Opowiadam o tym, jak Aleksandra, nasza szybka i zawsze spóźniona dziennikarka, ledwo zdążyła dotrzeć do redakcji, zanim przejrzał ją szef Piotr Michałowski, redaktor naczelny Czystego listu. Gdyby nie przeszła przez bramkę przed Piotrem, musiałaby napisać wyjaśnienie, dlaczego najlepszy pracownik zeszłego miesiąca tak się spóźnił i popsuł reputację.
Piotr Michałowski uwielbiał papier. Od wyjaśnień, przez zaświadczenia, po listy gratulacyjne i po prostu listy zakupów wszystko, co dało mu pretekst do kolejnego formularza. Skąd wzięła się ta biurokratyczna obsesja, nikt w dziale nie potrafił wytłumaczyć.
Żona Piotra, Olgierdka, regularnie wrzucała mu listy zakupów, które wciąż wypadały z kieszeni spodni, a koledzy doklejali notatki służbowe. Piotr był w tym swoim żywiołem i nie narzekał.
Po co wytrzymujesz to wszystko? wściekła się przyjaciółka Aleksandry, Zuzanna. Pracowała w kawiarni przy kamienicy, w której dziewczyny dzieliły mieszkanie po równo, i uważała, że bez takiej roboty nie da się żyć. Boże! Dzięki wam wykarczują wszystkie lasy! Napisz mu maila, to nowoczesne i eko.
Nie rozumiesz, Zuzanko westchnęła Aleksandra. Ten człowiek jest złożony z papieru. Dokumenty wystają z każdej kieszeni i wylewają się z notatnika. Chyba właśnie go to kręci. On czuje się w tym jak ryba w wodzie. Niech tak, płaci nam porządnie i nie każe wiosną bić się w sprzątanie parków.
Argument nie był najstraszniejszy, ale Zuzanna uwierzyła. Właściciel kawiarni co kwiecień zmuszał pracowników do malowania ogrodzenia i mycia ścian. Zuzanna dostała alergię na farbę i pył, więc brak sobotnich porządków był dla niej sporym ułatwieniem i temat szybko zniknął z dyskusji.
Dziś, jeśli Aleksandra nie przesunie się choć na chwilę przed Piotrem Michałowskim, a przynajmniej nie wyprzedzi go, wpadnie w pułapkę wyjaśnienia.
Co napisałaby?
Oczywiście, długa lista…
Obudziła się, bo budzik przestał dzwonić, a w domu zgasło całe prądu. Potem biegła z Zuzanną, wycierały kałużę pod cieknącym lodówką, pośpiesznie zjadły zimną owsiankę, którą zostawiły z wczoraj, a potem, na szczęście, umyły twarze pod kranem wody było zimno, ale wciąż woda! Po kąpieli wymieniły kosmetyki tusz, róż, cienie i szminkę.
Jacket Zuzanny był pomięty, bo w nocy, pośród zimnej kałuży z zamrażarki, wskoczył na niego kot Ignacy, zakopał się i schował, a później został potrącony przez pantofel Zuzanny, który go popchnął w puchaty tyłek. Ignacy nigdy wcześniej nie był tak upokorzony i od razu uciekł na balkon, by się smucić.
Zuzanna szukała innej kurtki, bo żelazko nie działało
To wszystko pochłonęło mnóstwo czasu. Kiedy w końcu się otrząsnęły, było już późno.
Aleksandra, po tym jak ubrała przyjaciółkę i życzyła jej miłego dnia, ledwie zdążyła wskoczyć na stopnie odjeżdżającego tramwaju, wpadła w tłum niczym galaretka, a jakiś mężczyzna przytulił ją, by nie utknęła w drzwiach. Spojrzała na niego, a ręka zniknęła razem z właścicielem.
Gdyby nie udało jej się przejść przez wszystkie światła, nie potrąciła się w poręczny poręcz i nie stała się łatwym łupem dla złodziei w tym tłumie
Gdyby więc Zuzanna została przyłapana na spóźnieniu, straciłaby premię. Premia była już podzielona: część na morze, kolejna na nową kuchenkę mikrofalową, reszta na buty. Gumowa premia, tak ją nazywały dziewczyny, zasłużyła Aleksandra, ale jeden błąd mógł wszystko zrujnować.
Aleksandra powściągliwie wytrzymywała, nie wychodząc na ulicę, nie wyprzedzając tramwaju. To tylko iluzja wysiłku, ale zawsze rozgrzewa.
Tuż przed jej nosem chłopak złapał się poręczy, rękaw kurtki wystawał, a widać było zegarek z kilkoma tarczami i mnóstwem wskazówek.
