Baśka poprawiła przed lustrem sukienkę na biodrach, przeciągnęła różową szminką po ustach, potem potarganiła sprężysty loczek. Zrobiła dwa kroki w tył i spojrzała na siebie krytycznym wzrokiem. „Nieźle!” – uśmiechnęła się z zadowoleniem do swojego odbicia.
W drzwiach przedpokoju pojawił się mąż, opierając się ramieniem o futrynę.
– Oho! I gdzie to się tak wystroiłaś?
– Do pracy. Co, zazdrościsz? – Baśka jeszcze bardziej rozszerzyła swoje i tak już duże, starannie podkreślone oczy.
– Jasne, że zazdroszczę. Może zawiozę cię samochodem? W autobusie cię pogniotą – zaproponował z gotowością Krzysiek.
– Siedź w domu. Gdzie ty z gipsem? – Baśka zapięła zamki w jasnym pikowanym płaszczu, poprawiła szalik na szyi, podciągając go pod sam podbródek dla ciepła.
– Wychodzę. – Ale zatrzymała się przed drzwiami.
– A, no tak, zapomniałam. Dziś się spóźnię. Kasia wyszła za mąż. Będzie coś w stylu wieczoru panieńskiego. Posiedzimy trochę w kawiarni. Nie martw się.
– Czekaj, może jednak po ciebie przyjadę? – Krzysiek oderwał ramię od futryny.
– Nie trzeba. – Baśka złożyła usta w ciup, cmoknęła w powietrze i wyszła z mieszkania.
Krzysiek podeszł do okna i czekał, aż na dole pojawi się Baśka.
– Ile razy ci mówiłem, żebyś zrobiła prawo jazdy. Teraz jeździłabyś do pracy samochodem, a nie pchała się w zatłoczonym autobusie – powiedział, patrząc na Baśkę, która szybko szła przez podwórko, jakby mogła go usłyszeć.
W kawiarni grała muzyka. Przy zsuniętych stolikach siedziało sześć kobiet, piły koktajle i opowiadały na wyścigi o śmiesznych historiach ze swoich ślubów, śmiejąc się głośno i zaraźliwie. Nagle podszedł kelner z tacą i postawił przed Baśką butelkę drogiego wina.
– To od pana przy sąsiednim stoliku. Otworzyć? – Kelner uprzejmie pochylił się lekko do przodu.
Baśka odwróciła głowę i spojrzała na szczodrego mężczyznę. Skinął jej głową i uśmiechnął się. Serce nagle przestało bić na chwilę, a potem zaczęło w rytm muzyki. Twarz oblał rumieniec, a uśmiech zniknął z jej ust jak śnieg z górskiego szczytu – szybko i nieubłaganie.
Poznała go. Czy można zapomnieć? Paweł był najprzystojniejszym chłopakiem na uczelni, był starszy rokiem. Dziewczyny za nim szalały. Przed letnią sesją nie zaliczyła kolokwium. Siedziała na szerokiej, żeliwnej klatce schodowej między piętrami i płakała. Pierwszy egzamin już za dwa dni, a bez wpisu w indeksie nie dopuszczą jej do sesji.
– Czemu płaczesz? Nie zdałaś?
Baśka podniosła głowę i zobaczyła przy sobie Pawła. On się do niej odezwał! A ona siedziała na schodach z rozmytym makijażem i czerwonym nosem.
– Nie zaliczyłam – odparła i zaczęła wycierać łzy spod oczu.
– Wielka sprawa. Zrobiłaś tylko bałagan z tuszem.
Baśka wzdrygnęła się i sięgnęła do torebki po lusterko. Paweł podał jej chusteczkę.
– Głuptasie, płacz lepiej przed wykładowcą. Myślałem, że wszystkie dziewczyny potrafią przekonywać i grać na uczuciach. Biegnij do niego, zanim wyjdzie. Powiedz, że uczyłaś się całą noc, nie wyspałaś, głowa nie działa.
– Myślisz, że kupi? – zwątpiła Baśka, ale wstała ze schodów.
– Nie spróbujesz, nie dowiesz się. Nie marudź, idź. – Paweł popchnął ją lekko w plecy, a ona pospiesznie pobiegła na górę. Żeliwne schody głośno tętniły pod jej stopami.
Gdy wyszła z sali z uśmiechem, Paweł na nią czekał.
– Uśmiechasz się. Zupełnie co innego – pochwalił ją.
Odprowadził ją do domu i całą drogę coś opowiadał. A ona nie słyszała nic, ogłuszona jedną myślą: „On idzie obok mnie! Ze mną!” Baśka łapała zaciekawione spojrzenia kobiet na jej towarzysza i rozpierała ją duma.
Po sesji przez jakiś czas się spotykali. Chodzili do kina, na plażę… Wiedziała, że zmienia dziewczyny jak rękawiczki, ale serce nie słuchało rozsądku. Nagle Paweł zniknął. Nie znała jego adresu, nie miała kogo zapytać, wszyscy rozjechali się na wakacje. Baśka cierpiała, przekonywała siebie, że po prostu ma sprawy, że jutro przyjdzie… Aż zrozumiała, że jest w ciąży.
– Tak latasz na skrzydłach, a teraz siedzisz w domu, jakaśś osowiała. Nie jesteś chora? – zapytała mama.
– Tak, może za dużo się kąpałam – odpowiedziała i przekonująco zakaszlała.
– Idź do lekarza, nie żartuj sobie z tym – westchnęła mama.
– Tak, mamo, jutro.
Następnego dnia Baśka poszła do prywatnej kliniki. Bała się spotkać znajomych w poradni. Ciąża została potwierdzona.
– Mama mnie zabije… Muszę jeszcze studiować… A on zniknął… – Baśka rozpłakała się w gabinecie.
Lekarka się zlitowała, powiedziała, że termin jest krótki, można obyć się bez zabiegu, ale to kosztuje. W domu Baśka powiedziała mamie, że lekarz przepisał drogie leki, że wyniki są złe… Mama, nie podejrzewając nic, dała pieniądze, trochę miała też Baśka. Starczyło.
Dwa dni żołądek ściskał i kłół jak drut. Znosiła to, jak mogła, by mama niczego nie zauważyła.
We wrześniu szła na zajęcia z jedną myślą – jak najszybciej zobaczyć Pawła. A on przeszedł obok z ładną pierwszoroczniczką i udawał, że nie widzi. A dziewczyny jeszcze dolewały oliwy do ognia, mówiąc, że Paweł się żeni i wreszcie wszyscy się uspokoją. Baśka ledwo powstrzymywała łzy.
Na wykładzie usiadł przy niej Krzysiek. Był zwyczajnym, niepozornym chłopakiem. Baśka wiedziała, że mu się podoba. Nie był przystojny, dziewczyny za nim nie biegały, chyba że po notatki.
– Czemu taka markotna? Nie chce ci się uczyć? Co robisz dziś wieczorem? Może pójdziemy do kina? – spytał.
Baśka wzruszyła ramionBaśka przytuliła się mocniej do Krzysztofa, czując, jak jego miłość i oddanie ogrzewa ją bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.



