Hej, słuchaj, muszę ci opowiedzieć tę całą historię, bo przypomina mi trochę naszą wsi pod Warszawą, gdzie każdy zna każdy sekret.
W dniu pogrzebu żony Jan nie wypuścił ani kropli łez. Patrz, mówiłam, że on nie kochał Zofi, szepnęła podnoszonym tonem do swojej sąsiadki Tosia. Cicho, Tosiu, co tam. Teraz dzieci zostały sierotami przy takim ojcu. Zobaczysz, zaraz poślubi Kasię, dopaść Lelia. Dlaczego Kasię? Co ona mu da? Grażyna to jego miłość. A nie zapomniałaś, jak razem grzebali w stogu? Kasia nie ma szans, ma rodzinę i już go zapomniała. Naprawdę wiesz? zapytała. Oczywiście. Kasia ma męża w kolejnych. Nie potrzebuje Jana i jego rodzinki. Jest praktyczną babą. A Grażyna? Ona wciąż męczy się z Mirosławem. To one będą kręcić tą miłość, podtrzymała Tosia.
Zofię pochowano, a dzieci trzymały się mocno za ręce. Michałek i Paulina dopiero co skończyli po osiem lat. Zofia poślubiła Jana z wielkiej miłości. Czy naprawdę ją kochał? Nie wiedziała ani ona, ani mieszkańcy wsi. Mówi się, że zaszła w ciążę i Jan musiał wziąć ją za żonę. Paulina przyszła na świat przedwcześnie, żyła tylko siedem miesięcy, a potem Zofia z Janem nie mieli już dzieci. Jan był zawsze ponury i mało gadatliwy. Ludzie nadawali mu przydomek Kruk. Był skąpy w słowa, a jeszcze bardziej w czułość to wszyscy w wiosce znali.
Jednak Bóg mu wybaczył. Zbyt wiele modliła się biedna Zofia, tylko On o tym wiedział, i niebiosa podarowały jej od razu dwoje pociech. Paulina i Michałek byli bliźniakami. Michałek odziedziczył po mamie łagodny, współczujący charakter, a Paulina po tacie milcząca, zamknięta w sobie, nic nie chce wyjawić, choć pod jej maską kryje się troska o brata. Często Jan w stodołach coś przybijał lub piłował, a Paulina krążyła wokół niego, słuchając jego rad i opowieści o życiu. Michałek pomagał mamie, zamiatając podłogę, niosąc małe wiaderko wody nawet mały gest miał znaczenie. Zofia bardzo kochała dzieci, ale nie rozumiała Pauliny, natomiast Michałka kochała całym sercem. Kiedy Zofia umierała, powiedziała synkowi:
Synu, wkrótce odejdę. Będziesz głową rodziny. Nie krzywdź siostry, chroń ją. Jesteś chłopcem, masz obowiązek dbać o jej bezpieczeństwo, bo dziewczyna jest słabsza i potrzebuje twojej ochrony.
A tata? dopytał Michał.
Co? nie zrozumiała Zofia.
Czy tata nas będzie bronił?
Nie wiem, synku. Życie pokaże.
Więc nie odchodź, jak mamy żyć bez ciebie? łzawił Michał.
Córeczko, gdybym mogła, nie odszedłabym westchnęła, po czym zniknęła w nocy.
Jan siedział przy żonie, trzymając ją za rękę, nie spuszczając ani łzy. Był skulony, przybity i przygaszony. I tak wszystko się skończyło.
Życie powoli wróciło do swojego rytmu. Paulina wzięła na siebie obowiązki domowe, próbując gotować i sprzątać choć była jeszcze mała. Przychodziła ciotka Natalia, siostra Jana, i pomagała Paulinie we wszystkim, ucząc ją gospodarstwa.
Ciociu Natalio, czy tata znów się ożeni? spytała Paulina.
Nie wiem, co ma w głowie, nie powie mi nic, odpowiedziała Natalia.
Natalia ma własne dzieci i męża Władysława. Ma szczęśliwą rodzinę.
A jak coś, zabierzesz nas do siebie? dopytała Paulina.
Nie wymyślaj. Twój tata kocha was i nie pozwoli, by ktoś wam zaszkodził odparła Natalia.
W wiosce krążyły plotki, że Jan i Grażyna odkurzają swoją dawną miłość.
Grażyna zwariowała, znów coś knuje z Janem, a o rodzinie zapomina, szeptała Tosia.
Co za głupi ludzie, ta Grażyna! mówiły inne babcie przy sklepiku.
Dobra, babcie, koniec plotek przerwał zebranie przewodniczący kołchozu, Maciej Leonowicz.
Plotkarstwo nie jest potrzebne, nie znacie nawet własnych sąsiadów dodał surowo.
Między Janem a Grażyną kiedyś była prawdziwa miłość, silna jak wiersze romantyczne. Ale Jan wyjechał do innej gminy, żeby pomóc w siewie w oddalonym kołchozie. Tam spędził dwa miesiące, a w tym czasie Grażyna zaczęła spotykać się z Mirosławem Czereką. Jan wrócił, dowiedział się o tym, i jak przystało na staruszka, dał Czerekowi pasek. Po tym Jan zerwał kontakt z Grażyną. Grażyna ożeniła się z Mirosławem, który był rozrywkowy, hulał po wsi i ją rozweselał, a ona płakała, że nie potrafiła go powstrzymać. Jan, cichy i pracowity rolnik, nie miał słów, lecz serce.
