„Jakie to ma znaczenie, kto opiekował się babcią! Mieszkanie zgodnie z prawem należy się mnie!” – kł…

Jakie znaczenie może mieć to, kto doglądał babci! Mieszkanie zgodnie z przepisami powinno przypaść mnie! wrzeszczy na mnie moja matka, świdrując mnie spojrzeniem.

Moja własna matka grozi mi sprawą w sądzie. Dlaczego? Bo spadek po babci nie trafił do niej, ani nawet do mnie, tylko do mojej córki. Uważa to za straszliwe naruszenie sprawiedliwości. Jest przekonana, że mieszkanie po babci należy jej się jak psu buda. Ale babcia zdecydowała inaczej. Dlaczego? Chyba dlatego, że przez pięć lat wspólnie z mężem opiekowaliśmy się staruszką i dzieliliśmy mieszkanie na Zwierzyńcu.

O mojej matce można by napisać powieść zatytułowaną Egoistka. Przez całe życie najważniejsza była ona sama, jej zachcianki, jej cele, jej przyjemności. Mama była trzykrotnie zamężna, ale z tego wyszły tylko dwie córki: ja i młodsza siostra. My z siostrą trzymałyśmy się zawsze blisko, bo z matką sprawa miała się jak z tłuczoną porcelaną nigdy nie wiesz, kiedy się roztrzaska.

Ojca nie pamiętam. Opuścił nas, gdy miałam zaledwie dwa lata i zostawił po sobie tylko mglisty zapach taniego wody kolońskiej Karol. Potem przez cztery lata mieszkałam z mamą u babci. Dziwne, wtedy babcia wydawała mi się ponura jak listopadowy zmrok, być może przez to, że moja matka ciągle płakała i szeptała do kubka herbaty gorące żale do losu. Dopiero wiele lat później, gdy oklepałam się na własnych błędach, dostrzegłam, że babcia była po prostu dobra chciała wyciągnąć swoją córkę z bagna.

Mama po raz drugi wyszła za mąż ślub w zapuszczonym USC na Pradze i zaraz potem zamieszkałyśmy z ojczymem. Urodziła się moja siostra, Helena. Siedem lat tego małżeństwa trwało, aż nagle roztrzaskało się jak szkło. Tym razem babcia została poza nawiasem. Ojczym, który wyjechał do pracy do Norwegii, pozwolił nam chwilowo korzystać z kawalerki na Woli. Po trzech latach matka znów staje na ślubnym kobiercu, nowy mąż, nowe gniazdo blok z wielkiej płyty na Ursynowie.

Ten nowy mąż patrzył na nas, jakbyśmy były pyłem w promieniach słońca. Nie krzywdził, ale też nie przejmował się czymkolwiek poza swoim akwarium i zbieraniem znaczków. Matka była zapatrzona w niego jak sroka w lusterko. Zazdrość, awantury, trzaskanie talerzami comiesięczny rytuał. Raz na miesiąc matka pakowała torbę skórzaną i już, już miała odejść, ale zawsze wracała, bo miała dla kogo. Ja i siostra przestałyśmy nawet reagować. Wzięłam na siebie wychowanie Heleny. Matka nie miała na nas czasu, emocji, ani cierpliwości. Dobrze, że były babcie. Gdy miałam osiemnaście lat, przeprowadziłam się do akademika Politechniki. Siostra zamieszkała u babci Aurelii. Nasz ojciec zjawiał się czasem, jak cień. Matka dzwoniła głównie przed Wigilią.

Zdałam sobie sprawę, że matka taka po prostu jest i taka pozostanie oziębła, skupiona na sobie. Przywykłam. Helena nie mogła tego zaakceptować. Najbardziej bolało ją, gdy matka nie zjawiła się na jej balu maturalnym.

