Jesteśmy Romami. W naszej rodzinie było czworo dzieci, wspieraliśmy się, kochaliśmy i kryliśmy nawzajem, gdy coś napsociliśmy. Z biegiem lat jednak zmieniliśmy się i niepostrzeżenie zaczęliśmy się oddalać od siebie.
Moje starsze rodzeństwo założyło swoje rodziny. Mój brat Sergiusz poślubił niewykształconą wieśniaczkę, a moja siostra Waleria wyszła za bogatego Roma, Grzegorza. Ja i najmłodsza z rodzeństwa siostra Wioletta zostaliśmy, aby pomagać rodzicom, którzy zajmowali się hodowlą owiec. Chodziłyśmy do wiejskiej szkoły, marzyłyśmy o dalszej nauce i życiu w dużym mieście, ale nie stało się tak, jak obie sobie to wyobrażałyśmy.
Waleria na długie lata o nas zapomniała, Sergiusz zostawił żonę i pojechał w świat, a my tyle o nim słyszałyśmy. Nasz ojciec był taki sam, a może nawet gorszy, bo owszem, nie porzucił rodziny, ale był bardzo wymagający i karał nas za nieposłuszeństwo, mając nas też jednocześnie gdzieś.
Pewnego dnia z daleka, kiedy wypasałam owce zobaczyłam, że do naszego domu przyjechali jacyś bogacze luksusowym samochodem. Pobiegłam do domu myśląc, że może jakiś bogaty Rom przyjechał, by poprosić o moją rękę. Miałam wtedy 16 lat i cieszyłam się, że będę miała wesele. Okazało się jednak, że przyjechali po Wioletkę, która miała tylko 13 lat. Ci wyniośli i zarozumiali ludzie długo rozmawiali z moimi rodzicami.
Moja matka próbowała przekonać ojca, że nie jest za wcześnie, aby wydać moją siostrę za mąż, zwłaszcza że mieli za to otrzymać dużą sumę pieniędzy. Widocznie to ona ich zaprosiła. Ostatecznie jej się udało przekonać do tego ojca. Wtedy ojciec kazał mi zawołać Wioletkę, aby wróciła do domu i spakowała swoje rzeczy.
Przyprowadziłam ją biegiem i do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że to zrobiłam. Powinnam była namówić ją, żeby uciekła i schowała się, ale podporządkowałam się woli ojca. Do dziś mam przed oczami Wiolę, która nie miała porządnych butów, ani sukienki, nie mówiąc o bieliźnie. Była jeszcze dzieckiem i płakała prosząc rodziców, aby nie oddawali jej tym obcym ludziom. Nie mogła doświadczyć dzieciństwa ani spełnić marzeń, które obie miałyśmy.
Kiedy skończyłam szkołę błagałam ojca, aby pozwolił mi wyjechać do miasta. Pracowałam, potem zaczęłam studiować i edukować, aby zostać nauczycielką przedszkolną. Cały ten czas uczyłam się i pracowałam.
Moja siostra jest nieszczęśliwa. Kiedy wróciłam do domu odwiedzić rodziców, poszliśmy wtedy zobaczyć Wioletkę. Miała już dwoje dzieci, była tak wychudzona, że trudno było ją rozpoznać, a do tego wciąż była ubrana w łachmany jak szmaciana lalka. Widać było, że mąż ją bije i trzyma głodną mimo, że jego rodzina była bogata. Błagałam rodziców, żebyśmy ją stamtąd zabrali, ale odmówili. Małżeństwo to dla nich nie zabawa i skoro już wyszła za mąż, to nie było odwrotu. Jakby to ona tego chciała! Uspokajali mnie, że jak dzieci dorosną, wszystko się ułoży, ale moja siostra rodziła potem dalej. Teraz ma pięcioro synów.
Po latach mój brat został inwalidą, a Waleria owdowiała i w końcu wróciła do naszych rodziców na wieś. Ponieważ nie miała dzieci, krewni męża ją wyrzucili z domu. Na szczęście udało jej się zaoszczędzić sporo pieniędzy i teraz jest bogata. Otworzyła bar i zarabia na miejscowych pijakach.
Chciałam szczęścia i miałam plany na przyszłość, a jedyne, co miałam to obelgi ze strony ukochanego
Nigdy nie wyszłam za mąż wieśniaka, który mnie chciał i poprosił o rękę. Mama płakała przez miesiące i przeklinała mnie, ale nie udało jej się wydać mnie za mąż na siłę. Niedługo potem tata zmarł, podobno na zapalenie płuc, ale jestem przekonana, że to ona go podtruwała jakimiś ziołami, w końcu go nienawidziła.
Dzięki ciężkiej pracy kupiłam mieszkanie w mieście i w nim pozostałam, żyję tutaj do dziś. Nie pracuję w swoim zawodzie, ale nie narzekam. Kiedyś mama przyjechała do mnie w odwiedziny. Już wtedy mieszkałam z Wiktorem, moim aktualnym partnerem, a ona otwarcie z nim flirtowała i przymilała się do niego. Wybaczyłam jej wszystko, z wyjątkiem jednego – że z chciwości zniszczyła życie mojej młodszej siostrze. Teraz Wioletta przypomina suchą, zgiętą gałązkę z ogromnymi smutnymi oczami, jakby miała się zaraz złamać.
Jej mąż zmarł i zostawił jej, oprócz pięciorga dzieci, mnóstwo długów. Przynajmniej nie żyje i jej dalej nie dręczy. Teraz jednak biją ją synowie oczekując, że będzie ich karmić i poić. Nie pracują i leniuchują jak ich ojciec. Problem w tym, że Wioletta nie może znaleźć żadnej pracy, bo nawet nie ukończyła szóstej klasy.
Zastanawiam się, jak długo moja biedna siostra wytrzyma to wszystko. Chcę jej pomóc, ale nie zarabiam dużo, a już mam własną rodzinę i dwoje dzieci. Mój brat żyje z renty inwalidzkiej i ledwo starcza mu na leki i jedzenie. Jedyną zamożną osobą jest Waleria, ale ona w ogóle nie interesuje się naszymi problemami.
Każdego dnia dziękuję Bogu, że udało mi się uciec od nędzy, na którą skazana jest każda Romka taka jak ja.
Dobrze, że tamci z luksusowym samochodem nie chcieli mnie za synową, choć nie jest mi lżej wiedząc, że zrujnowali życie Wioletty.