Mieszkańcy zaczęli zauważać, że Jan przygląda się Zofii. Zofia rozkwitała jak wiosna, a ludzie nie mogli oderwać od niej oczu.
Co miłość potrafi zrobić, mawiali.
Zofia od dawna była zakochana w Janie, lecz trzymała język za zębami, bo nie chciała konkurować z Grażyną. I tak się odbywało spotykali się, spacerowali, a potem wypełnili wniosek w urzędzie gminy. Ceremonia była skromna. Od rodziny Jana pozostała tylko ciotka Natalia, a od Zofii starsza matka, która urodziła Zofię późno w życiu. Wieś wiedziała, skąd pochodzą ich rodzice, ale nie gadała. Przewodniczącym wsi był Władysław Prochorow, z którym Zofia miałaby kiedyś tajemniczą relację. Była piękną babą, ale nigdy nie wyszła za mąż. Nie lubili jej w wiosce, odrzucała zalotników, ale Zofia nie podzielała jej charakteru. Mieszkańcy współczuli Zofii, zwłaszcza gdy poślubiła Jana.
Co się stało, że on jej nie kocha? wzdychała starsza sąsiadka, Ania Przewierska. Całe życie będzie z nim cierpieć.
Ale Jan był wierny żonie, bronił go ktoś. Czy w takiej wsi naprawdę można coś ukryć?
Przez piętnaście lat żyli razem, bez kłótni. Mieszkańcy w końcu się uspokojili, aż zima zeszłego roku przyniosła chorobę Zofii. Zdiagnozowano poważną przypadłość, z której nie da się wyzdrowieć. Sytuacja była beznadziejna.
W pewnym dniu Jan wracał z pola.
Janeczku, może wpadnę na chwilę, pogadamy, dzieciom upiekłam bułeczki zawołała Grażyna, podając mu koszyk.
Nie, dziękuję, już mamy bułki od Natalii odparł Jan.
To tylko z serca, Janeczku.
Skoro tak, to i siostra moja z serca.
Spotkajmy się dziś przy młynie, gdy zapadnie zmrok nalegała Grażyna.
Po co? zapytał Jan.
Czy naprawdę zapomniałeś, co było między nami? zdziwiła się Grażyna.
Co było, już dawno zaschło. Kocham moje dzieci. Zofię kochałem,
Nie da się jej już przywrócić, odpowiedziała Grażyna.
Miłość nie umiera odparł Jan.
Nie kochałeś jej, wziąłeś ją za żart rzuciła.
Grażyno, idź do domu powiedział spokojnie Jan i pospieszył w stronę domu, gdzie czekali jego mali. Grażyna została sama na wiejskiej drodze.
Lata minęły, dzieci dorosły. Ciotka Natalia wciąż odwiedzała bratanka, ale już wiedziała, że jej brat był jednym sercem.
Paulinko, słyszałam, że z Grzegorzem Woronimem się spotykacie zwróciła się do swojej siostrzenicy od progu.
Tak. I co? odparła dorosła Paulina, myśląc o sobie jako o pięknej dziewczynie.
Nic, po prostu pytam. Bądź ostrożna z nim.
Co masz na myśli?
Sam wiesz, nie jesteś już mała.
Ciociu Natalko, kocham Grzegorza na całe życie.
To twoje zdanie, nie ja.
Nie wątpę, jestem pewna.
Może i jesteś, ale co z Grzegorzem?
Jeśli mnie zdradzi, już nigdy nie będę mogła kochać.
W to wierzę uśmiechnęła się Natalia.
Wieczorem Michał i Paulina czekali na ojca po pracy.
Coś tata się spóźnia, mruknął Michał.
Przecież to piątek.
No i co?
Zawsze w środę, piątek i weekendy chodzi na grób mamy.
Skąd to wiesz? zapytał Michał, marszcząc brwi.
Głupcu, nie czujesz serca ojca.
Powoli podeszli do cmentarza. Paulina wiodła go przez ukryte ścieżki pola.
Patrz, tam wskazała, wskazując zgarbioną postać ojca.
Michał nasłuchiwał i usłyszał, jak ojciec rozmawia z kimś niewidocznym.
Zofia, tak to jest. Już niedługo Paulinka wyjdzie za mąż, a ja już zebrałem jej posag, Natka pomogła. Żyję spokojnie. Przepraszam, Zosiu, że nie mówiłem ci dużo, ale serce mówiło więcej niż słowa zachrypnął Jan i powoli odszedł w stronę bram cmentarza.
Paulina spojrzała na Michała, w jego oczach lśniły łzy.
Tak to już było, przyjacieleu cała ta wioska, miłość, zdrady i ciche pożegnania. Mam nadzieję, że ci się podobało. Trzymaj się!



