Jego przeszłość

Dzisiaj znowu to samo…

„Dziękuję ci, Władeczku! Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła” – wiadomość wyświetliła się na ekranie telefonu.

Telefon męża zadrżał w jej dłoni. Alicja mimowolnie spojrzała na ekran. Nadawcą była jakaś Marysia. Wiadomość kończyło serduszko.

Alicja szeroko otworzyła oczy. Marysia? Władeczku? Mogłaby pomyśleć, że to jakaś daleka krewna lub koleżanka z pracy, gdyby nie to, że mąż nigdy wcześniej nie wspominał o żadnej Marysi. A może jednak?

Spojrzała na niego ostro. Najpierw trzeba się dowiedzieć, a potem wyciągać wnioski. Ale serce już ścisnęła zazdrość.

— Kim jest ta Marysia? – Starając się, by głos nie zadrżał, Alicja wypowiedziała to pytanie.

Władysław, który właśnie spokojnie pił kawę, nawet nie zrozumiał od razu, o co chodzi.

— Co?
— Marysia – powtórzyła przez zaciśnięte zęby, podsuwając mu telefon. – Kto to?

Mąż spojrzał na ekran. W jego oczach mignął niepokój. Odwrócił wzrok i wzruszył ramionami.

— To… Marina.

Alicja zamarła.

— Jaka Marina?
— No… Moja była. Nic między nami już nie ma.

Powoli odłożyła jego telefon na stół i skrzyżowała ręce na piersi.

— Twoja była nazywa cię „Władeczkiem” i dziękuje z serduszkiem? Serio?

Władek znów wzruszył ramionami, jakby to była drobnostka.

— No tak. Trochę jej pomogłem. Pożyczyła pieniądze, dałem.

Fala złości zalała Alicję.

— Dałeś pieniądze swojej byłej?!
— No tak, co w tym złego?
— Co w tym złego?! – przedrzeźniła go. – Naprawdę? Uważasz, że to normalne? Brać z naszego wspólnego budżetu i przekazywać jakimś Marysiom?

W końcu spojrzał jej w oczy.

— Alicja, robisz z igły widły. Znamy się od lat. Dlaczego nie mogłem jej pomóc?

Roześmiała się, ale w tym śmiechu nie było radości.

— Jesteś żonaty, Władek. Żonaty! Ze mną. A pomagasz tej, z którą byłeś przede mną.

Westchnął zirytowany, jakby tłumaczył coś dziecku.

— Nie rozstaliśmy się w złych stosunkach. To nie jest dla mnie obca osoba.
— A ja jestem ci obca?

Władysław milczał. Alicja pokręciła głową i ciężko westchnęła.

— Jak długo to już trwa?
— Co konkretnie?
— Wasza urocza przyjaźń.

Znów spojrzał w bok.

— Zawsze się kontaktowaliśmy. Nawet przed tobą. Tylko wcześniej o tym nie mówiłem. Nie chciałem cię denerwować.

Alicja poczuła, jak lodowacieje w środku.

— Czyli przez dwa lata to ukrywałeś?
— Nie ukrywałem! Po prostu nie widziałem potrzeby mówić. Nie zdradzam cię. Nie masz powodu się martwić.

Wzięła głęboki oddech, walcząc z krzykiem.

— I często jej pomagasz?
— No, czasem. Zwykle drobiazgi. Szafa do złożenia, komputer do naprawy.
— Czyli mój mąż biega pomagać innej kobiecie jak hydraulik?
— O co ci znów chodzi?! – wybuchnął. – No pomogłem, no dałem pieniądze! To zbrodnia?! Tobie też bym pomógł!

Spojrzała na niego z zimną determinacją.

— Jeśli nie widzisz w tym niczego złego, to znaczy, że mamy zupełnie inne wyobrażenie o małżeństwie.

Odwróciła się i wyszła z kuchni. Nie chciała teraz widzieć jego twarzy.

***

Alicja nie pamiętała, jak minął ten dzień. Czuła się rozdarta. Złość, żal, bezradność. Próbowała analizować sytuację, ale w głowie kołatało tylko jedno pytanie: „Jak mogłam tego nie zauważyć?”

Władysław nie wyglądał na winnego. Teraz nie ukrywał już kontaktu z Marysią, ale zachowywał się, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

W ciągu następnych tygodni puzzle zaczęły się układać. Teraz, gdy Alicja wiedziała, czego szukać, wszystko stało się jasne. Jej mąż często zostawał po pracy co kilka dni. I co kilka dni u jego byłej nagle pojawiały się „pilne sprawy”.

— Wieczorem wpadnę do Marysi – rzucił obojętnie Władysław przy kolacji. – Zepsuła się pralka.

Alicja odłożyła widelec i zmrużyła oczy.

— Innych hydraulików w mieście nie ma?
— Daj spokój, co to dla mnie kosztuje?
— Tobie – nic. A mnie coraz trudniej to znosić.
— Znowu zaczynasz? Znowu to samo?
— Oczywiście, że znowu – odpowiedziała zimno. – Bo twoja była zbyt często „przypadkiem” wpada w tarapaty. Dobrze chociaż, że nie macie dzieci.

Władysław spojrzał na nią z irytacją, ale wrócił do jedzenia.

— Gdyby to była sąsiadka albo moja matka, też byś mi zabraniała pomagać?
— Różnica w tym, że „ktoś inny” nie wzywałby cię co drugi dzień.
— Alicja – Władek odłożył widelec. – Mówisz tak, jakbym cię zdradzał.
— Nie wiem, czy zdradzasz, ale twoje zachowanie jest bardzo podejrzane. I to mnie niepokoi.

Skrzywił się.

— Nie ufasz mi.
— A mam powód, żeby ufać?

Zapadła cisza.

***

Trzy dni później Marysia znów dała o sobie znać.

— Dzwoniła Marysia – oznajmił Władysław. – Chce kupić lodówkę, ale nie ma jak jej przewieźć.

Alicja powoli się odwróciła.

— Więc rzucisz wszystko, weźmiesz samochód i pojedziesz jej wozić lodówkę?
— No i co w tym złego?
— Władek, naprawdę nie widzisz problemu?
— Widzę, że robisz z tego dramat.
— Nie, ty robisz cyrk, a ja po prostu nie chcę w nim uczestniczyć. Twoja była dzwoni – a ty lecisz na pierwsze wezwanie! Jeśli tak bardzo chcesz się nią opiekować, możesz od razu się do niej wprowadzić. Zaoszczędzisz na paliwie.
— Mówisz poważnie?
— Absolutnie.
— Więc mnie wyrzucasz?
— Nie, Władek. Daję ci wybór. Albo jesteś w tej rodzinie, albo osobno. Nie chcę cię więcej widzieć.

Wyszła z pokoju. Nie zamierzała już grać w jego gierki. Może myślał, że będzie jej łatwiej, jeśli otwarcie przyzna się do tych „pomocnych wizyt”. Ale dla Alicji to nie była szczerość – to był cios w plecy.

***

Minęła doba od ich rozmowy. Alicja siedziała w kuchni, patrząc na telefon. WładysAlicja wzięła głęboki oddech i zrozumiała, że czas zamknąć ten rozdział i zacząć od nowa, bo prawdziwa miłość nie wymaga wyboru między przeszłością a przyszłością.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 4 =

Jego przeszłość