„Jesteś potworem, mamo! Takie jak ty nie powinny mieć dzieci!”
Po skończeniu szkoły Kamila wyjechała z małego prowincjonalnego miasteczka do Warszawy, by kontynuować naukę. Pewnego wieczoru poszła z koleżankami do klubu i tam poznała Jacka. Warszawiak, przystojniak, rodzice wyjechali na roczny kontrakt za granicę. Zakochała się w nim bez pamięci i wkrótce zamieszkała z nim.
Żyli na wysokiej stopie, rodzice przysyłali pieniądze. Co dzień kluby, imprezy w domu. Na początku Kamila była zachwycona. Zanim się opamiętała, wpadła w długi i zaległości, sesję zimową zdała z dwójami. Stanęło przed nią widmo wyrzucenia z uczelni.
Obiecała wziąć się w garść i poprawić egzaminy. Usiadła nad książkami. Gdy przychodzili znajomi Jacka, zamykała się w łazience. W końcu zdała poprawki. Postanowiła namówić Jacka, by się ustatkował. Kończył studia, za chwilę dyplom.
„Oj, Kamilo, żyjemy tylko raz. Młodość szybko mija. Jeśli nie teraz, w dwadzieścia lat, to kiedy mamy się bawić?” – odpowiadał beztrosko.
Wstyd było powiedzieć matce, że mieszka z chłopakiem bez ślubu. Gdy dzwoniła do domu, kłamała, że wzięli ślub cywilny, a wesele odbędzie się, gdy rodzice Jacka wrócą.
Pewnego dnia Kamili zrobiło się słabo na zajęciach. Kręciło jej się w głowie, mdliło ją. Spojrzała w kalendarz i ze zgrozą zrozumiała, że jest w ciąży. Test potwierdził jej przypuszczenia.
Było wcześnie, a Jacek namawiał ją na aborcję. Pierwszy raz się poważnie pokłócili. Wyszedł i nie pojawiał się dwa dni. Kamila nie mogła znaleźć sobie miejsca, płakała, czekała. W końcu wrócił, ale nie sam. Wisiała na nim pijana blondynka, ledwo trzymająca się na nogach. Kamila, wykończona nerwami, nie wytrzymała – krzyknęła na Jacka, próbując wyrzucić dziewczynę.
„Ona nie wychodzi. Jak ci nie pasuje, to sama się wynoś, histeryczko!” – ryknął i uderzył ją w twarz.
Kamila chwyciła płaszcz i wybiegła. Dotarła pieszo do akademika. Ze spuchniętą twarzą, rozmazanym makijażem, zapukała do drzwi. Woźna się zlitowała i wpuściła ją.
Nazajutrz przyszedł Jacek, przepraszał, obiecywał, że nigdy więcej nie podniesie na nią ręki, błagał, by wróciła. Kamila uwierzyła. Dla dziecka.
Jakoś skończyła pierwszy rok. Bała się jechać do domu. Co powie matce? Ale i w Warszawie było strasznie. Niedługo mieli wrócić rodzice Jacka, a ona z brzuchem i wyglądem ruin.
Gdy wrócili, ojciec Jacka, dowiedziawszy się, że Kamila jest z prowincji i ledwo przeszła na drugi rok, zaczął nieprzyjemną rozmowę. Zaproponował pieniądze, by odeszła od ich syna.
„Sama pomyśl, czy on będzie ojcem? Tylko imprezy w głowie. A może to nawet nie jego dziecko? Dam ci sporo pieniędzy. Weź i wracaj do swojego miasta. Uwierz, tak będzie lepiej dla wszystkich.”
Boleśnie to słyszeć. Ze wstydu mogła się zapadać pod ziemię. Jacek nie stanął w jej obronie, milczał. Kamila nie wzięła pieniędzy, choć później żałowała. Spakowała się i wróciła do matki.
Ta, zobaczywszy córkę z brzuchem w drzwiach, od razu zrozumiała.
„Coś sama przyjechała? – zapytała ostro. – Wnioskuję, że nie wyszłaś za mąż? Warszawiak się zabawił i wyrzucił? Pieniądze chociaż dał?” – Matka nie wpuściła jej dalej niż do przedpokoju.
„Mamo, jak możesz? Nie potrzebuję jego pieniędzy.”
„A po co do mnie przyszłaś? Ledwo wiązaliśmy koniec z końcem we dwie. Myślałam, że córka wyciągnęła szczęśliwy los – wyszła za warszawiaka, żyje w luksusie. A tu z brzuchem do mnie wraca. I jak my tu pomieścimy się w czwórkę? Z małym dzieckiem?”
„Dlaczego w czwórkę?” – zapytała cicho, nie rozumiejąc.
„Bo gdy ty się bawiłaś w Warszawie, ja też znalazłam sobie faceta. A co? Jeszcze nie jestem stara, też chcę szczęścia. Ciebie sama wychowałam, nie miałam czasu myśleć o sobie. Teraz mogę dla siebie pożyć. On jest młodszy. Nie chcę, żeby się na ciebie gapił.”
„No to gdzie ja pójdę, mamo? Niedługo rodzić…” – szepnęła, ledwo powstrzymując łzy.
„Wróć do męża. Albo kim on tam jest. On ci dziecko zrobił, niech je utrzymuje, niech się wami zajmuje.”
Matka stała nieugięta. Ani śladu litości. Wcześniej ich relacje nie były ciepłe, teraz czuła się, jakby rozmawiała z obcą, nie z matką.
Kamila wzięła torbę i wyszła. Odszła od domu, usiadła na ławce i rozpłakała się. Gdzie ma iść? Skoro nawet własna matka ma ją i wnuka gdzieś? Myślała nawet rzucić się pod samochód. Ale dziecko w brzuchu niespokojnie się poruszyło, jakby coś wyczuło. Nie miała serca skazywać je na śmierć pod kołami.
„Kamila?” – przed nią stanęła nagle dziewczyna.
Podniosła oczy, ale łzy zasłaniały twarz.
„To ja, Ola Kowalska. Razem chodziłyśmy do szkoły. Dlaczego płaczesz?” – usiadła obok i nagle zauważyła brzuch. – „Jesteś w ciąży?”
Kamila wybuchnęła płaczem i opowiedziała wszystko byłej koleżance.
„Wiesz co, chodź do mnie. Rodzice są na działce do jesieni. Możesz u mnie zostać, nie będziesz nocować na ulicy. Później coś wymyślimy.”
Kamila zgodziła się. Gdzie indziej miała iść? Nogi się pod nią uginały, bolały, była strasznie głodna.
„Rozgość się. Nie krępuj się” – powiedziała Ola, wprowadzając ją do pokoju.
Z ulgą osunęła się na miękką sofę, wyciągnęła nogi. Ola pobiegła do kuchni.
„Zaraz ci coś zrobię. Pracuję w szpitalu na wakacje. Uczę się w medycznej szkole” – krzyczała z kuchni. – „Słyszałam, że studiujesz w Warszawie?”
„Studiowałam” – cicho odpowiedziała i przymknęła oczy.
Dwa dni później Ola wróciła z pracy podekscytowana.
„U nas na oddziale leży starsza pani po udarze, nie chodzi, ale głowa jasna. DKamila pogłaskała brzuch i postanowiła, że da córeczce wszystko, czego sama nie dostała od własnej matki – prawdziwą miłość.



