Jeszcze jeden kłopot…

**Dzisiejszy wpis w dzienniku:**

Znów problem…

– *Julka, no chodź, proszę* – błagała Zosia.

– *Nie chce mi się. Nikogo tam nie znam. Idź sama albo weź Kasię, Magdę* – odparła Julka. – *Sesja za pasem, trzeba się uczyć.*

– *Kasia wkuwa, Magda bez swojego Tomka się nie ruszy, a samotnie to jakbym goniła za Markiem.*

– *A nie goniasz?* – spytała Julka.

– *Julka, no proszę…* – Zosia złożyła ręce jak do modlitwy.

**Wieczór u starszaków**

Rodzice jednego ze studentów wyjechali do pracy w Kenii, więc ich mieszkanie stało otworem. W soboty urządzali tam imprezy – starsi koledzy, studenci z innych lat, nawet absolwenci. Dzielili się „mądrością życiową”, patrząc z góry na młodszych.

Zosia trafiła tam przez przypadek – przez chwilę spotykała się ze starszakiem, który wprowadził ją do tej paczki. Potem się rozstali, a ona zwróciła uwagę na Marka. Teraz namawiała Julkę, by poszła z nią, licząc, że go zobaczy.

Julka włożyła jeansy i obszerną białą koszulę, częściowo wpuszczoną w spodnie. Na jej szczupłej sylwetce wyglądało to stylowo. Podkreśliła oczy, rozpuściła włosy i spojrzała na Zosię, która nerwowo czekała przy drzwiach.

**Na miejscu**

Drzwi otworzyła kobieta w męskiej koszuli, z papierosem w ustach i burzą niesfornych loków. Skinęła głową, wpuszczając je do środka. W mieszkaniu grała muzyka, w powietrzu unosił się dym i śmiechy.

– *Nie rozbieraj się, tu tak nie robią* – szepnęła Zosia, gdy Julka sięgnęła po buty. Zachowywała się, jakby była tu stałym gościem, choć widać było, że jest równie spięta.

W pokoju stał stół z resztkami jedzenia, butelki po wódce i taniego wina. Para tańczyła przy oknie – a raczej dreptała w miejscu, bo przestrzeń była ciasna. Nikt nie zwracał na nie uwagi.

**Spotkanie**

Nagle drzwi się otworzyły i weszło dwóch chłopaków. Zosia poderwała się, płomiennie witając jednego – Marek. Ten odpowiedział niemrawo. Drugi, bardziej postawny, wpatrywał się w Julkę.

– *Cześć. Nudzisz się?* – usiadł obok niej. Był starszy niż reszta, przystojny, z bystrymi szarymi oczami. – *Nie widziałem cię wcześniej. Chcesz potańczyć?*

Jego dłoń była ciepła i pewna. Julka poczuła, jak serce zaczyna bić szybciej.

**Po imprezie**

Zosia wyszła zdenerwowana – Marek ją zbył. Julka też już chciała iść, ale chłopak – Krzysztof – zaproponował, że je odprowadzi.

– *To ty?! Krzysztof Nowak! Kapitan drużyny piłkarskiej!* – Zosia nagle ożywiła się, próbując zwrócić na siebie uwagę.

Krzysztof szybko to przejrzał. Gdy doszli do jej domu, Zosia spojrzała na niego z nadzieją:

– *Zobaczymy się jeszcze?*

Ale on dogonił Julkę, która już odchodziła.

**Rozwój znajomości**

Zadzwonił po dwóch dniach. Julka właśnie zdała ostatni egzamin. Zaprosił ją na spacer nad Wisłę, potem do kawiarni. Spotykali się codziennie – wyjeżdżali za miasto, pływali. Julka zakochała się po uszy.

Pewnego razu, podczas ulewy, zaprosił ją do „mieszkania kolegi”. Otworzył drzwi własnym kluczem.

– *Często tu przyprowadzasz dziewczyny?* – spytała Julka, gotowa do ucieczki.

– *Tylko pogadamy. Kolega wyjechał, pilnuję mieszkania* – zapewnił.

Została. Była zbyt zakochana, by myśleć logicznie.

**Zdrada**

Po jakimś czasie Zosia przyniosła wieści:

– *Wiesz, że Krzysztof jest żonaty? Ma nawet dziecko.*

Julka nie chciała wierzyć, ale fakty pasowały – widywali się tylko za dnia, unikali miejsc, gdzie mogliby ich znać.

Wysłała mu gniewną wiadomość i wyłączyła telefon. Potem odkryła, że jest w ciąży.

**Decyzja**

Poszła do szpitala na zabieg. Lekarka patrzyła na nią z góry, nie próbując nawet doradzić. Po wszystkim wróciła do domu, udając, że nic się nie stało.

Krzysztof wrócił i próbował się tłumaczyć:

– *Żona to nie miłość. Nie chciałem cię stracić…*

Ale gdy dodał: *”Rodzina to same problemy”*, Julka odeszła.

**Nowe życie**

Z czasem zaczęła spotykać się z Wojtkiem – niepozornym, ale mądrym kolegą z roku. Został nauczycielem, pisał podręczniki. Ożenił się z Julką, doczekali się córki.

Pewnego dnia Zosia powiedziała:

– *Krzysztof się rozwiódł, wyjechał do Warszawy, ożenił się z córką jakiegoś redaktora.*

Julka udawała obojętność, ale w środku bolało.

Później w jej klasie znalazła się córka Krzysztofa. Dziewczynka mieszkała tylko z matką.

– *Z telewizją mu nie wyszło* – powiedziała kobieta.

Julka wróciła do domu z poczuciem ulgi. Miała spokojne, szczęśliwe życie.

**Lekcja na dziś:**

Miłość to nie burza namiętności, ale płomień, który grzeje powoli i stale. Fałszywe błyski gasną, a prawdziwe światło zostaje.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × pięć =

Jeszcze jeden kłopot…