Dorosłyśmy. Helena wyszła za mąż za Piotra, zamieszkali w Łodzi. Ja od dawna byłam z Pawłem nie spieszyliśmy się ze ślubem. Żyliśmy razem w wynajętej kawalerce pod Mokotowem. Odwiedzałam regularnie babcię Aurelię, z którą byłam naprawdę blisko. Jednak starałam się nie być dla niej ciężarem.

Pewnego dnia babcia zachorowała. Trafiła do szpitala Bielańskiego. Lekarka z siwym warkoczem rzekła mi, że babcia potrzebuje codziennej opieki. Zaczęłam więc codziennie tam przychodzić nosiłam zakupy, gotowałam zupę pomidorową, wycierałam kurze, czytałam jej W pustyni i w puszczy, pilnowałam, by przyjmowała tabletki na czas. Czasem przyprowadzałam ze sobą Pawła on naprawiał cieknący kran, porządkował balkon.

Po paru miesiącach babcia zaproponowała, byśmy się do niej wprowadzili moglibyśmy wtedy oszczędzić na własne mieszkanie i nie płacić fortuny za wynajem. Zgodziliśmy się od razu. Babcia polubiła Pawła, cieszyła się na nasz widok. Zamieszkaliśmy razem. Pół roku później byłam już w ciąży. Zdecydowaliśmy się zatrzymać dziecko. Babcia promieniała na wieść, że będzie miała prawnuczkę. Wzięliśmy cichy ślub w urzędzie, potem kawa i sernik ze śmietaną w klubie na Żoliborzu. Moja matka nie tylko nie przyszła nie zadzwoniła nawet z gratulacjami.

Gdy córeczka, którą nazwaliśmy Bogumiła, miała dwa miesiące, babcia przewróciła się i złamała nogę. Było mi potwornie trudno na zmianę karmiłam dziecko i zmieniałam opatrunki babci. Raz zadzwoniłam do matki, poprosiłam o pomoc. Odmówiła. Mówiła, że ją łapie grypa i może przyjdzie potem. Nigdy nie przyszła.

Sześć miesięcy później babcia dostała wylewu. Stała się zupełnie bezradna. Opieka nad nią wymagała ode mnie wszystkiego, nie wiem, co bym zrobiła bez Pawła. Z czasem babcia odzyskała mowę i częściowo sprawność. Przez kolejne dwa i pół roku jeszcze żyła, mogła widzieć, jak Bogumiła zaczyna biegać po mieszkaniu i rozwija się jak pączek róży. Babcia odeszła spokojnie, we śnie, w kwietniową noc. Dla mnie i Pawła jej śmierć była ciosem. Bardzo się z nią zżyliśmy i tęsknimy codziennie.

Matka pojawiła się tylko na pogrzebie, wypłakała się na otartym rękawie płaszcza, a miesiąc później wróciła, żeby mnie wyrzucić z mieszkania i przejąć je dla siebie. Była przekonana, że to ona ma do niego prawo. Ale nie wiedziała, że babcia już po narodzinach Bogumiły przepisała mieszkanie właśnie jej. Matka dostała wielkie nic.

Oczywiście była wściekła jak osa. Krzyczała, żebym oddała jej mieszkanie, bo w przeciwnym razie pójdzie do sądu.

Patrzcie, jaka sprytna! Oszukałaś własną babcię, uwiodłaś mieszkaniem, a teraz się w nim panoszysz! Nie myśl, że tak łatwo to ujdzie ci na sucho! Nieważne, kto opiekował się babcią! To mieszkanie jest moje!

Matka nie dostanie nic. Jestem pewna, bo skonsultowałam wszystko u notariusza i prawnika. Zostajemy w mieszkaniu, które dała nam babcia Aurelia. A jeśli drugie dziecko urodzi się dziewczynka, na pewno nadamy jej po babci. Może wtedy i ona spocznie spokojnie, wiedząc, że pamięć o niej trwa w naszej rodzinie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 4 =

„Jakie to ma znaczenie, kto opiekował się babcią! Mieszkanie zgodnie z prawem należy się mnie!” – kł…