Janek i Marysia Janek nigdy nie chciał opuszczać swojej rodzinnej wsi i przenosić się do miasta. Uw…

Jan nigdy nie marzył o wyjeździe ze swojej rodzinnej wioski pod Radomiem. Uwielbiał pola, rzekę Pilicę, lasy, swoich sąsiadów i klimat małej społeczności. Postanowił zająć się rolnictwem hodował świnki, sprzedawał mięso na targu, a gdyby dobrze poszło, planował rozkręcić się na większą skalę. Marzył o wielkim domu. Samochód wprawdzie miał, ale to był stary Polonez, a pieniądze po sprzedaży babcinej chałupy wpakował w biznes.

Miał jeszcze jedno wielkie marzenie ożenić się z Małgorzatą i zrobić z niej panią swojego domu. Już się spotykali; Małgorzata wiedziała, że Jan nie jest finansowym potentatem i choć zaczynał budowę domu, na bogactwa się nie zapowiadało.

A Małgorzata była piękna i sama miała o tym wysokie mniemanie. Żadnych ambicji, planów czy marzeń poza jednym znaleźć faceta, który zajmie się nią i jej zapewni życie w dostatku.

Po coś mi ta uroda dana? mawiała do przyjaciółek. Facet ma mnie utrzymywać, znajdę odpowiedniego, który to wszystko załatwi. Taka uroda tanio nie chodzi!

Jan dom buduje i samochód ma wtrącała jej kumpela, Wioletta. Poczekasz trochę, może się dorobi.

Ja bym chciała wszystko, natychmiast! wypowiadała z obrażonym nadąsaniem usta Małgorzata. Ile mam czekać, aż się Janek dorobi? On grosza nie widział, a ja mam się zestarzeć w czekaniu!

Jan kochał Małgorzatę, lecz miał świadomość, że jej uczucie do niego to raczej słaba herbata niż gorący rosołek. Miał jednak nadzieję, że z czasem coś się zmieni. I pewnie coś by się zmieniło, gdyby nie pojawił się w ich wsi Tomasz. Przyjechał z kumplem na wakacje do dziadków. Na tutejsze dziewczyny patrzył jak na sierotki, w remizie się nudził, aż zobaczył Małgorzatę.

Początkowo Małgorzata nie zwracała na tego przyjezdnego uwagi, ale gdy się zorientowała, że jest synem radnego z Warszawy i generalnie pieniędzy u nich pod dostatkiem, od razu skierowała spojrzenie właśnie na niego. Tomasz był starszy, doświadczony i wiedział jak oczarować dziewczynę. Kwiaty? Ależ proszę takie bukiety, że Małgorzata była pewna, iż nie kupuje ich w tutejszym kiosku, tylko zamawia przez internet z dostawą door-to-door.

Jan dostawał szału, widząc, jak Małgorzata przyjmuje te kwiaty.

Nie bierz od niego bukietów! Po co mi nerwy psujesz? denerwował się.

A po co się złościsz? To tylko kwiaty, Jasiu, nie przejmuj się śmiała się Małgorzata.

Jan w końcu podszedł do Tomasza:

Przestań obdarowywać Małgorzatę bukietami, to moja dziewczyna.

Na to Tomasz tylko się uśmiechnął z drwiącym politowaniem i zaraz wybuchła między nimi bójka. Koledzy Janka na szczęście rozdzielili chłopaków. Odtąd między Jankiem a Małgorzatą przeszła czarna kotka zaczęli się unikać, obrażeni na cały świat.

Małgorzata szybko zorientowała się, że Tomasz jest tu tylko na chwilę zaraz wróci do Warszawy, a jej zostanie wiejska rzeczywistość.

Muszę coś wymyślić, złapać Tomasza i wyrwać się stąd do miasta kalkulowała.

Sprowadzić Tomasza do domu udało się bez trudu, bo rodzice wyjechali na targ do Radomia. Małgorzata dobrze obliczyła godzinę powrotu rodziców. Wbiegli do domu i znaleźli córkę z facetem na kanapie; ona potargana, w szlafroku, Tomasz ledwo zdążył spodnie naciągnąć.

