Janek co roku, nie zrywając z tradycją, kupował goździki. Kiedy zapytano go, skąd wzięła się ta tradycja, opowiedział swoją historię

Dzisiejszy dzień był dla Jana wyjątkowy. Dzisiaj z żoną obchodzili piątą rocznicę ślubu. Pracował w małym męskim zespole i wszyscy faceci już dość dobrze się tutaj znali. Wszyscy, poza Janem, ponieważ on dołączył do nich stosunkowo niedawno. Dzisiaj więc koledzy męczyli go o to, aby opowiedział historię tradycji z goździkami. Janek na początku się krępował i nie chciał o tym mówić, ale potem ostatecznie się zgodził. 

Janek urodził się na wsi i jak większość jej mieszkańców robił wszystko, aby się z niej wynieść do miasta, bo na wsi nie miał żadnych perspektyw. Od dzieciństwa marzył o tym, żeby zostać prawnikiem. Wyobraźnia ukazywała mu świetlaną przyszłość i widział w sobie świetnego specjalistę, który będzie w niedługiej przyszłości odnosił same sukcesy. Niestety, nie wszystko poszło zgodnie z planem – maturę napisał słabo przez stres i nie dostał się na swój wypragniony kierunek. 

Rodzice mówili, żeby póki co wrócił na wieś, albo poszedł na inne, może mniej prestiżowe studia, ale on nie zamierzał się poddawać. Dostał pracę w kwiaciarni. Pracował w niej ciężko przez dwa dni w tygodniu, a przez resztę tygodnia codziennie się uczył. Pewnego dnia do kwiaciarni przyszła piękna, zgrabną kobietę w policyjnym mundurze. Kobieta zatrzymała się w zamyśleniu i spojrzała na kwiaty kątem oka przez okno, a potem spojrzała na Janka. Po dwudziestu minutach zmęczyła się wpatrywaniem kobiety, więc on zapytał ją po prostu, czy może jej w czymś pomóc, bo skoro tutaj ciągle jest to najwidoczniej potrzebuje tej pomocy.

– Potrzebuje Pani kwiatów? 

– Tak, ale nie jestem pewna, czy mam wystarczająco dużo pieniędzy. Zapanowała niezręczna cisza, a potem Ola zaprosiła go do sklepu.

Okazało się, że jest tutaj tylko na krótko – przyjechała na święta ze szkoły policyjnej i bardzo chciała zobaczyć swojego chłopaka, który mieszka w pobliżu. To, że miała już chłopaka wcale nie przeszkadzało jej w tym, by zalotnie spogladać na Janka. 

Na pierwszy rzut oka z jakiegoś nieznanego powodu dziewczyna wywarł na Janku bardzo silne wrażenie. 

– To jakie kwiaty chce Pani kupić? 

Kobieta pokazała goździki. Janek wyciągnął trzy kwiaty, pięknie obwinął niebieską wstążką i wręczył kobiecie, odmawiając wzięcia pieniędzy. Z zakłopotaniem przyjęła bukiet. Janek w zamyśleniu odprowadził ją wzrokiem. Był bardzo zaskoczony, kiedy po niespełna dwudziestu minutach dziewczyna przybiegła do kwiaciarni z powrotem i to jemu wręczyła kwiaty, a nie mamie swojego narzeczonego. Jak na tamte czasy to był bardzo odważny gest! Potem pospiesznie odeszła w znaną tylko sobie stronę. 

 – To dla Ciebie! – I pospiesznie odeszła. Przez trzy dni Janek nie mógł wyrzucić tej pięknej kobiety z głowy. Zastanawiał się, co jest z nim nie tak, chociaż głęboko w sercu marzył, by znów ją spotkać na swojej drodze. 

Nieświadomie i nieustannie szukała jej wśród przechodniów. Potem zdecydował się na desperacki krok. Wystawił wszystkie wazony z kwiatami przed sklepem, zostawił tylko jeden z trzema goździkami. Było to bardzo ryzykowne, bo mógł się do niego przyczepić szef, ale jego to wcale nie obchodziło. Plan jednak zadziałał. Pięć dni później, kiedy Janek był już w ostatniej fazie desperacji, jego ukochana odnalazł się w pobliżu wazonu z trzema goździkami. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, wszystko się ułożyło, słowa były zbędne. Po zakończeniu historii Janek wypił kawę. Grzesiek siedział nieruchomo, a jego twarz wyraźnie zbladła. 

– Przyszła z trzema goździkami dla mamy, ale ja już wtedy miałem inną… – wyszeptał Grzesiek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście + jeden =

Janek co roku, nie zrywając z tradycją, kupował goździki. Kiedy zapytano go, skąd wzięła się ta tradycja, opowiedział swoją historię