiętasz, jak jej dzieci przybiegały do nas po lekcjach, a my karmiliśmy je obiadem, pomagaliśmy odrabiać zadania, a potem Nina wracała z pracy i zbierała je do domu?

Tak, nie każdy pamięta dobro, ale ona nie ma twardego serca. I to jest piękne przytaknął Arkadiusz.

A Jurek, taki był młody, byłem jego opiekunem, pomogłem mu się wybić. Młodzi szybko zapominają starszych, ale ten, widzisz, nie zostawił mnie.

Za parę dni Sylwester, Arkadiuszu, jakie to szczęście, że jesteśmy znowu razem przytuliła się do męża Krystyna.

Krystyna, powiedz mi, jak to się stało, że przyszłaś do mnie ze szpitala i zmusiłaś mnie, żebym otworzył drzwi naszym wybawcom? Przecież ja bym tu umarł bez ciebie w końcu odważył się zapytać Arkadiusz.

Bał się, że znów pomyśli, że coś z jego głową, ale Krystyna spojrzała na niego zdumiona.

To naprawdę się wydarzyło? Powiedzieli mi, że miałam śmierć kliniczną, a ja jak we śnie, przeszłam do ciebie? Pamiętam też, jak zobaczyłam siebie w szpitalu, wyszłam z oddziału i poszłam prosto do ciebie

To są prawdziwe cuda, które nam się przytrafiły na starość. Kocham cię teraz chyba jeszcze mocniej niż kiedyś Arkadiusz wziął jej dłoń w swoją. Siedzieli długo milcząc, patrząc na siebie, jakby bali się, że coś ich może znów rozdzielić…

Wieczorem, tuż przed Sylwestrem, wpadł Jurek, przywiózł ciasta upieczone przez żonę. Potem przyszła Nina, pili razem herbatę z ciastem, w sercu było ciepło i dobrze.

Nowy Rok Krystyna i Arkadiusz powitali w dwójkę.

Wiesz, pomyślałam sobie, jeśli razem wejdziemy w ten Nowy Rok, to będzie nasz rok. I jeszcze trochę razem pożyjemy powiedziała do męża Krystyna.

I oboje zaśmiali się z tej radosnej myśli. Jeszcze jeden rok wspólnego życia to przecież tak wiele. To jest szczęście.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście − 3 =

Jeszcze jeden rok razem… Ostatnio Arkadiusz Janowicz sam nie wychodził już na dwór. Od tamtej …