Co tu się dzieje?! gruchnął ojciec.

Córka spuściła wzrok, Tomasz miał minę, jakby połknął ropuchę.

No to, Tomasz, teraz ślub z Małgorzatą albo będziesz miał na mnie prokuraturę na głowie. Do pokoju, porozmawiamy!

Co tam ustalili, nie wiadomo ale nazajutrz młodzi pojechali składać podanie o ślub do Urzędu Stanu Cywilnego, a rodzina szykowała wyprowadzkę do wielkiego miasta. Wieść o tym rozeszła się po wsi błyskawicznie, i Janowi serce się krajało, ale dumny był, więc po sobie nie pokazał.

Tomasz miałby ochotę wykląć własną głupotę.

Po co mi to było? Wpakowałem się jak ten frajer, a ona wcale nie taka naiwna, tylko sprytna i wyrachowana. Zastawiła na mnie sidła jak na głupka.

A Małgorzata marzyła o wielkomiejskim szczęściu i dostatnim życiu.

Nic to, będę dla niego najlepszą żoną, dzieci mu urodzę i będzie mnie jeszcze za to nosił na rękach! planowała w myślach. Tylko co powiedzą jego rodzice?

A tu niespodzianka rodzina Tomasza się ucieszyła. Mieli już dość tych wszystkich miejskich lal, co tylko rozglądały się za nowym torebką albo kontem bankowym. A Małgorzata miła, umie pierogi ulepić, chałupę ogarnąć.

Proszę, Małgorzatko, siadaj, czuj się jak u siebie zachęcała ją serdecznie teściowa, Helena. Teść Wiesław też promieniał.

Małgorzata rzeczywiście starała się być wzorową gospodynią. W dużym, czteropokojowym mieszkaniu było jej wygodnie, teściowie traktowali ją z sympatią, a Tomasz nawet ją trochę docenił.

Dobra, może mnie trochę podejść chciała, ale wydaje się autentyczna. Może i szczęśliwi będziemy? pomyślał, chociaż sam w to nie wierzył.

Tomasz jednak do małżeńskich tradycji podchodził z inwencją miał cały wachlarz przyjaciółek w mieście i plany na każdy wieczór. Ale Małgorzata podczas niedzielnej kolacji rzuciła bombę:

Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko!

No przecież cudownie! ucieszyła się Helena. Już czas na wnuki!

Tomasz wiedział, że dalsze tłumaczenia, że nie teraz, już nie mają sensu.

Wesele było na bogato, teściowie podarowali im mieszkanie umeblowane na błysk. Ale Małgorzata szybko zauważyła, że Tomasz wręcz blednie na myśl o ojcostwie.

Może się przyzwyczai, jak tylko dziecko się urodzi, zmądrzeje nie rozumiała, że Tomasza tknęło sumieniem mniej niż przeciętną cebulę bez łzy.

Tomasz rzucił się w wir imprez, żonie opowiadał:

Taka robota, ciągłe wyjazdy służbowe… a ona, naiwna dusza, wierzyła.

Teściom nie narzekała, że męża wiecznie nie ma gotowała zupki, dbała o porządek i tęskniła… za swoim Radomiem, koleżankami, rodzicami a najdziwniejsze, że coraz częściej myślała o Janku.

Zaczęła się zastanawiać; czy to był dobry wybór? Czy mąż ją kocha? Tomasz odpowiadał wymijająco. Teściowa widziała, że z zięciem różnie, ale pocieszała Małgorzatę, jak umiała.

Narodziny syna ucieszyły wszystkich, nawet Tomasza na tydzień rozczuliło, ale potem dziecko, pieluchy i noce bez snu zaczęły go irytować. Żona już nie zdążała robić wykwintnych dań, ledwo wyrabiała i była coraz bardziej zmęczona. Tomasz miał ochotę uciec jak najdalej.

