Sasza naprawdę przyspieszyła do pracy, prawie jakby się rozrabowała, a potem znowu się pogubiła! Gdyby nie przeszła przez tornister i nie zrobiła kilku notatek, to chyba skończyłaby się na tym, że zostanie najgorszym pracownikiem w zeszłym miesiącu, tak jak Aleksandra twierdziła w zeszłym tygodniu.
Petr Michałowicz kochał papierkowe notatki. Wszystko było w nich: wyjaśnienia, podsumowania, przygotowania, gratulacje, przeprosiny i po prostu listy. Skąd wzięła się taką pasja do biurowych wiadomości? Nikt w zespole nie miał pojęcia.
Żona mu pisała listy produktów, które ciągle wypadały z kieszeni, a pracownicy zostawiali różne służbowe notatki wszystko przy tym wydarzeniu, w którym Petr Michałowicz miał w końcu okazję przyznać się, że jest po prostu najlepszym wczorajszym pracownikiem.
Petr Michałowicz bardzo lubił papier. Był w tym wszystkim: wyjaśnienia, podsumowania, przygotowania, gratulacje, przeprosiny i po prostu listy. Skąd wzięła się taką pasja do biurowych wiadomości? Nikt w zespole nie miał pojęcia.
Żona mu pisała listy produktów, które ciągle wypadały z kieszeni, a pracownicy zostawiali różne służbowe notatki wszystko przy tym wydarzeniu, w którym Petr Michałowicz miał w końcu okazję przyznać się, że jest po prostu najlepszym wczorajszym pracownikiem.
Dlaczego tak się trwoga?! zapytała przyjaciółka Sasy. Ona pracowała w kawiarni daleko od mieszkania, a dziewczyny szeptały na podwórku, i to było po prostu najgorsze, co się stało. Nie martw się! Wkrótce wszystko wyjaśnimy!
Czy rozumiesz, co ona napisała? Pytasz? Cóż, to tylko kilka punktów
Ściśle mówiąc, przycisk alarmu wyłączył się, bo wszystkie światła w domu zgasły. Potem z Yulją przeszliśmy przez zimne mrożone ciasteczka, które upiekły się w wieczornej kąpieli, a potem próbowało się umyć, żeby nie zmywał się z lodówki, ale to nie wchodziło w rachunek.
Dlaczego tu jest tyle spraw? Jesteśmy tutaj, bo alarm się wyłączył, a wszystkie światła w domu zgasły, a potem z Yulją
Co się stało z żoną? Ona wciąż trzyma się przy biurku, wciąż pisze listy produktów, które ciągle wypadają z jej kieszeni, a ludzie zostawiają te notatki w biurze, a to się stało, że Petr Michałowicz miał w końcu okazję przyznać się, że jest po prostu najlepszym wczorajszym pracownikiem.
Co ona napisała? Nie wiesz? To po prostu kilka punktów
Sasza tłumaczyła, jak przemyślała problem z elektrycznością, kurtkę Julii, kota i jak wycierała plamę pod lodówką. Główny redaktor słuchał i się uśmiechał. Tęsknił za żywą, bezpośrednią, lekką rozmową, za młodzieńczym śmiechem i kotami.
Petr miał w dzieciństwie w domu same koty, ale Olga nie wytrzymywała ich, zakazała ich trzymania.
Nie krytykujcie Inokentija. Zrobił to z rozpaczy, biedny człowiek westchnął Petr.
Och, kto go krytykuje?! On jest naszym kochankiem. Nie dotykamy go palcem. A był jeszcze przypadek u nas
Sasza gadała i gadała, główny redaktor słuchał i coraz łatwiej mu było oddychać, ramiona się rozluźniły, policzki zaróżowały, chciało się wyrzucić jakiś drobny fortel. Wyrzucił więc kupił z Saszą po jednej kawie i bułkę.
W tym samym momencie zadzwoniła żona, zapytała, co mąż robi w tej kawiarni, a ona dostała wiadomość o jego błahej wycieczce po kawiarni! On nie odpowiedział, wyłączył telefon, schował go do kieszeni.
Tak to jest. No, idźcie naprzód, ja pójdę za wami skinął Petr Michałowicz. Miłego dnia!
On jeszcze długo chodził po ulicach, przyjechał do pracy dopiero na obiad. Nie rozwiódł się z żoną, nie zmienił się, nie odciął się, odetchnął pełną piersią, po prostu potrzebował chwili wytchnienia.
Wieczorem, kiedy Olga, zmęczona, pachnąca przytłaczającymi perfumami, wróciła do domu, zrozumiała, jak bardzo tęsknił za nią. Kocha ją, grzeszny! Kocha, i to wszystko. Jak kot…
Sasza, po tym jak wydała parę szokujących artykułów o tajemnicach Majów, wylądowała w redakcji późnym wieczorem, kompletnie wyczerpana. Tak bywa z twórczymi ludźmi, albo po prostu z tymi, co nie wyspali się.
Sasza! A ja na ciebie czekam wynurzył się z cienia Nikolaj. Nie wiem, jakie kwiaty lubisz, więc kupiłem takie
I podał jej wesoły, kolorowy bukiet, który Sasza nazwała zupą mieszanką.
Dziewczyna uśmiechnęła się, przyjęła bukiet.
Mogę odprowadzić? Wiem, że wyglądam nachalnie, ale po pocałunku w tramwaju czuję, że mam prawo zażartował chłopak.
Aleksandra zmarszczyła brwi, chciała już wyrzucić kwiaty, ale potem postanowiła zostawić je sobie i Nikolajowi.
Szli wieczorną ulicą, gadali, śmiali się, przyglądali się rozświetlonym witrynom w lampkach i cieszyli się, że przed nimi jeszcze wiele rzeczy, że ich miłość może być wyjątkowa, nie taka jak u Petr Michałowicza.
Nie, on to wspaniały człowiek, twój szef! przekonywał Nikolaj. Wiesz, co mówią: to kobieta czyni mężczyznę. Może naprawdę bez niej nie wstałby na nogi.
Sasza wzruszyła ramionami. Może i tak. Każdemu co pasuje
Uwielbia koty dodała cicho.
To dobry człowiek potwierdził Nikolaj. Niech Bóg mu da zdrowie.
I pobiegli do tramwaju, śmiejąc się po prostu, bo wszystko było w porządku.



