Jedyne, za co mogę podziękować matce, to za gówniane dzieciństwo! Dzięki temu wszystkiemu wiem, że nie jest mi wcale do niczego potrzebna

Jedyne, za co mogę podziękować matce, to za gówniane dzieciństwo!

Mama nigdy nie dawała mi pieniędzy na wyjścia do teatru, cyrku czy inne miejsce atrakcyjne dla dziecka.

W naszym domu zawsze panował prawdziwy bałagan. Nie zawsze mieliśmy też coś do jedzenia, mięso bardzo rzadko się zdarzało na obiad. Bywało, że brakowało nawet cukru i trzeba było pić gorzką herbatę. W domu brakowało wielu rzeczy, ale mimo tego matka nigdy nie odmawiała sobie alkoholu, na to zawsze musiały znaleźć się pieniądze. Kiedy była „zmęczona” i „zestresowana” (chociaż do dzisiaj nie wiem czym), to odprężała się w jedyny sposób – za pomocą czterech piw lub pół litra wódki.

Kiedy poszedłem do pierwszej klasy, z ciekawości spróbowałem piwa. Mama i koleżanka poszły do sklepu, a na stole stała otwarta puszka piwa. Nalałem sobie trochę piwa do szklanki. Nigdy nie zapomnę tego gorzkiego, paskudnego smaku piwa. Nie mogłem go dokończyć, więc wlałem resztki do zlewu i umyłem szklankę, aby mama nie wiedziała, co przed chwilą zrobiłem. Potem już nigdy nie wziąłem do ust alkoholu.

Mama nie zwracała uwagi na mnie i na mojego brata. Biegaliśmy samopas i wychowywaliśmy się sami, bo matki nie obchodziło to, czy u nas jest w porządku, czy z czymś sobie nie radzimy. Uczyliśmy się jako tako, jak sami potrafiliśmy. Teraz jestem zdumiony, że w ogóle skończyliśmy szkołę. Matka kiedy była już podpita, chodziła po sąsiadach albo włóczyła się po mieście. Zapominała więc, że trzeba nas nakarmić. Kiedy byłem już starszy, sam starałem się coś zrobić z tego, co było w lodówce. Czasami na szczęście rodzice mojego kolegi z klasy dawali mi obiad, kiedy akurat byłem w jego domu. Byłem w szoku, że obiady mogą tak dobrze smakować, bo u nas jak już się zdarzał jakiś obiad, co było jednak bardzo rzadko, to albo składał się z samej zupy, albo z frytek.

Już jako dziecko wiedziałem, że Święty Mikołaj nie istnieje, bo gdyby było inaczej, to pewnie dostałbym jakikolwiek prezent na święta Bożego Narodzenia.

Z bratem wyrośliśmy na normalnych ludzi, ale nie ma w tym żadnej zasługi matki. Do dzisiaj pamiętam, jak źle nas traktowała. Uraza pozostała do dziś, a słowa matki „nic Wam nie jestem winna” ciągle brzmią w mojej głowie mimo, że mam już 35 lata.

Teraz moja mama już się postarzała, a ja też nie jestem jej nic winna. Zarówno ja jak i mój brat mieszkamy w innej części Polski, bo chcieliśmy uciec od matki.

Jedyne, za co mogę podziękować matce, to za gówniane dzieciństwo!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście − cztery =

Jedyne, za co mogę podziękować matce, to za gówniane dzieciństwo! Dzięki temu wszystkiemu wiem, że nie jest mi wcale do niczego potrzebna