Aleksandra przymrużyła oczy, patrząc na godziny i minuty, próbowała odwrócić wzrok, lecz oczy wracały.
Spóźniasz się? zapytał z współczuciem chłopak. Dzień dziś szalony
Tak przyznała Aleksandra, przyciskając torbę do już spoconego boku.
Wiecie, mówią: tam, gdzie czekają, nie można się spóźnić uśmiechnął się młodzieniec.
Aleksandra uśmiechnęła się nieśmiało. Zwykle przytaknąłaby, ale teraz w grę wchodziła mikrofalówka i morze!
Nazywam się Kuba kontynuował, po chwili milczenia. A wy?
Ja jestem Olga Fryderyka. Proszę przejść, panie młody! Olga, w lekkim płaszczu i koronkowych rękawiczkach, odsunęła Kubę, odsłaniając duży biust, który pachniał perfumami. Jej usta były jaskrawe, jakby pomalowane burakiem.
Kobieta niechcący dotknęła rękawa Kubę buraczanymi ustami.
Przepraszam! wymamrotała Olga. Dziś burzy!
I wtedy Aleksandra rozpoznała ją. Żona szefa. Nikt nigdy jej nie widział, nie było jej zdjęcia w gabinecie Piotra, ale głos w głośnym połączeniu znał każdy pracownik
Widzę twoją gazetę rano, Piotrze! To już nie działa! Artykuł o mamutach się starzeje, rozumiesz? Ktoś wrzucił ją do kosza, a bezdomny
Ona nie szczędziła słów, barwiła je kolorami, a podwładny, świadek tej karania, topniał w cieniu korytarza.
No i? pytali koledzy.
Wypierdalają twoje mamuty, ciut nie trafiły! drwił reporter. A moja wystawa porcelany roztopiła serce tej krokodylowej damy!
Uderzył w nos młody nieudacznik Szary, dumnie szedł zwycięzca artykułu o porcelanie, po czym rozległ się ryk Piotra Michałowskiego, który wzywał wszystkich do sali konferencyjnej.
Olga Fryderyka nigdy nie przychodziła do redakcji, ale jej duch wiała wszędzie.
Kto ona jest, żeby krytykować naszego Piotrusia? narzekały kelnerki. Biedny! Wpadnie, wleje pierogi, napije się herbatą, a ona już dzwoni, już wypytywa, co i jak! Mędrek!
Mędrek popatrzył na tramwaj, przefrunął przez drzwi, zepchnął kilku chłopców zagubionych w smartfonach, usiadł i wsadził obok Piotra Michałowskiego.
Przepraszam. Przepraszamy, jesteśmy jąkał się Piotr, trzymając portfel na kolanach.
Jak szkolny! pomyślała Aleksandra, gdy minęło pierwsze zdumienie, że widziała samą mędrkę. Dziewczyny będą zazdrościły.
A co z kluczami? Piotrze, gdzie klucze? Będziesz siedział pod drzwiami, aż pójdę z Simką po Galerię? Zwariowałeś!
Aleksandra i chłopak z zegarkiem patrzyli, jak Piotr rumienił się szkarłatną twarzą.
Lole, spoko. Nie krzycz. Idźcie sobie, a ja ja wjadę po mamę wymamrotał.
Jaka mama, Piotrze? Do mamy chodzimy co trzecią sobotę. Teraz trzecia sobota? pytała surowo żona Piotra.
Dziś środa podpowiedział Kuba.
A ciebie, młody człowieku, nikt nie pyta! ryknęła Olga Fryderyka.
Kuba westchnął i wzruszył ramionami.
Dziś zabawne, co? szepnął do Aleksandry. Nie znam pana imienia
Tramwaj zadzwonił, szarpnął. Kuba wcisnął się w policzek Aleksandry swoją nieogolonym, kolczastym policzkiem.
Co ty! wykrzyknęła Aleksandra.
Przepraszam, naprawdę. Burzy, jak tu niektórzy zauważyli spojrzał Kubie w kierunku Olgi. I za zarost, wybacz. Dwa dni na służbie, nie zdążyłem ogolić się.
Powinnaś zdrzemnąć się współczuła Aleksandra.
Nie, nie! Muszę do przyjaciół, wyprowadzić psa, potem do domu. Dzięki za troskę uśmiechnął się Kuba.
Wtedy Olga Fryderyka, niczym staruszka z bajki o złotej rybce, rzuciła się w poszukiwania papierków.
