Młoda dziewczyna, której na imię było Zosia, zaczęła pracować jako sekretarka w firmie budowlanej. Nie dostała się na studia po szkole, bo ojciec ciężko chorował, a matki nigdy nie znała zmarła przy porodzie. W szkole uczyła się francuskiego i bardzo jej się ten język podobał, chodziła na dodatkowe kursy, a potem sama go doskonaliła. Miała nadzieję, że kiedyś się przyda.
**Bez odwzajemniona i tajemna miłość**
Kiedy pierwszy raz zobaczyła swojego szefa, Andrzeja Kowalskiego, który rano wszedł do recepcji, grzecznie się przywitał, zatrzymał wzrok na nowej pracownicy i poszedł do gabinetu oniemiała.
* O rany pomyślała zdezorientowana. Jaki przystojny mężczyzna a potem sobie przypomniała. Ojej, co ja wygaduję? Andrzej Kowalski to mój szef, starszy ode mnie i żonaty.*
Miał czterdzieści lat, był przystojny, wysportowany, miał aksamitny głos, niebieskie oczy i urokliwy uśmiech. Kiedy wezwał ją do gabinetu, żeby przekazać jakieś instrukcje, patrzyła w jego oczy, w których utonęła, rozmarzając się nad jego głosem. W końcu wzięła się w garść i skinęła głową.
Wyskoczyła z gabinetu, opadła na krzesło i powoli doszła do siebie.
* Nie, tak nie można. Przyszłam tu pracować. Szef jest żonaty, a wszyscy mówią, że bardzo kocha swoją żonę, Ewę.*
Andrzej naprawdę był żonaty i poza swoją Ewą nie widział żadnej innej kobiety. Nie mieli dzieci, ale bardzo się kochali. Koleżanki z pracy plotkowały:
* Co on w niej widzi? Ta szara myszka. Żona wcale nie jest piękna, ubiera się bez gustu. Nie urodziła mu dzieci, a on taki przystojny.*
W czymś miały rację. Ewa była zwyczajną kobietą, ubierała się skromnie i przy swoim mężu wyglądała no, delikatnie mówiąc, przeciętnie. Ale dla niego nie istniała żadna inna kobieta. Próbowano go uwodzić, ale pozostawał niewzruszony.
Zosia słuchała tych rozmów i w ciszy kochała Andrzeja. Marzyła, że pewnego dnia ją zauważy i zrozumie, jak bardzo go kocha.
* Na pewno będziemy razem, urodzę mu dzieci. Nie chcę niszczyć jego małżeństwa, ale mogę mieć z nim dziecko. Boże, jak ja go kocham! takie marzenia wciąż ją prześladowały.*
Andrzej stał się jej jedynym i niespełnionym marzeniem. On zaś traktował ją jak dobrą pracownicę. Raz nawet dał jej kwiaty, ale to był jej urodzinowy prezent. A ona potem była jeszcze szczęśliwsza. W końcu je dostał
**Przypadkowe spotkanie**
Minęło dwadzieścia lat. I nagle dziś Zosia spotkała go na ulicy. Na początku go nie poznała. Siwy, szedł powłócząc nogami. Z tamtego przystojniaka nie zostało nic. Najbardziej chciała, żeby ją rozpoznał. Serce waliło jej jak szalone, w ustach zaschło, nogi zdrętwiały a on nawet nie spojrzał, tylko szedł dalej.
Chciała go dogonić, przytulić się i powiedzieć, że wciąż go kocha, ale nie ruszyła się z miejsca. Patrzyła za nim i nie zauważyła, że mówi na głos:
* Boże, co się z nim stało? Czy on na to zasłużył?*
* Odkąd pochował żonę, Ewę, całkiem się załamał, choć minęły dopiero dwa lata. Ciężko mu, bardzo ciężko usłyszała głos starszej kobiety. To mój sąsiad, czasem mu pomagam. Mieszka sam i przepija swoją emeryturę. Chociaż go besztam, ale on nie może sobie poradzić. A wcale nie jest stary, ma sześćdziesiąt dwa lata.*
Zosia była wzruszona, starsza pani to zauważyła:
* A ty, córeczko, kim mu jesteś?*
* Nikim westchnęła i poszła dalej.*
Cały dzień nie mogła o tym zapomnieć. Nie mogła zasnąć, leżała z zamkniętymi oczami, a wspomnienia przewijały się jak film. W jednej chwili wszystko się odwróciło. Jej jedyna miłość wróciła. Był jej jedyny i ukochany.
**Szczęśliwy wyjazd służbowy do Francji**
Zosia pracowała już prawie trzy lata jako sekretarka Andrzeja i nigdy nie okazała swoich uczuć. Kochała go w ciszy i bez nadziei. Aż pewnego dnia powiedział:
* Zosiu, jedziemy służbowo do Francji. Wiem, że znasz francuski perfekcyjnie. Będą negocjacje, a ja się na tym nie znam. Przygotuj się.*
Nie miał pojęcia, jak ją ucieszył, jak oszalało jej serce. A ona marzyła, że będzie sama z ukochanym.
Negocjacje się udały, a przed powrotem Andrzej zaproponował:
* Zosiu, świętujmy nasz sukces w restauracji. Świetnie sobie poradziłaś.*
Siedzieli długo, Andrzej się upił zwykle nie pił, ale tym razem się rozluźnił. Zosia pomogła mu dojść do pokoju, położyła go do łóżka. A on nagle złapał ją za ręce i przyciągnął do siebie.
* Dziękuję ci, kochanie, dziękuję szeptał, całując ją namiętnie, a jej serce topniało.*
Nie stawiała oporu, nie chciała, utonęła w tej chwili. Wiedziała, że to źle, ale nie mogła się powstrzymać. Dla niej nie istniał już nikt poza nim.
Później były jeszcze pieszczoty, choć nazywał ją Ewą.
* Ewuniu, moja ukochana, moja dziewczynko szeptał.*
* Myśli, że to jego żona bolało ją to.*
Uraza przeszyła jej serce, ale się poddała. Potem Andrzej zasnął, a ona patrzyła na niego i była szczęśliwa. O świcie wstała, ubrała się i wyszła.
Następnego dnia Andrzej zapukał do jej pokoju, zakłopotany.
* Przepraszam, Zosiu. Za to, co się stało. To nieporozumienie. Powinnaś zrozumieć nie powinienem był mówił, unikając wzroku.*
Jego słowa paliły, ale zebrała się w sobie.
* Nie ma sprawy, Andrzeju. Wszystko w porządku, sama jestem winna. Nikt się nie dowie.*
* Dziękuję, Zosiu. Uratowałaś mnie, jestem ci winny*
**Czekanie na cud i odejście**
Wrócili do domu. Wydawało się, że życie Zosi wróci do normy, ale nie mogła zapomnieć tamtej nocy. Choć Andrzej nazywał ją imieniem żony, kochała go tak samo.
Aż pewnego dnia odkryła coś niezwykłego była w ciąży.
*



