*originally in polish*
Jesteś moim bohaterem
Wanda wygładziła przed lustrem sukienkę na biodrach, poprawiła różową szminką usta, potem podkręciła sprężysty koczek. Zrobiła krok w tył i oceniła siebie krytycznym spojrzeniem. „Nieźle!” Z zadowolenią uśmiechnęła się do swojego odbicia.
W drzwianach przedpokoju pojawił się mąż, opierając się ramieniem o futrynę.
— Oho! I gdzie to się tak wystroiłaś?
— Do pracy. Zazdrość ci? — Wanda uniosła brwi, podkreślone już i tak wyraźnym makijażem.
— Tak, zazdrosny jestem. Może zawiozę cię samochodem? W autobusie się pognieciesz — zaproponował Szymon.
— Siedź w domu. Dokąd z gipsem? — Wanda zapięła błyskawicę na jasnym, pikowanym płaszczu, poprawiła szarfę na szyi, uniosła ją pod sam podbródek dla ciepła.
— Idę. — Ale przed drzwiami się zatrzymała. — A, zupełnie zapomniałam. Zatrzymam się dłużej. Nina wychowda za mąż. Będziemy coś w rodzaju wieczoru paniieńskiego. Posiedzimy chwilę w kawiarni. Nie martw się.
— Poczekaj, może jednak wrócę po ciebie? — Szymon odsunął ramię od futryny.
— Nie trzeba. — Wanda wytrąbiła ustami w powietrzu i wyszła z mieszkania.
Szymon podszedł do okna i czekał, aż na dole pojawi się Wanda.
— Ile razy mówiłem, żebyś zrobiła prawo jazdy. Teraz jeździłbyś do pracy samochodem, a nie pchałbyś się w zatłoczonym autobusie — powiedział na głos, patrząc na Wandę, która szła szybko przez park, jakby mogła go usłyszeć.
W kawiarni grała muzyka. Przy przesuniętych stolikach siedziały sześć kobiet, piły koktajle i opowiadały na wyścigi o zabańnych sytuacjach na swoich ślubach, śmiejąc się głośno i zaraźliwie. Nagle podszedł kelner z tacikiem i postawił przed Wandę butelkę drogiego wina.
— To od pana przy sąsiednim stolikWanda spojrzała na butelkę, a potem na nieznajomego, którego uśmiech nagle wydał się jej pusty, odwróciła się i wyszła z kawiarni, wiedząc, że prawdziwy skarb już dawno znalazła w domu.



