Danucie nawet przez myśl nie przeszło, żeby zaproponować Sergiuszowi wspólne zamieszkanie. Spotykać się to jedno, a żyć razem zupełnie co innego. W sobotę Danuta czekała na Sergiusza na kolejny spacer. Kobieta otworzyła drzwi i oniemiała ujrzała go z dwiema ogromnymi walizami.
Danuta siedziała w fotelu i przeglądała zdjęcia w telefonie. Oto oni z Sergiuszem w parku, karmią kaczki, oto spacerują alejkami, a tu ich wspólna wyprawa na grzyby. Pół roku znajomości minęło jak z bicza strzelił.
Poznali się na portalu randkowym. Ona miała sześćdziesiąt jeden lat, on sześćdziesiąt trzy. Oboje po rozwodach, dzieci dorosłe, mieszkające osobno.
Sergiusz od razu jej się spodobał inteligentny, oczytany, z poczuciem humoru. Nie szukał matki dla swoich dzieci ani gospodyni do domu. Po prostu chciał towarzystwa interesującej osoby.
Widywali się dwa, trzy razy w tygodniu. Czasem szli do teatru, czasem na wystawę. Kawiarnie, spacery po Warszawie, wyjazdy na działkę do jej przyjaciółki. Danucie podobało się takie życie bliskość bez zobowiązań.
Danuto, opowiedz, jak żyjesz zapytał Sergiusz na początku znajomości.
Spokojnie, cicho. Mieszkam sama od pięciu lat, przywykłam.
Nie jest ci nudno?
Czasem. Ale mam przyjaciółki, córki mnie odwiedzają. A teraz mam też ciebie.
Miło to słyszeć.
Sergiusz po rozwodzie wynajmował kawalerkę w starym domu. Narzekał, że właścicielka kaprysi, nie robi remontów, a czynsz podnosi regularnie.
Ale co poradzisz mówił. Swojego mieszkania nie mam. Po rozwodzie wszystko zostało byłej żonie. Kiedyś rodzice kupili jej mieszkanie, a że ja tam remonty robiłem na swój koszt tego nikt nie udowodni.
Nie myślałeś o kupnie czegoś dla siebie?
Skąd wziąć tyle pieniędzy na mieszkanie?
Danuta rozumiała. Miała trzypokojowe mieszkanie w dobrej dzielnicy zapracowała na nie całe życie. Córki dawno wyprowadziły się, więc miejsca było pod dostatkiem.
Ale nawet nie przyszło jej do głowy, by zaproponować Sergiuszowi wspólne życie. Spotykać się to jedno, mieszkać razem zupełnie co innego.
W sobotę Danuta czekała na Sergiusza na spacer. Otworzyła drzwi i oniemiała stał przed nią z dwiema walizami.
Sergiuszu, co się stało? zapytała.
Danuto, mogę wejść? Zaraz wszystko wyjaśnię.
Przeszli do pokoju. Sergiusz zostawił walizki w przedpokoju i usiadł na kanapie.
Rozumiesz, właścicielka postanowiła sprzedać mieszkanie. Dała mi tydzień na wyprowadzkę.
I co teraz?
Teraz nie mam gdzie mieszkać. Nowego lokum od razu nie znajdę, a pieniędzy nie mam.
Danuta zaczęła rozumieć, do czego zmierza.
Danuto, pomyślałem mamy poważny związek. Pół roku się spotykamy, znamy się. Może spróbujemy już żyć razem?
Razem? powtórzyła.
No tak. Masz trzypokojowe, miejsca pod dostatkiem. Nie będę ciężarem jeszcze pracuję, na jedzenie i rachunki się złożę.
Sergiuszu, ale my nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
Po co było mówić wcześniej? Życie samo wszystko podpowiedziało.
Danuta poczuła dezorientację. Nie była gotowa na taki zwrot wydarzeń.
Sergiuszu, muszę to przemyśleć.
Co tu myśleć? Przecież się kochamy.
Kochać i mieszkać razem to dwie różne rzeczy.
Dlaczego różne? W naszym wieku czas się określić.
Określić w czym?
W związku. Skoro się spotykamy, to powinniśmy być razem.
Danuta spojrzała na walizki w przedpokoju. Wyszło na to, że Sergiusz już wszystko za nią zdecydował, przyprowadził się i stawia ją przed faktem dokonanym.
A jeśli się nie zgadzam?
Na co? Na szczęście?
Na to, że ktoś przyjechał do mnie z rzeczami, nawet nie pytając o zgodę.
Danuto, nie gniewaj się. Nie chciałem źle. Po prostu okoliczności tak się potoczyły.
Okoliczności nie toczą się same. Ludzie je tworzą.
Co masz na myśli?
Że najpierw trzeba było ze mną porozmawiać, a dopiero potem przywozić walizki.
Sergiusz zamilkł, ważąc słowa.
Dobrze. Więc porozmawiajmy teraz. Proponuję, żebyśmy zamieszkali razem.
A ja odmawiam.
Dlaczego?
Bo lubię żyć sama. Lubię nasze spotkania, ale nie chcę wspólnego mieszkania.
Ale dlaczego? Przecież do siebie pasujemy.
Pasujemy na randki, spacery, wspólne wyjścia. Ale nie do codziennego życia.
Jaka różnica?
W tym, że codzienność to rutyna. To nawyki, porządek, kompromisy.
No i co z tego? Można się do siebie dostosować.
Właśnie o to chodzi nie chcę się dostosowywać. Jest mi dobrze, jak jest.
Sergiusz wyglądał na przygnębionego.
Danuto, a jeśli zaproponuję ślub?
Po co?
Jak to po co? Żeby było normalnie, po ludzku.
Sergiuszu, ślub niczego nie zmieni. Nadal nie chcę mieszkać razem.
To jaki w takim razie sens ma nasz związek?
Ten sam, co dotąd. Spotykamy się, rozmawiamy, spędzamy czas.
A co dalej?
Dalej będziemy się spotykać.
Ale to niepoważne!
Dla mnie jest w sam raz.
A dla mnie nie. Chcę stabilizacji.
Sergiuszu, jakiej stabilizacji potrzebujesz? spytała Danuta, siadając naprzeciwko.
Zwyczajnej. Rodzinnej. Żeby żyć z ukochaną osobą, jeść razem śniadania, planować przyszłość.
A ja nie chcę codziennych śniadań z kimś. Nie chcę dostosowywać się do czyichś planów.
Ale jesteś sama!
Nie jestem sama. Mam córki, przyjaciółki, mam ciebie. Samotność a życie w pojedynkę to nie to samo.
Nie widzę różnicy.
Różnica jest taka, że teraz decyduję, kiedy i z kim spędzam czas. A gdybyśmy mieszkali razem, nie miałabym wyboru.
Danuto, ale w naszym wieku trzeba myśleć o tym, kto będzie przy nas na starość.
Myślę. Ale nie musi to być mężczyzna.
A kto?
Córki, opiekunka, pomoc społeczna. Są rozwiązania.
Ale to nie to samo!
Dla ciebie może nie.



