Przyjechała po ciebie mama, pakuj się.
Wszyscy myślą, że dzieci z domu dziecka marzą o tych słowach. Ale Kasia wzdrygnęła się, jakby dostała w twarz.
No, rusz się, czego siedzisz? Elżbieta Andrzejewska patrzyła na nią, nie rozumiejąc, dlaczego dziewczynka wcale się nie cieszy. Przecież życie w domu dziecka to nie bajka. Wielu uciekało stąd po prostu na ulicę. A tu Kasię odsyłają do własnego domu, a ona jest niezadowolona.
Nie chcę powiedziała cicho, odwracając się do okna. Jej przyjaciółka Ania spojrzała na nią ukradkiem, ale nic nie powiedziała. Też nie rozumiała tej reakcji. Sama Ania z radością wróciłaby do domu, ale tam nikt na nią nie czekał.
Kasia, co jest? zapytała Elżbieta Andrzejewska. Tam mama na ciebie czeka.
Nie chcę jej widzieć. I nie chcę tam wracać.
Reszta dziewczyn też słuchała tej rozmowy z zainteresowaniem, więc Elżbieta Andrzejewska uznała, że to nie temat na obce uszy.
Chodź ze mną.
Zaprowadziła Kasię do gabinetu i spojrzała na nią ze współczuciem.
Twoja mama popełniła wiele błędów, ale teraz chce się poprawić. Inaczej nie pozwolono by jej cię zabrać.
Myślisz, że to pierwszy raz? Kasia prychnęła i pokręciła głową. To już mój drugi pobyt w domu dziecka. Gdy zabrała mnie pierwszy raz, udawała, że się zmieniła. Schowała butelki, posprzątała, kupiła jedzenie, znalazła pracę. Gdy przyszli z kontrolą, wszystko wyglądało przyzwoicie. A potem wróciłam do niej, a ona znów się rozluźniła. Jestem jej potrzebna tylko dla zasiłków.
Kasia, ale ja nie mam na to wpływu. A w domu pewnie i tak lepiej przekonywała Elżbieta Andrzejewska.
Lepiej?! Wiesz, co to znaczy głodować? Albo iść do szkoły w podartych butach, gdy na dworze minus dwadzieścia? Albo chować się w pokoju i modlić, żeby mamusi koledzy po drinku do mnie nie weszli? Dlaczego w końcu nie odejmą jej praw rodzicielskich?!
W oczach Kasi pojawiły się łzy. Tak, nie lubiła domu dziecka, ale tu wiedziała, że dostanie jeść i ubranie. I że jest względnie bezpieczna. A w domu nie.
Nic nie mogę dla ciebie zrobić westchnęła wychowawczyni.
Żal jej było Kasi. Dziewczyna bystra, inteligentna, co w domu dziecka rzadkość. Może i jej matka kiedyś była ciekawą osobą, zanim się rozpiła. Mimo że Elżbieta Andrzejewska pracowała tu siedem lat, po raz pierwszy spotkała dziecko, które nie chciało wracać do domu.
A mogę sama mieszkać? spytała Kasia. Poszłabym do pracy, wynajęła pokój.
Dopiero gdy skończysz osiemnaście lat pokręciła głową Elżbieta Andrzejewska.
Mam prawie szesnaście! Jestem dorosła!
Wychowawczyni też uważała, że Kasia jak na swój wiek jest zbyt dojrzała. Ale nic nie mogła zrobić.
Niestety, musisz być pod opieką dorosłego. Może jest ktoś, kto mógłby cię wziąć? spytała. I wystąpić o odebranie praw twojej mamie.
Nie mam nikogo Dopóki żyła babcia, było jako tako, teraz jest nie do zniesienia.
A ojciec?
Też się rozpił. Nie żyje.
Kasia powiedziała to tak spokojnie, jakby to była norma. W jej przypadku była.
A on nie ma rodziny?
Kasia zamyśliła się.
Chyba żyje jego matka, ale jej nie znam. Nie utrzymywała z nim kontaktu. Rozumiem ją prychnęła. Też bym nie utrzymywała.
Posłuchaj Elżbieta Andrzejewska pochyliła się do przodu. Spróbuj pobyć z mamą, a ja poszukam informacji o twojej babci. Zgoda?
Kasia skinęła głową. Co innego jej zostało?
Oczywiście, mama urządziła przedstawienie. Rzuciła się na córkę z płaczem, przepraszała, ściskała. Ale Kasia nie reagowała. Wiedziała, że gdy wrócą do domu, matka znów będzie taka sama.
I tak się stało. Pierwszego dnia jeszcze się trzymała, drugiego wróciła z alkoholem. Wszystko wróciło do normy. Matka piła, wyleli ją z pracy. Kasia znów żyła w piekle.
Gdy pewnej nocy do jej pokoju wtargnął pijany facet i ledwo go wyrzuciła, stwierdziła, że ma dość.
Na szczęście Elżbieta Andrzejewska dała jej swój numer. Kasia zadzwoniła. Powiedziała, że albo idzie na ulicę, albo wraca do domu dziecka.
Znalazłam twoją babcię powiedziała kobieta. Porozmawiam z nią. Jeśli się zgodzi i spełni warunki, dostanie opiekę.
Kasia uparła się jechać z nią. Choć nie znała babci, miała nadzieję, że ją nie wyrzuci. Wystarczyłyby jej dwa lata, a potem byłaby wolna.
Drzwi otworzyła kobieta około sześćdziesiątki. Elegancka, postawna.
Czego chcecie? spytała.
Antonina Nowak? upewniła się była wychowawczyni Kasi.
Tak, to ja.
Jestem twoją wnuczką wtrąciła Kasia. Po co owijać w bawełnę?
Co?
Jestem córką twojego syna.
Rozumiem. I czego ode mnie chcesz? Antonina zachowała zimną krew.
Możemy porozmawiać? Elżbieta Andrzejewska nie dała Kasi znów się odezwać.
Dobrze. Ale krótko. Muszę się zbierać do pracy.
Antonina nalała im herbaty. Czasem spoglądała na Kasię jak na kosmitkę, ale sama nic nie mówiła. Tymczasem Elżbieta Andrzejewska opisała sytuację.
Twoją wnuczkę pewnie znów zabiorą do domu dziecka. Ale możesz wziąć nad nią opiekę.
A po co mi to? spytała Antonina.
No Elżbieta Andrzejewska zmieszała się. To twoja wnuczka.
Nie znam jej. I szczerze mówiąc, nie chcę znać. Mój syn narobił mi w życiu problemów. Wolę o nim zapomnieć.
Proszę pomyśleć, Kasia żyje w okropnych warunkach, mogłaby
Antonino Nowak przerwała jej Kasia. Nie znamy się. I też nie palę się do tego. Chciałabym wymazać rodziców jak zły sen. Ale prawo mi nie pozwala. Jestem za młoda. Mogę ci jednak obiecać, że niczego ode mnie nie potrzebujesz. Tylko podpisów i miejsca do osiemnastki. Kończę gimnazjum, potem pójdę do pracy.



