Słuchaj, muszę ci to wszystko opowiedzieć, bo czuję, że po prostu pęknę tyle się wydarzyło! Wyobraź sobie, że miałam mieć ślub i wyszła z tego jedna wielka katastrofa.
No więc, moja historia byłaś na bieżąco, ale powiem ci detale. Od babci odziedziczyłam taki malutki salon kosmetyczny w Warszawie. W sumie byłby w porządku biznes, ale ja zawsze miałam ciągoty do plastyki. Pracowałam jako nauczycielka rysunku w osiedlowej ognisku i to była moja największa radość. Salonu nie sprzedałam, bo przynosił przyzwoity zysk zresztą opiekowała się nim pani Teresa, świetna menadżerka. Życie było spokojne, tylko brakowało mi rodziny po śmierci babci.
No i wtedy pojawił się ON. Poznałam Bartka na wystawie malarstwa. Spokojny, uroczych chłopak, taki z tych trochę nieśmiałych, za to zawsze uprzejmy i z sercem na dłoni. Po dwóch miesiącach znajomości zaprosił mnie do siebie, żebym poznała jego ojczyma, pana Włodzimierza.
Tata zmarł, jak miałem cztery lata, opowiedział Bartek. Mama ponownie wyszła za mąż, gdy miałem czternaście. No i został nam tylko Włodek, po odejściu mamy przed dwoma laty.
Pan Włodzimierz to taki elegancki, energiczny mężczyzna, już po pięćdziesiątce, ale zachowywał się jak dwudziestolatek. W dodatku widać było, że go polubiłam. Pamiętam, jak mi całował rękę i mówił z przymrużeniem oka:
No, Bartosz, ci się poszczęściło, nie powiem!
Dlaczego zaraz poszczęściło, Włodku? burknął udając urażonego Bartek.
A ten się tylko śmieje: Bo porządny facet to nie jest kierownikiem sprzedaży modelarstwa! Ale co tam ważne, że masz porządną narzeczoną!
I tak się śmialiśmy do nocy, a Bartek nawet był lekko zazdrosny, jak pan Włodek opowiadał kawały.
Minęło pół roku i Bartek oświadczył mi się! Byłam zakochana jak licealistka, wyobrażałam sobie nasz dom, rodzinkę, niedzielne obiady… Aż tu nagle dostałam przez Messengera zdjęcia. Słuchaj, PATRZĘ a tam Bartek, mój Bartek, tuli i całuje jakąś dziewczynę. Uśmiechnięty, zawstydzony, taki, jakiego znam. A na dole zdjęcia data sprzed dwóch tygodni!
Kochanie, co to za bzdury? Bartek nawet nie chciał obejrzeć zdjęć! Przecież ja kocham tylko ciebie. To jakaś przeróbka, na pewno!
Przeróbka? No to komu niby zależało, żeby takie rzeczy podrzucać? poczułam, jak coś we mnie pęka, zwłaszcza jak zaczął się głupio tłumaczyć.
Naprawdę, nie wiem wzruszył ramionami. Może ktoś ma źle pod sufitem?
Wkurzyłam się. Inny tłumaczyłby się z ogniem w oczach, obiecywał zemstę na tym, kto nas oczernia, a ten jakby mu wszystko jedno! I tu już mnie zagotowało.
Zdradziłeś mnie! Ślubu nie będzie! wybiegłam z jego mieszkania cała zalana łzami, a on stał jak wryty, wciąż opanowany jak robot.
Trzy dni się wyryczałam w domu, potem tydzień nie wychodziłam z łóżka, nawet lekarkę poprosiłam o zwolnienie. Analizowałam wszystko na sto sposobów a Bartek nawet nie próbował się odezwać. W końcu przyszło otrzeźwienie a co jeśli to rzeczywiście fotomontaż? Teraz można przecież wszystko zrobić komputerem. Przeszukałam internet i co? Dziewczyna istnieje naprawdę! Znalazłam ją szybko nazywała się Wiktoria i miała profile wszędzie.
Umówiłyśmy się na spotkanie. Aaa, to stare zdjęcia powiedziała Wiktoria, patrząc na fotki. Spotykaliśmy się rok temu może dwa miesiące, potem koniec. Ja nie mam do niego żadnych sentymentów, zaręczona jestem.
Co? No ale przecież data jest sprzed dwóch tygodni!
Wiktoria się śmieje: Datuj zdjęcia jak chcesz, najprostsze na świecie.
To ty mi te fotki wysłałaś?
Ależ skąd. Po co mi to? uniosła brwi. Z Bartkiem to już przeszłość, teraz mam porządnego chłopaka.