Piotrze, podnieś to potrząsnęła stertą dokumentów. Zapamiętaj: to lista z pralni chemicznej, to rozłożyła pognieciony karteczkę, adres masażysty, nie potrzebujesz, włożyłam do kieszeni płaszcza. To zamówienie, weź je. Sprawdź, czy wszystko świeże, rozumiesz? To dla mojej siostry i siostrzeńców. Pamiętasz, jedziemy w niedzielę? Piotr skinął głową. Dobrze! Dalej
Papierki sypały się wciąż, a Piotr, kiwając głową, spojrzał w oczy Aleksandry. W jego brązowych oczach tliła się desperacja i prośba, by nie rozpowiadała o tej żenującej scenie. Aleksandra przytaknęła.
Teraz mieli jedną tajemnicę we dwoje.
Dlaczego Piotr znosił tę mędrkę? Dlaczego pozwalał na taką kontrolę i despotyzm? On ją zrobił. Od zwykłego reportera wyciągnął go na stanowisko redaktora, po cichu, krok po kroku. Dostrzegł talent już na studiach, poślubił ją, a przez ojca, wujka, znajomych wspierał w karierze.
Olga nigdy nie pracowała; zajmowała się telefonami, spotkaniami w kawiarniach i nadzorowaniem życia rodziny. Wszystko spoczywało na niej.
Siedem lat temu właśnie ona dzwoniła do Fimka, a on wciągnął Piotra na to stanowisko. Fimek był pąkiem w świecie gazet, a jednocześnie zakochany w energicznej Odrze. Ona wykorzystywała tę miłość.
Fimek, musisz to zrobić! Piotr już nie jest chłopcem, wszystko rusza w ruch! Znajdź mu miejsce! zaśmiała się Olga.
Fimek, po chwili, zadzwonił do redakcji, gdzie odszedł już na emeryturę szef redakcji. Sekretarka Fimka, stukając klawiaturą, wydrukowała Zarządzenie o mianowaniu.
Olga Fryderyka była zadowolona. Nie poszła do restauracji, wymówiła migrenę. Fimek wciąż ma nadzieję na spotkanie.
Piotr został redaktorem naczelnym.
W swym pierwszym dniu wszedł do nowego gabinetu wyłożonego dębowymi panelami.
Olgo, nie dam rady! Nie potrafię prowadzić takiej maszyny! To nie mój poziom, Lole! Dlaczego? wymamrotał, po czym ucichł, bo przynieśli herbatę i bułki z kuchni.
Olga przeskanowała kelnerkę od stóp do głów, zmarszczyła brwi, po czym poklepała męża po ramieniu i pewnym tonem rzekła:
Nic nie szkodzi, Piotrze! Nie każdy jest kowalem. Damy radę!
I dała radę. Stała się szarą kardynał w tle. Piotr, kiedy nikt nie patrzy, dzwonił do niej i pytał, które artykuły wybrać, a które odłożyć. Nie dlatego, że nie wiedział, ale z szacunku dla żony. Ona cierpiała na choroby żołądka, często leżała w szpitalu, a w przerwach zarządzała małym królestwem Czystego listu. Artykuł o mamutach, napisany przez Szarego, wpadł przypadkiem zamiast notatki o żarówkach LED, które Piotr uważał za nudne.
O mamutach będzie świetnie! krzyczał Szary w gabinecie. To ludzie kochają starożytne kości, lodowcowe epoki Nie wątpicie!
Piotr pięć razy dzwonił do Olgi, by wyjaśnić sprawę mamutów, ale ona nie odbierała była w Galerii.
Mamutowie wybuchli na pierwszej stronie, wbijając w Olgę swe kły. Nie spodobało jej się to
Olga monitorowała pracowników. Na jej prośbę administrator otworzył dostęp do bazy wejść i wyjść. Olgę wkurzało, że ktoś spóźnił się o 47 sekund.
To tylko sytuacja Jesteśmy ludźmi! bronił Piotr kolegów.
A więc odchodzę. Chronisz ich, a mnie traktujesz jak głupkę. Dość! krzyknęła Olgą, odrywając słuchawkę.
Piotr, spięty, biegł do stołówki, pożerał pierogi, które Olga zakazała, pił herbatę bez cukru i wzywał pracowników do wyjaśnień. Kiedy dokumenty leżały na jego biurku, czytał je żonie, wyławiając, upiększając, a potem szepcząc z Olgą, łagodził losy ludzi.
Mógłby odejść, rozwieść się, ale już nie umiał samodzielnie decydować wszystko już leżało w głowie Olgi. Piotr kochał ją, więc trzymał się jej.
Piotrze, a to nie twoja dziennikarka? wtrąciła Olga, spoglądając na Aleksandrę. Ta, co premię zgarnęła.
Aleksandra najpierw podniosła brwi, potemW końcu Aleksandra, z uśmiechem i podniesioną głową, wyszła z tramwaju, wiedząc, że najważniejsze przygody dopiero się zaczynają.



