Jedna córka dla dwojga

Jedyna córka dla dwóch matek
Między Marią a Krzysztofem uczucie pojawiło się nagle, jak błyskawica. Spotykali się niespełna miesiąc, gdy podczas jednego ze spacerów Krzysztof niespodziewanie zapytał:
Marysiu, wyjdź za mnie za mąż wyznał, a ona aż zaniemówiła.
Jak to? Przecież dopiero się znamy
I co z tego? Miesiąc wystarczył mi, by zrozumieć, że to Ty przeznaczona mi jesteś. Poza Tobą nie widzę nikogo innego na świecie.
Och, Krzysiu prawdę mówiąc, zgadzam się szepnęła ze śmiechem i przytuliła się do niego mocno.
Córciu, nie sądzisz, że za szybko podjęłaś tę decyzję? drążyła jej matka, zaniepokojona pośpiechem córki czy ty czasem nie jesteś w ciąży?
Mamusiu, skądże znowu. Po prostu Krzysztof powiedział, że nie wyobraża sobie życia beze mnie Ja też Taka miłość nas połączyła.
Wkrótce ci, którzy dziwili się ich szybkiemu ślubowi, przekonali się, że są dla siebie stworzeni. Wszystko układało się szczęśliwie, z daleka widać było, jak Krzysztof troskliwie zajmuje się żoną, a ona odwzajemniała mu się miłością i opieką.
Ich miłość była prawdziwa i szczera, jednak w ich życiu pojawił się cień tak bardzo pragnęli mieć dziecko, lecz Marii nie udawało się zajść w ciążę.
Krzysiu, powinniśmy się przebadać, może z którymś z nas coś nie tak
Zgadzam się przytaknął natychmiast.
Bez skutku pielgrzymowali po lekarzach i sanktuariach maryjnych, modląc się żarliwie o potomstwo. Maria nie zaszła jednak w ciążę.
Marysiu, może powinniśmy pomyśleć o adopcji, z domu dziecka? zaproponował Krzysztof niepewnie.
Tak, tak odpowiedziała wzruszona Maria, od dawna o tym myślała, ale nie miała odwagi wcześniej poruszyć tematu.
Pojedźmy więc powiedział Krzysztof znam taki dom dziecka, często przejeżdżam obok podczas wyjazdów służbowych.
Wybrali się do domu dziecka w Lublinie. Między kilkudziesięcioma nieufnymi, zmęczonymi dzieciaczkami, podbiegła do Marii maleńka, jasnowłosa dziewczynka z błękitnymi oczami, objęła ją za nogi i wybiegło z jej ust:
Mamusiu! zawołała radośnie.
I tak w ich domu pojawiła się Lubusia wesoła dziewuszka, której śmiech rozbrzmiewał jak wiosenny strumyk. Maria odnalazła w niej prawdziwe szczęście matki, Krzysztof nie miał do niej ani odrobiny mniejszego uczucia.
Żyli na wsi nieopodal Puław, gdzie większość mieszkańców znała się nawzajem. Każdy wiedział, że Lubusia jest adoptowana. Przez wiele lat nie było problemu. Jednak gdy córka podrosła, zaczęła uczęszczać do szkoły, ktoś powiedział jej, że nie jest ich biologiczną córką.
Czternastoletnia Lubusia wróciła do domu i wybuchła płaczem.
Mamo, dlaczego nie powiedzieliście mi prawdy? Że mnie przygarnęliście z domu dziecka?
Córciu, chciałam ci to powiedzieć, gdy będziesz dorosła, żeby mniej cię to zabolało Ale teraz już nie ma to znaczenia, skoro ktoś inny cię uprzedził Tego się zawsze bałam.
Lubusia płakała, krzyczała. Później zamknęła się w sobie, a potem stała się rozdrażniona. W tym czasie wiek dojrzewania dodatkowo nasilał emocje. Zaczęła być nieuprzejma, trzaskać drzwiami i często ranić swoich rodziców słowem.
Właśnie wtedy zdarzyła się tragedia. Krzysztof zginął w wypadku. Maria nie mogła otrząsnąć się z żalu po utracie męża zginął wracając z delegacji z Warszawy, na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, gdy samochód wpadł w poślizg przez śnieżycę.
Krzysztof często wyjeżdżał służbowo, czasem wysyłał pocztówki, bo wtedy nie wszyscy mieli telefony. Po jego śmierci Maria miała czterdzieści sześć lat. Lubusia, zamiast ją wspierać, jeszcze bardziej się oddaliła. Wychodziła na całe dni, przesiadywała gdzieś po kątach, nie słuchała się matki.
Maria ze wszystkich sił starała się do niej zbliżyć, płakała, prosiła, lecz nigdy nie krzyczała na córkę. I tak płynęły kolejne lata. Lubusia szybko dorosła. Po maturze pewnego dnia powiedziała:
Wyjeżdżam do miasta oznajmiła stanowczo.
Maria podniosła zmęczone oczy, ściskając w dłoni ściereczkę.
Studiować, dziecko?
Nie Chcę odnaleźć swoją biologiczną matkę
Maria aż wstrzymała oddech, zdezorientowana spytała:
Ale po co, Lubusiu? Czy nie jestem dla ciebie matką?
Lubusia odwróciła się do okna, długo milczała.
Muszę poznać prawdę. Muszę wiedzieć, kim jest, dlaczego mnie zostawiła. Mam do tego prawo.
Masz, dziecko westchnęła Maria, rozumiejąc, że nikt i nic jej nie powstrzyma.