Nie powiem, ulżyło mi. Uwierzyłam jednak w czyjeś plotki i zraniłam Bartka. Musiałam to naprawić.
Ale Bartek nic totalne milczenie. W końcu zebrałam się w sobie, doszłam pod jego blok, a tam… faceta wysadza z auta nie kto inny, tylko Kira. Kojarzysz Kirę? Za młodu bawiłyśmy się na jednym podwórku, ale zerwałyśmy kontakt była przebojowa, wszędzie jej było pełno, prowadziła nawet własny biznes, jakieś salony masażu, które zawsze były owiane mgłą dodatkowych usług.
Od babci usilnie chciała ode mnie odkupić salon idealne miejsce na masaże. Nie chciałam, nie planowałam sprzedaży. Najwidoczniej się na mnie wkurzyła i postanowiła odegrać się przez Bartka.
Aż tu nagle, jak stoję osłupiała, widzę jak Bartek i Kira żegnają się wyjątkowo czule I z tyłu słychać głos pana Włodzimierza.
No widzisz, mówiłem, że Bartosz to nie jest wybitny facet, szepnął mi do ucha.
Dzień dobry, panie Włodzimierzu! byłam cała zmieszana.
Zostaw Bartka, lepiej wyjdź za mnie! rzucił z uśmiechem, ale spojrzenie miał poważne.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, pobiegłam do domu.
Postanowiłam wyjaśnić wszystko z Kirą. Czaiłam się na nią pod blokiem.
Co, odbiłaś mi narzeczonego? rzuciłam jej prosto w twarz. Myślałaś, że zamieszasz zdjęciami i nie wyjdzie na jaw?! Wszystko wiem.
Kira patrzy na mnie jak na wariatkę.
O czym ty gadasz, Ewelina? Od tygodnia Bartek do mnie przystawia się ostro. Myślałam, że już się rozstaliście. Nie wysłałam ci żadnych zdjęć!
W twarzy nie widać było fałszu chyba mówiła prawdę.
Zmęczona, wróciłam do mieszkania i zadzwoniłam do Bartka. Odebrał! Z ulgą umówiłam się z nim od ręki.
Przyjdź do mnie, bo słabo się czuję Chyba przeziębienie mnie złapało, burknął.
Wpadłam jak burza.
Bartuś, przepraszam! Popełniłam głupi błąd, zagalopowałam się, uwierzyłam komuś, kto chciał nas rozdzielić Kocham cię!
Bartek patrzył na mnie z chłodem.
Myślę, że lepiej będzie, jeśli zostaniemy znajomymi.
Słucham?! Jeszcze wczoraj chciałeś się żenić…!
Ewelina, naprawdę. Przesadziłaś z tą swoją wrażliwością i zazdrością. Wolę Kirę ma większy salon, zarabia więcej. Ja muszę myśleć o swojej przyszłości.
Serio, byłam w szoku. Nic nie odpowiedziałam, wybiegłam z mieszkania na oślep, a pod blokiem nogi się pode mną ugięły usiadłam na ławce i po prostu przestałam płakać.
Po kilku minutach przyszedł pan Włodzimierz, położył mi rękę na ramieniu.
Nie martw się, kochana. Lepiej, że teraz wyszło, niż za kilka lat. Wszystko się ułoży!
A ja pytam szeptem:
Ale kto w ogóle wywołał tę burzę wokół nas?
Na to on wzdycha:
Ja, Ewelinko. Zakochałem się w tobie wtedy, jak pierwszy raz przyszłaś do nas do domu. Chciałem, żebyś zwróciła na mnie uwagę, bo Bartek tylko mówił kolegom, jak to się opłaca mieć bogatą narzeczoną. Wiedziałem, że cię nie doceni. Więc chciałem trochę pomóc losowi. A potem sam nie wiedziałem już, jak to wszystko zatrzymać.
Wstałam oburzona.
Panie Włodzimierzu, pan mnie zrujnował! czuję, jak wszystko we mnie się miesza.
Nie. Uratowałem ci życie. Bo byłabyś jeszcze bardziej nieszczęśliwa potem. Pomyśl Może dasz się jeszcze przekonać na kawę?
Wyśmiałam go wtedy i uciekłam, jak najdalej z Warszawy. Ale i tak mnie znalazł. Próbował przekonać do siebie, ale po roku umarł. Zostawił mi wszystko mieszkanie, oszczędności, nawet Stasia, swojego kota.
Nie, nie czułam się szczęśliwa, zamieszkałam na nowo z kotem w miasteczku pod Krakowem. Bartek zresztą się wściekł, jak usłyszał, że po ojczymie nie dostanie ani złotówki a mi już dawno było naprawdę wszystko jedno…


