Jesteś zdrajcą – ślubu nie będzie!

Dziennik, 7 lipca

Nie mogę spać. Myśli wciąż wracają do tego wszystkiego, co się ostatnio wydarzyło aż trudno mi uwierzyć, że jeszcze miesiąc temu planowałam ślub.

Kiedy dziś patrzę na to wszystko z dystansu, czuję głównie smutek… i może trochę złości na własną naiwność. Myślałam, że znalazłam prawdziwą miłość ale okazało się, że życie znów miało dla mnie inną lekcję.

Po śmierci babci najważniejszej osoby w moim życiu bardzo długo nie mogłam się odnaleźć. Babcia zostawiła mi w spadku salon kosmetyczny na Starym Mieście w Krakowie, którym zarządzała świetna pani Zofia. Ja nie miałam do tego serca. Zdecydowanie bardziej wolałam prowadzić warsztaty plastyczne z dzieciakami w miejskim Domu Kultury. Salon przynosił niezłe pieniądze i dzięki temu mogłam poświęcać się pasji a na brak niczego innego nie narzekałam. Chyba tylko rodziny mi brakowało.

Gdy pewnego dnia na wernisażu poznałam Artura, poczułam, że może los daje mi w końcu szansę. Artur był nieśmiały, z ciepłym uśmiechem i szarmanckimi manierami. Po dwóch miesiącach znajomości zaprosił mnie do siebie, by poznać swojego ojczyma, pana Jerzego.

Wiesz, mój tata zmarł, kiedy byłem mały wyznał Artur, a ja poczułam, że otwiera przede mną serce. Mama po dziesięciu latach wyszła za Jerzego.

Nigdy nie przestawiłem się, by nazywać go tatą, ale dogadujemy się bardzo dobrze.

Po śmierci mamy dwa lata temu zostaliśmy tylko we dwóch.

Pan Jerzy od razu zdobył moją sympatię. Był zadbanym, elokwentnym mężczyzną wyglądał maksymalnie na pięćdziesiątkę, choć miał już 56 lat. Zauważyłam, że też mnie polubił.

Ale Artuś miał farta powiedział, całując mnie po rękach. Taką pannę znaleźć!

Czemu farta, panie Jurku? dąsał się Artur, udając obrażonego.

Bo prawdziwy facet nie byłby przecież kierownikiem sklepu z akcesoriami hobbystycznymi roześmiał się Jerzy. Ale, nieważne. Najważniejsze, że narzeczona porządna!

Trochę się wstydziłam, ale po chwili razem pokładaliśmy się ze śmiechu przy jego dowcipach. Chyba Artur nawet trochę zazdrościł.

Pół roku później Artur oświadczył mi się. Byłam zakochana, szczęśliwa i zapatrzona w przyszłość… Kiedy odebrałam wiadomość z tymi zdjęciami, nie wierzyłam własnym oczom.

Oto mój narzeczony obejmował i całował jakąś dziewczynę na zdjęciu był nawet ten jego nieśmiały uśmiech, który tak lubiłam… A data pod spodem dowodziła, że to wydarzyło się ledwie dwa tygodnie temu!

Kochanie, co za bzdury? ledwie spojrzał na zdjęcia. Przecież kocham tylko ciebie. To na pewno fotomontaż.

O, tak? Kto miałby aż taką fantazję? nie mogłam znieść, jak lekceważąco do tego podszedł. Nawet nie próbował się tłumaczyć, jakby było mu wszystko jedno.

Nie mam pojęcia. Może ktoś chce nam zaszkodzić? powiedział spokojnie i wzruszył ramionami.

Straciłam panowanie nad sobą. Każdy inny na jego miejscu przysięgałby miłość, wściekłby się na autora tej intrygi, próbowałby mi wszystko wyjaśnić… A on? Nawet nie próbował się starać.

Zdradziłeś mnie! Ślubu nie będzie! wyskoczyłam z jego mieszkania cała we łzach.

Trzy dni nie wychodziłam z łóżka, później tydzień na zwolnieniu nie opuszczałam domu. Przewertowałam każdą wersję wydarzeń w głowie a Artur ani razu się ze mną nie skontaktował. W końcu, trochę gniewna na siebie, wzięłam się w garść.

A jeśli zdjęcia to rzeczywiście fałszywka? Dziś takie rzeczy łatwo zrobić… Czy naprawdę byłam aż tak łatwowierna?

Wiedziałam, że muszę się czegoś dowiedzieć więcej. Szybko namierzyłam dziewczynę ze zdjęć okazało się, że to prawdziwa osoba, Wiktoria. Skontaktowałam się z nią przez Facebooka i zgodziła się na spotkanie.

To stare fotki zaśmiała się, kiedy wszystko jej opowiedziałam i pokazałam zdjęcia. To było ponad rok temu.

Jak to? zdenerwowałam się, pokazując datę.

Daj spokój, datę najłatwiej podrobić spojrzała na mnie współczująco. Ja Artura już dawno nie widuję.

To ty zrobiłaś te zdjęcia?

Po co miałabym to robić? Ledwo się spotykaliśmy. Teraz mam narzeczonego i zaraz wychodzę za mąż.

A czemu nic o tym nie masz w sieci? zapytałam podejrzliwie.

Szczęście lubi ciszę. Moje życie prywatne zostawiam dla siebie uśmiechnęła się.

