Jedno w jednym

Jedno ciało

Niektórzy może nie wierzą w takie rzeczy, ale są tacy, którzy są przekonani, że na świecie istnieją dwie połówki, które w końcu się znajdują i stają się jednym ciałem. Nic, ale to nic nie jest w stanie ich rozdzielić no, może poza śmiercią, z tą się nie dyskutuje.

Ileż pięknych słów opisuje miłość: oddanie, wierność, troska to uczucia, które rządzą w prawdziwych rodzinach. Tam, gdzie mąż i żona są jednym.

Tak właśnie żyli Ewa i Marek. Pobrali się z wielkiej miłości, od pierwszych dni wspierali się nawzajem, dbali o siebie.

Ewka, patrzę na was z Markiem i aż się dziwię, jak tak idealnie do siebie pasujecie. Nawet wyglądacie podobnie śmiała się przyjaciółka Zofia.

Bo jesteśmy dwiema połówkami jednego ciała odpowiadała Ewa, choć nie przywiązywała wagi do tych słów. Mówiła tak od niechcenia.

No, masz szczęście, Ewka. Chciałabym takiego męża.

Znajdziesz, jak się postarasz odpowiadała Ewa.

Minęły lata. Ewa i Marek doczekali się dwóch synów. Wychowywali ich z miłością i czułością. Marek nigdy nie podniósł głosu na żonę ani na dzieci. Ewa też była spokojna jak zaklęta. Ich rodzina była zgrana i pełna ciepła. Razem jeździli na wakacje, razem na działkę. Nikt nie miał o nich złego słowa.

Marek pracował jako kierownik w firmie budowlanej, a Ewa uczyła historii w liceum. Chłopcy dobrze się uczyli, uprawiali sport.

Starszy skończył szkołę i poszedł na studia, młodszy był jeszcze w klasie maturalnej. Pewnego dnia Marek wrócił z pracy i położył się na kanapie w milczeniu. Źle się czuł, ale nie chciał martwić żony. Ewa jednak od razu zauważyła mąż nigdy nie kładł się po pracy.

Marku, co z tobą? Źle się czujesz? zapytała z niepokojem.

Tak, jakoś słabo mi. Nie przejmuj się, przejdzie. Nie pierwszy raz

Jak to? Miało to już miejsce? zdziwiła się Ewa.

Na pracy raz mi się zrobiło słabo, ale przeszło. Teraz się prześpię i będzie dobrze.

Ewa przygotowała kolację, ale mąż odmówił.

Ewka, zjedz sama, ja nie mam ochoty.

Ewa jadła bez apetytu. Zastanawiała się, co się dzieje z Markiem nigdy nie narzekał na zdrowie.

Czterdzieści trzy lata to nie wiek, żeby się rozkładać. To przecież czas największej siły. Trzeba go zapisać do lekarza myślała Ewa, siedząc sama w kuchni.

Marek też rozważał:

Nie rozumiem, co się ze mną dzieje? Zawsze byłem zdrowy, a teraz ta słabość. Nie chcę, żeby Ewa się martwiła. Może jak się prześpię

Rano wszystko wróciło do normy. Zjedli śniadanie i rozeszli się on na budowę, ona do szkoły. Ale po jakimś czasie Ewa zauważyła, że Marek schudł i wygląda na zmęczonego.

Marku, naprawdę dobrze się czujesz?

W sumie tak. Tylko czasem trochę brakuje mi siły

Dobra, zapiszę cię do lekarza i jedziemy na badania. To nie są żarty. W twoim wieku słabość? Serce mi niespokojne. Coś mi mówi, że to nie przelewki powiedziała wieczorem.

Kiedy Ewa usłyszała diagnozę, nie chciała uwierzyć.

Doktorze, może to pomyłka?

Jaka pomyłka? Mąż przeszedł pełne badania. Niestety, to nowotwór. Ale na szczęście nie ostatnie stadium. Będziemy walczyć. On też nie może się poddawać, a tym bardziej pani. Trzeba wierzyć w najlepsze.

W domu Ewa zamknęła się w łazience. Nie chciała, żeby Marek widział jej łzy, ale nie mogła już ich powstrzymać. Odkręciła wodę i rozpłakała się.

Nie wierzę, że Marek może umrzeć. Nie chcę w to wierzyć. Wiem, jak podstępna jest ta choroba mój ojciec też odszedł przez nią. Leki tylko przedłużają życie, ale nie leczą.

Wyszła, umyła naczynia w kuchni. Marek oglądał telewizję. On też znał diagnozę, ale udawał, że wszystko jest w porządku.

Oboje myśleli o tym samym, ale udawali, że nie ma powodu do paniki.

W końcu Ewa postanowiła porozmawiać.

Marku, przestańmy się oszukiwać. Wiem, że oboje się boimy. Czuję cię, wiem, co przeżywasz. Ale nie możesz się poddać. Umówmy się będziesz walczył. Razem damy radę. Jeśli się poddasz, nigdy ci tego nie wybaczę. Obiecujesz?

Ewa przypomniała sobie wszystkie trudności, które razem przeszli. Kiedy spłonął ich dom i zostali z niczym. Jak najbliżsi jego brat z żoną i siostra, których uważali za rodzinę odwrócili się od nich, mówiąc, że każdy ma swoje problemy. A jednak Ewa i Marek przetrwali. Odbudowali życie.

Teraz często powtarzała mężowi:

Jesteśmy razem tyle lat. Jeśli wytrzymaliśmy tyle, wytrzymamy i to.

Przypominała mu, jak wiele razy wydawało się, że już nie ma wyjścia, a jednak zawsze znajdowała się droga. I teraz, gdy mają już stabilizację, gdy młodszy syn też studiuje, gdy wszystko jest na swoim miejscu Marek chce ją opuścić? Nie, ona na to nie pozwoli. Będzie walczyć. Są jednym ciałem.

Wieczorami udawała, że przegląda laptopa, ale w myślach powtarzała:

Teraz, gdy wreszcie jest dobrze, on chce odejść.

Rozmawiała z mężem, wręcz wymagała:

Marku, walcz. Musisz walczyć, nie poddawaj się. Będę przy tobie siostrą, pielęgniarką, przyjaciółką, żoną. Chcę twojego zdrowia bardziej niż ty sam.

Marek słuchał w milczeniu. Znał rokowania. Wiedział, jak kończy się ta choroba. Ale pewnego dnia powiedział stanowczo:

No dobra, Ewka, walczmy. I tak nie mam nic do stracenia uśmiechnął się. Nie chcę zostawiać cię samej.

Ewa pomyślała:

To pierwszy znak, że mi uwierzył. Że wie, iż razem jesteśmy silni. Że pokonamy wszystko, co staje nam na drodze. Nikt nas nie rozdzieli.

Minął rok walki. Ewa wspierała męża, on czasem się uśmiechał. W końcu lekarz powiedział dobrą nowinę Marek miał się lepiej. Nabrał sił, wrócił do formy. Ewa też się starała, by zawsze być uśmiechnięta.

Aż wreszcie lekarz ogłosił: Marek wygrał z chorobą. Ich radość

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 + 16 =

Jedno w jednym