Moja mama jest przeciwna, zwiększaniu liczebności naszej rodziny. Dlaczego? Za chwilę opowiem szczegóły.
Byłam jedynaczką, ale zawsze chciałam mieć braciszka lub siostrzyczkę. Zazdrościłam koleżankom, które wychowywały się w dużych rodzinach. Nigdy się nie nudzili. Mój mąż zgadza się ze mną w tej kwestii. Uważa, że rodzina powinna mieć co najmniej troje dzieci, sam ma dwóch starszych braci. Nie mogła bym być bardziej szczęśliwa, że on i ja byliśmy po tej samej stronie.
– Czy wiesz, jak to jest wychowywać dwoje lub więcej dzieci? Czasami nie można sobie poradzić z jednym. Ile pieniędzy potrzeba na ich wychowanie! To szaleństwo! – Biadoliła moja matka.
Ale ja i mój mąż, stanęliśmy na wysokości zadania. Pierwsze dziecko urodziło się niemal natychmiast po naszym ślubie. Mieszkaliśmy wtedy w wynajętym mieszkaniu i oszczędzaliśmy na budowę domu. Prawdę mówiąc, nie planowaliśmy tak wcześnie mieć dzieci, ale tak się stało. Moja mama zlitowała się nad nami i pozwoliła nam zamieszkać w mieszkaniu babci. Byłam bardzo wdzięczna za jej pomoc, bo mogliśmy zaoszczędzić więcej pieniędzy. Wszyscy wiedzieli, że po urodzeniu dziecka będziemy musieli zacisnąć pasa.
Jak tylko urodziłam, z radością poświęciłam się macierzyństwie. Bardzo lubiłam zajmować się dzieckiem i mama też wyglądała na zadowoloną. Tylko, że zaczęła nas prosić, żebyśmy nie spieszyli się z drugim. Mówi, że najpierw powinniśmy rozwiązać problem z mieszkaniem, a potem powiększać rodzinę.
Nie planowaliśmy z mężem od razu drugiego dziecka, ale po raz kolejny, sprawy nie ułożyły się tak, jak chcieliśmy. Gdy mój syn skończył dwa lata, zaszłam w ciążę. Moja mama oszalała. Denerwowała się, że nie opuścimy jej mieszkania, ponieważ chciała je wynajmować i mieć dodatkowe dochody.
Jej reakcja była nieprzyjemna, ale spodziewana. Nie skupialiśmy się z mężem na tym i myśleliśmy, żeby dzieciom było jak najlepiej. Byliśmy pewni, że sobie poradzimy. Zwłaszcza, że zostały rzeczy dziecka, wózek i łóżeczko. Prawie nic nie trzeba było kupować.
Od tego czasu minął rok. Zostaję w domu z dwójką dzieci, żeby najstarszy nie musiał dźwigać bolączek z przedszkola. Moja matka przyjeżdża w odwiedziny i zawsze się na mnie wydziera. Jak mi kiedyś powiedziała, z dziećmi jest ciężko.
Ostatnio złapałam infekcję jelitową. Zrobiło mi się niedobrze, więc musiałam zadzwonić do mamy po pomoc. Gdy zobaczyła mój stan, zapytała mnie, czy jestem w ciąży, a potem powiedziała:
– Jeśli będziesz miała kolejne dziecko, to wyprowadzasz się stąd! Mam dość martwienia się o Twoją przyszłość. W tym tempie nigdy nie zaoszczędzisz na dom!
– Co masz na myśli? Wyrzucasz nas? Czy my Cię o coś prosimy?
– W czyim mieszkaniu mieszkasz, dziecko? Gdybym go wynajęła, miałabym pieniądze na oszczędności na starość. Myślałam, że urodzisz pierwsze dziecko, dostaniesz pracę, kupisz dom… A Ty postanowiłaś zostać inkubatorem!
Po tych słowach, byłam bardzo urażona. Okazało się, że jedyne na czym zależy mojej mamie to jej mieszkanie. Nie potrzebuje nas, ani swoich wnuków. Ona widzi w nas tylko darmozjadów. Nie chcę więcej widzieć mojej matki z takim nastawieniem. Może powinniśmy zrezygnować z pomysłu budowy domu i kupić dwupokojowe mieszkanie. Wyprowadzimy się jak najszybciej z mieszkania i pozwolimy jej być szczęśliwą.