Prawie dziewiętnastoletnia Lubusia szybko spakowała do torby parę swoich rzeczy. Ucałowała Marię w policzek, obiecując, że czasem odwiedzi. Wyszła z domu i poszła na przystanek. Maria patrzyła za nią z żalem. Została sama.
Mijały lata. Dni włóczyły się powoli. Maria już dawno przeszła na emeryturę. Często wieczorami wertowała pocztówki od Krzysztofa, schowane w starym pudle po czekoladkach, przewiązanym wstążką. Było ich niewiele ostatnia z pożółkłymi świerkowymi gałązkami: Marysiu, zostanę jeszcze trzy dni, tęsknię, całuję. Twój Krzyś.
Maria przesunęła drżącymi palcami po pocztówce i przycisnęła ją do serca, jakby obejmowała ukochanego męża. Minęło już tyle lat, zmieniło się bardzo dużo. Blisko ćwierć wieku, odkąd odszedł jej ukochany.
Siedziała przy oknie, pogrążona we wspomnieniach. Ostatnio coraz mniej miała sił; dawniej wychodziła z sąsiadkami na ławkę pod sklepem, teraz tylko czasami wychodzi poza furtkę do sklepu i z powrotem.
W mieszkaniu panowała cisza, czasem tylko kocur Tadzik wskakiwał na parapet, albo głośno mruczał pod nogami. Maria nakarmiła Tadzika, sama wypiła herbatę, postanawiając, że dziś wybierze się po zakupy. Przeszła do pokoju, spojrzała na zdjęcie.
Piła właśnie herbatę, gdy rozległo się pukanie do furtki.
Przypomniała sobie, jak Lubusia kiedyś oznajmiła jej decyzję o opuszczeniu domu i szukaniu rodziny. Wspomnienia powróciły. Tamten ranek był pochmurny i cichy. Maria siedziała w kuchni przy herbacie, kiedy nagle ktoś załomotał do furtki.
Włożyła obuwie, zarzuciła chustę i poszła na podwórko. Przy furtce stała kobieta, o wiele młodsza od niej, ze smutkiem w oczach.
Dzień dobry Pani Maria? głos miała niepewny.
Tak, a pani to kto?
Kobieta przestępowała z nogi na nogę.
Jestem mamą Lubusi właściwie drugą mamą biologiczną Mam na imię Weronika Chyba pani rozumie.
Marię przeszył zimny dreszcz. Lubusia ledwo co wyjechała, a tu nagle jej matka? Jak ją odnalazła?
Czy coś się stało Lubusi? Skoro pani tu przyszła Znalazła panią?
Weronika szybko, nieskładnie tłumaczyła:
Lubusia jest teraz w szpitalu W Warszawie Miała silny ból brzucha, zasłabła w parku, wezwałam pogotowie.
Kobiety spojrzały na siebie w milczeniu.
Lubusia już dawno mnie odnalazła, lecz bała się pani przyznać Weronika zaszlochała.
Przepraszam, zapraszam do domu ocknęła się Maria.
W kuchni nalała herbaty Weronice, która usiadłszy do stołu, zaczęła opowiadać:
Byłam bardzo młoda, kiedy urodziłam Lubusię. Rodzice byli surowi, kazali mi oddać dziecko. Narzeczony uciekł, a rodzice zagrozili, że wyrzucą mnie z domu. Napisałam zrzeczenie się w szpitalu Ile lat z tym żyłam O, przepraszam, nie teraz o tym. Lubusia bardzo prosiła, by pani do niej przyjechała.
Maria zerwała się nagle.
Czemu nie zadzwoniła?
Ukradli jej torbę, razem z telefonem, wszystkimi dokumentami Kiedy wróciłam pod ławkę, już jej nie było
O Boże, moje biedne dziecko szepnęła Maria.
Sama podała mi pani adres. Powiedziała: znajdź moją mamę.
Spojrzały na siebie. Nie było w nich złości, tylko troska i zmęczenie.
Jedziemy rzuciła Maria, zamknęła na klucz dom i ruszyły do miasta.
Stary autobus jechał wolno. Maria i Weronika długo siedziały w milczeniu, aż w końcu Weronika odezwała się cicho:
Ja też jestem sama. Mąż zmarł trzy lata temu, długo chorował. Wspólnego dziecka już nie mogłam mieć. Wiem, to moja kara za tamto Za oddanie córki
To znaczy, że tylko Lubusia nas łączy powiedziała Maria.
Jedna córka dla nas obu odpowiedziała smutno Weronika.
W szpitalu zapytali:
Do kogo panie przyszły?
Do córki, do Lubusi Kowalskiej odpowiedziały zgodnie Maria i Weronika.
Kim panie są?
Matkami! odpowiedziały jednocześnie, po czym spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem.
Dwie matki? Niech będzie, zapraszam na oddział.
Blada Lubusia leżała pod kroplówką. Ujrzawszy obie kobiety, uśmiechnęła się słabo:
Mamo i mamo
Maria przytuliła ją pierwsza.
Cichutko, dziecko, jestem tu Weronika poprawiła jej kołdrę.
Teraz już nie będziesz sama szepnęła.
Długo siedziały razem przy łóżku i dużo rozmawiały.
Od tamtej pory Lubusia miała dwie matki. Potem pojawił się mąż i dwaj synowie. Dla Marii i Weroniki została jedyną córką jedną dla dwóch matek. Spotykają się czasem w rodzinnym domu.
Dziękuję za przeczytanie tej historii. Życzę wszystkim dużo dobra i szczęścia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + siedemnaście =

Jedna córka dla dwojga