Nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby zaproponować Szczepanowi zamieszkanie razem. Spotykać się to jedno, ale dzielić wspólne życie zupełnie co innego. W sobotę czekałam na niego przed kolejnym spacerem. Gdy tylko otworzyłam drzwi, prawie zemdlałam stał przede mną z dwiema ogromnymi walizami.
Siedziałam w fotelu i przeglądałam zdjęcia w telefonie. Oto my ze Szczepanem w parku, karmimy kaczki, spacerujemy, a tu nasza wspólna wyprawa na grzyby. Pół roku znajomości minęło jak sen.
Poznaliśmy się na portalu randkowym. Ja mam sześćdziesiąt jeden lat, on sześćdziesiąt trzy. Oboje po rozwodach, dzieci już dorosłe, żyją swoje własne życie.
Szczepan od razu mi się spodobał inteligentny, oczytany, z poczuciem humoru. Nie szukał matki dla swoich dzieci ani gospodyni do domu. Chciał po prostu towarzystwa ciekawej osoby.
Widywaliśmy się dwa, trzy razy w tygodniu. Chodziliśmy do teatru, na wystawy, do kawiarni, spacerowaliśmy po mieście, jeździliśmy na działkę do mojej przyjaciółki. Podobała mi się ta swoboda bliskość bez zobowiązań.
*”Irenko, opowiedz, jak ty żyjesz?”* pytał Szczepan kiedyś, na początku naszej znajomości.
*”Dobrze, spokojnie. Mieszkam sama już pięć lat, przywykłam.”*
*”A nie nudno ci?”*
*”Czasem. Ale mam przyjaciółki, córki mnie odwiedzają. A teraz jesteś ty.”*
*”Miło to słyszeć.”*
Po rozwodzie Szczepan wynajmował kawalerkę w starej kamienicy. Narzekał, że właścicielka była kapryśna, nie robiła remontów, a czynsz podnosiła regularnie.
*”Ale co poradzisz?”* mówił. *”Swojego mieszkania nie mam. Po rozwodzie wszystko zostało przy byłej żonie. Jej rodzice kupili jej to mieszkanie, a że ja je remontowałem za swoje pieniądze tego nikt mi nie udowodni.”*
*”A nie myślałeś o kupnie czegoś dla siebie?”*
*”Skąd wziąć tyle pieniędzy na mieszkanie?”*
Rozumiałam. Ja miałam trzypokojowe mieszkanie w dobrej dzielnicy na nie pracowałam całe życie. Córki dawno się wyprowadziły, więc miejsca było pod dostatkiem.
Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zaprosić Szczepana do siebie. Spotykać się to jedno, mieszkać razem to zupełnie co innego.
W sobotę czekałam na niego przed kolejnym spacerem. Gdy otworzyłam drzwi, prawie zemdlałam stał z dwiema wielkimi walizami.
*”Szczepanie, co się stało?”* zapytałam.
*”Irenko, mogę wejść? Zaraz wszystko wyjaśnię.”*
Przeszliśmy do pokoju. Zostawił walizki w przedpokoju i usiadł na kanapie.
*”Wiesz, właścicielka postanowiła sprzedać mieszkanie. Kazała mi się wyprowadzić w ciągu tygodnia.”*
*”I co teraz?”*
*”A teraz nie mam gdzie mieszkać. Nowego lokum od ręki nie znajdę, a pieniędzy na kaucję nie mam.”*
Zaczęłam rozumieć, do czego zmierza.
*”Irenko, pomyślałem nasza relacja jest poważna. Pół roku się spotykamy, dobrze się znamy. Może spróbujemy już razem zamieszkać?”*
*”Razem?”* powtórzyłam.
*”No tak. Masz trzypokojowe, miejsca jest dużo. Nie będę ciężarem jeszcze pracuję, na jedzenie i inne wydatki się złożę.”*
*”Szczepanie, ale my nigdy o tym nie rozmawialiśmy.”*
*”Po co było rozmawiać wcześniej? Życie samo wszystko podpowiedziało.”*
Poczułam się zagubiona. Nie byłam gotowa na taki zwrot wydarzeń.
*”Muszę to przemyśleć.”*
*”Co tu myśleć? Przecież się kochamy.”*
*”Kochać się i mieszkać razem to dwie różne rzeczy.”*
*”Dlaczego różne? W naszym wieku czas się określić.”*
*”Określić w czym?”*
*”W relacji. Jeśli się spotykamy, to powinniśmy być razem.”*
Spojrzałam na walizki w przedpokoju. Wyglądało na to, że Szczepan już podjął decyzję za mnie, przyniósł swoje rzeczy i postawił mnie przed faktem dokonanym.
*”A jeśli się nie zgadzam?”*
*”Na co? Na szczęście?”*
*”Na to, że ktoś przyjeżdża do mnie z walizkami, nawet nie pytając o zgodę.”*
*”Irenko, nie gniewaj się. Nie chciałem źle.”*
*”Okoliczności się nie układają. Ludzie je tworzą.”*
*”Co masz na myśli?”*
*”Że najpierw trzeba było ze mną porozmawiać, a potem pakować walizki.”*
Zamilkł, ważąc moje słowa.
*”No dobrze. To porozmawiajmy teraz. Proponuję, żebyśmy zamieszkali razem.”*
*”A ja odmawiam.”*
*”Dlaczego?”*
*”Bo lubię żyć sama. Lubię nasze spotkania, ale nie chcę dzielić mieszkania.”*
*”Ale dlaczego? Przecież do siebie pasujemy.”*
*”Pasujemy na randki, spacery, wspólny czas. Ale nie na codzienność.”*
*”A jaka jest różnica?”*
*”Taka, że codzienność to nawyki, porządek, kompromisy.”*
*”No i co z tego? Można się przystosować.”*
*”Właśnie o to chodzi nie chcę się przystosowywać. Dobrze mi tak, jak jest.”*
Wyglądał na przygnębionego.
*”Irenko, a jeśli zaproponuję ślub?”*
*”Po co?”*
*”Jak to po co? Żeby było normalnie, po ludzku.”*
*”Szczepanie, małżeństwo niczego nie zmieni. Nadal nie chcę mieszkać razem.”*
*”To jaki sens mają nasze relacje?”*
*”Ten sam, co miał dotąd. Spotykamy się, rozmawiamy, spędzamy czas.”*
*”A co dalej?”*
*”Dalej będziemy się spotykać.”*
*”Ale to niepoważne!”*
*”Dlaczego? Mnie to odpowiada.”*
*”A mnie nie. Chcę stabilizacji.”*
*”Jakiej stabilizacji potrzebujesz?”* spytałam, siadając naprzeciw niego.
*”Zwyczajnej. Rodzinnej. Żeby żyć z ukochaną osobą, jeść razem śniadania, planować przyszłość.”*
*”A ja nie chcę jeść śniadań z kimś codziennie. Nie chcę dostosowywać się do czyichś planów.”*
*”Ale jesteś sama!”*
*”Nie jestem sama. Mam córki, przyjaciółki, mam ciebie. Samotność a życie w pojedynkę to nie to samo.”*
*”Nie rozumiem różnicy.”*
*”Różnica jest taka



