Jerzy był w szpitalu i nie mógł sam przynieść lekarstw dziadkowi. Postanowił poprosić o pomoc pewnego taksówkarza, który zamiast jednej torby lekarstw wręczył staruszkowi aż dwie torby.

Henryk Piotrowski miał 85 lat i mieszkał sam. W ostatnim tygodniu jakoś się gorzej czuł. Wszystko to zbiegło się także z tym, że skończyły się mu leki, a niestety nie mógł wyjść z mieszkania przez złe samopoczucie – jeszcze by zasłabł po drodze i niczego dobrego z tego by nie było. Nie lubił zawracać głowy wnukowi, który był jego jedynym, ukochanym człowiekiem w życiu. Wnuk przychodził do niego regularnie i pomagał mu, w czym tylko mógł. Niestety, Henryk nie miał wyjścia i musiał do niego zadzwonić. Jerzy nie odpowiedział od razu, ale obiecał, że sprawa z lekami będzie załatwiona. Niestety, sam leżał w szpitalu, więc teraz zastanawiał się, kogo poprosić o taką pomoc. 

Jerzy nie chciał, żeby dziadek wiedział o tym, że leży w szpitalu. Pomyślał, że jak szybko wezwie taksówkę i pojedzie z lekami, to nawet w szpitalu się nie zorientują, że go nie ma. Potem jednak zorientował się, że przecież nie musi nigdzie jechać – poprosi taksówkarza o wykupienie leków i zawiezienie ich do dziadka. Jego pomysł nie mógł zostać zrealizowany od razu, bo na początku taksówkarze, do których dzwonił, odmawiali mu, ale w końcu znalazł się człowiek, który go wysłuchał i postanowił zrealizować jego prośbę. Cezary jeździł na taksówce dopiero od kilku miesięcy i podobała mu się taka praca. Lubił bowiem jeździć samochodem i poznawać różnych ludzi. 

Prawie zawsze można było z nimi porozmawiać, niektórzy nawet zwierzali mu się z różnych problemów. Po uzgodnieniu wszystkiego z Jerzym, Czarek zatrzymał się w aptece i kupił wszystkie niezbędne leki.

Potem pomyślał, że na pewno nie zaszkodzi przynieść staruszkowi jakieś jedzenie, skoro nie wychodzi z domu, a jego wnuk jest w szpitalu i nie wiadomo, kiedy go odwiedzi. Po dalszym zastanowieniu zdecydował, że przywiezie mu od razu jakieś gotowe jedzenie. Z najbliższego baru mlecznego wziął kilka obiadów na wynos, które staruszek potem będzie mógł sobie podgrzać. Zanim Henryk wpuścił go na klatkę, bardzo długo wypytywał go, kim jest i czego od niego chce. Cezary cierpliwie mu wyjaśnił, więc Henryk wpuścił go na klatkę i uchylił trochę drzwi swojego mieszkania.

– Dzień dobry! To leki wysłane przez Pana wnuka – Henryk wziął od niego siatkę – A to ode mnie – i podał drugą siatkę.

– Nie mogę tego wziąć, młody człowieku. 

– Dlaczego?

 – Przecież jestem dla Ciebie obcym człowiekiem. Po co wydawać pieniądze? 

–  Dla mnie to sama radość. Smacznego! i Zdrówka życzę.

Czarek zaczął szybko schodzić po schodach. 

– Jak się nazywasz, młody człowieku? spytał jeszcze na odchodne Henryk.

 – Cezary.

 – Cezary, Niech Cię Bóg Błogosławi!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 2 =

Jerzy był w szpitalu i nie mógł sam przynieść lekarstw dziadkowi. Postanowił poprosić o pomoc pewnego taksówkarza, który zamiast jednej torby lekarstw wręczył staruszkowi aż dwie torby.