Jeśli chcesz, to sam się tym zajmij!

Trzeba było to rób sama powiedział, odwracając się.
Mamo, urodziłaś go dla siebie, nie dla mnie, więc sobie z nim radź. Ja muszę się wyspać przed zajęciami.
Dominik, no przecież nie proszę cię często. Tylko raz, żebyś odprowadził go do szkoły. W końcu pierwszy września, wszyscy będą z rodzicami
Właśnie, z rodzicami przerwał jej syn. A gdzie byli moi, gdy miałem akademie? Zawsze przy młodym. Niech teraz sam idzie, niech się przyzwyczaja.
No nie zawsze Raz czy dwa tak było. Ale nie specjalnie, po prostu tak wyszło
No to teraz też tak wyszło, że pójdzie sam spokojnie odparł Dominik i pociągnął łyk herbaty.

Katarzyna poczuła się zaskoczona. Nie spodziewała się takiego oporu. W końcu oni utrzymują Dominika, a on nie chce mieć nic wspólnego z rodziną.

Słuchaj zaczęła, marszcząc brwi. Wybacz, Dominik, ale żyjesz w rodzinie. A w rodzinie wszyscy powinni sobie pomagać. My z ojcem pomagamy tobie. Dajemy ci kieszonkowe, gotujemy, sprzątamy, czasem nawet w twoim pokoju. Bądź tak uprzejmy i odwdzięcz się.
A ja nie prosiłem, żebyście sprzątali mój pokój. I bez kieszonkowego też dam radę. Mam już osiemnaście lat, nie jestem małym chłopcem ani niańką. Moje zdanie też powinno się liczyć.

Po tych słowach Dominik wziął kubek, wstał i poszedł do swojego pokoju. A Katarzyna została sama. Z ciężarem na sercu, nierozwiązanym problemem i, co gorsza, z myślą, że jej syn jest egoistą.

Kiedy zdążył się takim stać?

Jej pierwsze małżeństwo się nie udało. Ojciec Dominika nigdy nie dorósł wolał wylegiwać się na kanapie, grać w gry i wpatrywać w telefon, zamiast budować rodzinę. Czasem pracował, ale zarabiał grosze, ledwo starczało na siebie. W końcu Katarzyna przestała czekać i mieć nadzieję wzięła rozwód i wróciła do matki.

Gdy wyszła za mąż po raz drugi, Dominik miał już pięć lat. Wiek, w którym dziecko jeszcze jest w stanie zaakceptować nowego członka rodziny. Marek szybko znalazł z nim wspólny język i wkrótce stał się tatą.

A gdy Dominik miał dziesięć lat, urodził się Jasio. Pewnie od tego momentu wszystko zaczęło się psuć, choć Katarzyna tego wtedy nie widziała.

Wtedy Dominik pierwszy raz poszedł na rozpoczęcie roku sam. Katarzyna po porodzie była w takim stanie, że nie miała głowy do szkoły. Marek pracował, dbał o rodzinę, a dziadkowie byli zbyt daleko. Jedni w innym mieście, drudzy na działce.

Dominiczku, no po prostu tak wyszło Jesteś już dużym chłopcem, dasz radę sam? spytała przepraszająco. Nie gniewaj się, ja też bym chciała iść z tobą, ale sama widzisz
Widzę westchnął Dominik. Nic. Już nie jestem mały.

Wtedy Katarzynie wydawało się, że wszystko w porządku. Może Dominik był smutny, ale poszedł, nie narzekał. Jak się okazało zapamiętał to wszystko.

Trzy lata później sytuacja się powtórzyła. Tym razem Katarzyna nie mogła pójść z synem, bo Jasio coś złapał w przedszkolu.

Zresztą Jasio chorował bardzo często. Pewnego razu przyniósł z przedszkola ospę. Akurat na dwa dni przed wyjazdem Dominika z klasą do Krakowa, na wycieczkę szlakiem zabytków. W efekcie musiał zostać w domu.

Mamo, ja to wszystko rozumiem, ale mam już dość chorowania. Może choć malca odizolujecie? zirytował się, gdy Katarzyna smarowała mu krosty.
Dominik, no jesteśmy rodziną Gdzie on, tam i ja. A ja chodzę po domu, gotuję Nie da się całkiem się odseparować.

Z jednej strony Katarzyna rozumiała starszego syna. Prawie zawsze, gdy Jasio zaczynał chorować, łapał to i on. Z drugiej wydawało jej się to nieuniknioną częścią życia.

Wkrótce Dominik zaczął się opierać, gdy matka prosiła go o pomoc w domu lub przy bracie. Na początku nie odmawiał wprost, tylko albo zwlekał, albo robił to tak, że Katarzynie było łatwiej zrobić to sama. Matka denerwowała się, ale zrzucała to na karb wieku nastoletniego. Nawet gdy zaczęło dochodzić do kłótni.

Dlaczego ja mam sprzątać w salonie, skoro tam nawet nie bywam? Wy tam siedzicie z malcem, to wasz kurz. No to wy go ścierajcie oświadczył pewnego dnia.
Ale bywasz w kuchni odparła matka. A sprząta tam ja. I gotuję, nawiasem mówiąc.
Wycierasz każdą kroplę przy zlewie. Gdybym żył sam, nie zaprzątałbym sobie tym głowy. Sterylna czystość mi nie jest potrzebna, skoro tobie zależy to ty się martw.

Czasem Katarzyna i tak zmuszała syna, by wziął ścierkę. Czasem przymykała oczy nerwy były ważniejsze. I do czego to doprowadziło

Młodszego nie miał kto odprowadzić na rozpoczęcie roku. Dziadkowie, jak zawsze, za daleko, mąż w delegacji, a w pracy Katarzynie nie dano wolnego. Dominik zaś po raz pierwszy postawił się i kategorycznie odmówił pomocy, choć tego dnia był wolny.

Co robić?

Najpierw Katarzyna zadzwoniła do męża.

Rozumiem. Zapragnął dorosłości. No to dobrze, przyjadę, porozmawiamy. Skoro chce niech spróbuje mruknął Marek po wysłuchaniu żony.
Marek, tylko bez przesady zlękła się Katarzyna. Już go tracimy. A tak to zupełnie ucieknie. Co wtedy zrobimy?
No to niech ucieka. Zobaczę, jak sobie poradzi bez tato, podwieź i mamo, odbierz mi paczkę po pracy. My mu nie odmawiamy, gdy prosi o pomoc.

Katarzyna westchnęła. Mąż miał częściowo rację, ale bała się. Marek był uparty i, choć kochał Dominika jak syna, mógł postawić zbyt twarde ultimatum.

Problem z Jasiem się rozwiązał. Katarzyna zwróciła się do przyjaciółki, z którą kiedyś chodziły z dziećmi do tego samego przedszkola, a teraz i do tej samej szkoły. Ania nie tylko odprowadziła Jasia na akademię, ale zabrała dzieci jeszcze na spacer po parku. To oczywiście nie to samo, co być z rodzicami, ale zawsze coś.

Aniu, dziękuję ci, uratowałaś mnie gorąco podziękowała Katarzyna, gdy po pracy odebrała syna. Chodź, napijemy się herbaty.
Daj spokój. Ty też parę razy zabiera

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + osiemnaście =

Jeśli chcesz, to sam się tym zajmij!