Więc jednak ktoś próbował nas skłócić A ja od razu uwierzyłam w najgorsze i skrzywdziłam Artura. Musiałam to naprawić.

Próbowałam się z nim skontaktować, ale nie odpowiadał na wiadomości ani telefony. Po dwóch dniach postanowiłam odwiedzić go wieczorem w domu miałam nadzieję, że uda mi się z nim porozmawiać.

Wtedy zobaczyłam, jak Artur wysiada z samochodu… mojej starej koleżanki Kingi. Znałyśmy się od podstawówki kiedyś się przyjaźniłyśmy, ale zawsze mnie trochę przytłaczała jej przebojowość i upór. Kontakt urwał się na dobre, kiedy zaczęła prowadzić własne salony masażu i próbowała namówić mnie na sprzedaż kosmetycznego spa po babci bardzo zależało jej na tym miejscu.

Dosyć często namawiała mnie na tę sprzedaż, ale zawsze odmawiałam. Czyżby próbowała się teraz na mnie odegrać, odbijając mi narzeczonego?

Nie wiedziałam, co myśleć. Kinga i Artur pożegnali się ciepło i wtedy ktoś dotknął mnie za ramieniem. To był pan Jerzy.

A nie mówiłem, że Artur to tchórz? rzucił serdecznie.

Dzień dobry, panie Jerzy… wykrztusiłam, zakłopotana.

E tam, nie przejmuj się. Może i lepiej, że tak wyszło. A może Ty zechciałabyś zostać moją żoną, co? zażartował, ale w oczach miał powagę.

Przepraszam, muszę wracać do domu odparłam roztrzęsiona.

W domu poczułam, że muszę się jeszcze z Kingą rozmówić. Kiedy dojechałam na moje osiedle, widziałam, jak akurat parkuje.

Odbiłaś mi narzeczonego, tak? I jeszcze te zdjęcia… Niczego lepszego nie wymyśliłaś? wycedziłam przez zęby.

Jakie zdjęcia? spojrzała na mnie jak na kosmitkę. O czym ty w ogóle mówisz?

Chcesz powiedzieć, że to nie ty mi je wysłałaś? Że nie o to chodziło, żeby mi go zabrać?

Kochana, nie mam z tym nic wspólnego. To Artur się do mnie odezwał ostatnio był bardzo miły. Myślałam, że już się rozstaliście!

Patrzyłam jej w oczy wyglądała wiarygodnie. Musiałam to przemyśleć na spokojnie w domu.

Już myślałam, że chcesz w końcu sprzedać salon! rzuciła mi na odchodne, ale jej komentarz ledwie do mnie dotarł.

W domu kolejny raz wykręciłam numer Artura. Ku mojemu zaskoczeniu, odebrał.

Możesz do mnie wpadnąć, mam chyba grypę powiedział słabo.

Pobiegłam do niego od razu.

Artur, strasznie cię przepraszam! Popełniłam błąd, kocham cię… Dałam się nabrać, bardzo mi przykro. Wybacz mi, proszę!

Spoko skinął ramioną. Zdarza się.

Jesteś cudowny, naprawdę! rzuciłam mu się na szyję, jednak delikatnie mnie odsunął.

Zostańmy przyjaciółmi.

Jak to? Przecież planowaliśmy ślub…

Słuchaj, za dużo tych twoich rozterek i dramatów. Zamierzam poślubić Kingę. Ma lepszy interes i więcej zarabia. Muszę myśleć o przyszłości.

Oniemiałam. Nie mogłam wydobyć słowa, a on patrzył na mnie jak na obcą.

Wybiegłam z mieszkania, wbiegłam po schodach i dopiero na ławce przed blokiem zabrakło mi sił.

Po kilku minutach podszedł pan Jerzy. Delikatnie pogłaskał mnie po głowie.

Głowa do góry, dziewczyno. Lepiej teraz znaleźć prawdę niż później płakać.

Ale kto to wszystko wymyślił? rozszlochałam się.

Ja… powiedział cicho.

Pan…? Dlaczego?

Zakochałem się w tobie już przy pierwszym spotkaniu. Wiedziałem, że należałoby cię chronić od Artura, który tylko kalkulował. Chciałem, żeby cię porzucił, ale ostatecznie zrozumiałem, że sam się odsłonił.

Przecież pan zniszczył mi życie!

Nie, uratowałem je. Gdybyś za niego wyszła, byłoby gorzej. Może kiedyś zrozumiesz i zechcesz mi wybaczyć. Wyjdziesz za mnie?

Pan jest szalony! wyrwałam się i pobiegłam do domu.

Wyruszyłam do Wrocławia, chcąc zacząć wszystko na nowo. Pan Jerzy jednak mnie odnalazł. Z czasem zaczęliśmy utrzymywać przyjazny kontakt bez żadnych obietnic i łez.

Rok później pan Jerzy odszedł. Zostawił mi swój dom i środki, ale nie cieszyłam się z tego. Zdziwiło mnie tylko, że przez cały ten czas naprawdę stał się dla mnie kimś ważnym. A Artur? On dostał tylko spadek żalu i pretensje, że już nic nie zostawiłam jemu.

Patrzę w lustro i widzę zupełnie inną kobietę niż ta, która jeszcze na wiosnę marzyła o ślubie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − 7 =

Jesteś zdrajcą – ślubu nie będzie!