Jakie to ma znaczenie, kto opiekował się babcią! Mieszkanie należy prawnie do mnie! – kłóci się ze m…

Słuchaj, wiem, że to brzmi jak jakaś rodzinna dramka, ale muszę Ci to opowiedzieć. Moja mama, Ania, wciąż krzyczy, że to ona ma prawo do mieszkania po babci. Mieszkanie należy do mnie! walczy się z moją mamą, a ja się pośrodku.

Właściwie cała ta kłótnia wzięła się od tego, że mieszkanie po mojej babci Halinie nie należy do niej, ani do mnie, tylko do mojej córki. Ania uważa, że to niesprawiedliwe, bo myśli, że babcia powinna je zostawić jej. Ale Halina postanowiła inaczej, najpewniej dlatego, że ja i mój mąż, Piotr, przez pięć lat mieszkaliśmy pod jej dachem i opiekowaliśmy się nią.

Moja mama to typowa egoistka jej własne wygody zawsze były ważniejsze niż potrzeby innych. Była trzy razy zamężna, ale ma tylko dwoje dzieci: mnie i moją młodszą siostrę Kasię. Z Kasią świetnie się dogadujemy, ale z mamą już nie tak bardzo.

Ojca pamiętam ledwo. Tomasz rozwiódł się z Anną, kiedy miałam dwa lata. Do szóstego roku mieszkałam z mamą u babci. Bałam się tam trochę, bo Ania płakała non stop, a ja nie rozumiałam, dlaczego. Dopiero kiedy dorosłam, zobaczyłam, że Halina była naprawdę dobra. Chciała tylko, żeby jej córka stała się samodzielna.

Po rozwodzie mamy po raz drugi wzięła ślub i zamieszkała z moim ojczymem. Wtedy urodziła się Kasia. Mama mieszkała z nim siedem lat, po czym znów się rozdzieliła. Tym razem nie wróciliśmy do babci. Ojczym wziął nas pod swój dach, a po trzech latach poślubił jeszcze kogoś innego i przeprowadziliśmy się do nowego męża.

Nowy pan nie był zachwycony, że ma już dzieci, ale nigdy nie robił nam krzywdy po prostu nas ignorował. Mama też się nie przejmowała, była zawzięta w nowym związku, ciągle zazdrościła mu i robiła sceny, przewracając talerze.

Raz w miesiącu Ania pakowała się do wyjazdu, ale ojczym zawsze ją powstrzymywał. Kasia i ja przyzwyczailiśmy się i przestaliśmy na to zwracać uwagę. Musiałam przejąć opiekę nad Kasią, bo mama nie miała czasu. Na szczęście mieliśmy babcie, które mocno nas wspierały. Potem wstawiłam się do akademika, a Kasia zamieszkała u Haliny. Ojczym pomagał, a mama dzwoniła tylko w wakacje.

Z czasem przyzwyczaiłam się do tego, że mama nie dba o nas. Kasia jednak nie mogła tego znieść zawsze brała się do serca, zwłaszcza kiedy mama nie przyjechała na jej studniówkę.

Dorosłyśmy. Kasia wyszła za mąż i przeprowadziła się do Poznania. Ja i mój chłopak, Marek, nie spieszyliśmy się z weselem, mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu w Krakowie. Często odwiedzałam Halinę była dla mnie jak druga rodzina. Kiedy zachorowała, trafiła do szpitala. Powiedziano nam, że potrzebuje stałej opieki, więc codziennie ją odwiedzałam, przynosząc zakupy, gotując, sprzątałam i pilnowałam, żeby brała leki na czas. To trwało sześć miesięcy, czasem z Markiem, który pomagał przy drobnych naprawach.

Halina wpadła na pomysł, żebyśmy wprowadzili się do niej, żeby zaoszczędzić na własne mieszkanie. Zgodziłyśmy się od razu babcia i ja miałam świetny kontakt, a Marek ją lubił. Wprowadziliśmy się i po pół roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Postanowiłyśmy zatrzymać dziecko, co wywołało u babci ogromną radość. Wzięliśmy ślub, pojechaliśmy na małe przyjęcie do kawiarni u krewnych, a mama nie pojawiła się, nawet nie zadzwoniła z gratulacjami.

Kiedy nasza córeczka Zosia skończyła dwa miesiące, Halina poślizgnęła się i złamała nogę. Musiałam jednocześnie opiekować się babcią i małym dzieckiem, więc zadzwoniłam do mamy, prosząc o pomoc. Odrzuciła powiedziała, że nie ma siły i przyjdzie później. Obietnica nigdy nie została spełniona.

Sześć miesięcy później babcia przeszła udar. Leżała w łóżku, a ja nie radziłam sobie sama. Gdyby nie Marek, nie wiem, jak bym przetrwała. Dzięki opiece powoli wróciła do samodzielności zaczęła mówić, chodzić, jeść. Przeżyła jeszcze dwa i pół roku, widząc, jak Zosia pierwsze kroki stawia. Zmarła spokojnie we śnie. To był dla nas ogromny cios, bo naprawdę ją kochałyśmy i bardzo tęsknimy.

Mamo przyszła jedynie na pogrzeb. Miesiąc po tym próbowała wyprzeć nas z mieszkania, pewna, że ma do niego prawo. Nie wiedziała, że Halina w testamencie po urodzeniu Zosi zapisała je nam. Dlatego Ania nic nie dostała.

Ona się wścieka, żąda, żebym oddała jej mieszkanie pod groźbą pozwu. Kto się opiekował babcią, temu nie przysługuje nic! krzyczy. Ale ja mam notariusza i prawnika, więc zostaniemy w tym lokalu, który babcia nam podarowała. A nasze drugie dziecko, jeśli będzie dziewczynką, nazwę na cześć Haliny.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + czternaście =

Jakie to ma znaczenie, kto opiekował się babcią! Mieszkanie należy prawnie do mnie! – kłóci się ze m…