Nagle odkrył, że wiele z jego koleżanek straciło nim zainteresowanie.

Po co im żonaty facet?

Nikomu o Małgorzacie nie opowiadał przecież wykształcenia nie ma, wiejska dziewczyna.

Co z nią zrobię, jak syn podrośnie? Na kasę do Biedronki ją dać? Reputacja rodziny pójdzie na dno! No ale alimenty, pewnie wyszłyby taniej.

Miał stałą kochankę, Katarzynę, kobietę z własnym mieszkaniem, kasy miała jak lodu. O dzieciach nawet nie chciała słyszeć. Tomasz uwielbiał z nią się odstresować wyjeżdżali, pili wino, śmiali się.

Kasia, wiesz jak mnie to rodzinne zamieszanie dobija? Żona z wioski, dziecko wrzeszczy, a jak tu się z nią pokazać, skoro poza krowami i trawą nic nie widziała?

Małgorzata zaczęła czuć, że wymarzone rodzinne szczęście z Tomaszem zaczyna pękać jak tania parasolka na wietrze. Domyślała się, że ma inną, a ślady szminki i cudze perfumy to już szczyt bezczelności. Tomasz coraz bardziej nerwowy, nie zwracał uwagi na syna, krzyczał na nią, a nawet potrafił podnieść rękę.

Dzwoniła z płaczem do matki:

Nikt ci nie kazał wychodzić za Tomasza. Sama sobie wybrałaś, to miej teraz powiedziała matka. Jak się najesz tej kaszy, to wracaj do domu, ale już z głową na karku i bez płaczu.

Małgorzata była załamana. Zajrzała mężowi w nocy do telefonu, gdy spał tam takie wiadomości z Katarzyną, że zaniemówiła. Z żalem poskarżyła się teściowej, ale ta tylko ostrzegła:

Jak pomyślisz o rozwodzie, pamiętaj mamy kontakty, odebranie ci synka to drobnostka. Tomasz jest ojcem, a ja nie pozwolę, żeby wnuk trafił na wieś lub pod most. Zastanów się, ile możesz mu dać bez szkoły, bez pracy, bez pieniędzy.

Synek gorączkował, zęby mu wychodziły, Tomasz miał dość krzyku dziecka, a Katarzyna pisała: Daj im coś na sen, to szybciej odpoczniesz, to co ci dałam.

Podczas kąpieli Tomasza w łazience, Małgorzata przeczytała SMS-a i wpadła w panikę:

A jeśli naprawdę nas czymś uśpi i skrzywdzi?

Szybko zadzwoniła do Janka.

Przyjadę po ciebie i zabiorę do siebie odpowiedział Jan.

Jego rodzina grozi zabieraniem dziecka…

Nie słuchaj ich, tylko cię straszą. Spokojnie połóż spać synka, ty też się połóż, niech Tomasz wyjdzie z domu, ja będę obok, zadzwoń.

Małgorzata uśpiła malucha, położyła się obok niego i udawała, że śpi. Gdy mąż upewnił się, że dom cichnie, wyszedł do Katarzyny. Szybko spakowała trochę rzeczy, zadzwoniła do Janka zjawił się błyskawicznie. Odwiózł ją z synkiem do swojego domu na wsi.

Tomasz wrócił wieczorem następnego dnia i zastał pusty dom. Zadzwonił do rodziców.

Nie, synu, Małgorzaty u nas nie było. Uciekła? Zadzwonię na policję! matka już szukała telefonu.

Mamo, nie dzwoń. Jest mi wszystko jedno, niech żyje jak chce, byle nie wracała namawiał długo, aż się uspokoiła.

Minął czas. Jan i Małgorzata pobrali się po jej rozwodzie. Zamieszkali w dużym domu, a niedługo potem spodziewali się drugiego dziecka. I wreszcie Małgorzata zrozumiała, że szczęście ma na imię Jan.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + jeden =

Janek i Marysia Janek nigdy nie chciał opuszczać swojej rodzinnej wsi i przenosić się do miasta. Uw…