Ujarzmić męża. Opowiadanie
Dziękuję serdecznie za każde wsparcie, polubienia, zaangażowanie i komentarze pod opowiadaniami, za subskrypcję oraz OGROMNE dzięki od nas i mojej piątki kociaków za każdą wpłatę to naprawdę wiele znaczy!
Jeśli spodobała Ci się historia, udostępnij ją w mediach społecznościowych to dla autora ogromna radość!
Po powrocie ze szpitala Mariola czuła się już lepiej i planowała od rana wrócić do swoich zwykłych zajęć.
Jednak po przebudzeniu ogarnął ją niespodziewany wewnętrzny bunt.
Jej mąż, Andrzej, już rozgrzewał stawy.
Z natury sportowiec, nawet na emeryturze nie zrezygnował z codziennych rytuałów. Każde ranko rozpoczynał od zestawu ćwiczeń na stawy.
Mariola natomiast zwykle pędziła sprawdzić kocią kuwetę swojej ulubienicy, Pusi.
Potem karmiła ukochaną kotkę Pusię i wiernego psiaka Korka, sprzątała ślady nocnych „rajz” czworonogów w przedpokoju i kuchni. A potem jak najszybciej wyprowadzała Korka na poranny spacer.
Po południu i wieczorem spacerowali już razem z Andrzejem, ciesząc się spokojem parku. Jednak rano, kiedy mąż dbał o zdrowie, Mariola musiała załatwić mnóstwo spraw sama.
Wracając z wybiegu, szykowała ich codzienne proste śniadanie twarożek z miodem i suszonymi owocami albo serniczki smażone na patelni, na zmianę z jajecznicą lub gotowanymi jajkami.
Mariola uznawała ten poranny zamęt za swoją prywatną gimnastykę, choć w szpitalu lekarze przekonywali ją, że żadne domowe krzątanie nie zastąpi prawdziwych ćwiczeń.
Andrzej, gdy już skończył poranne rozciąganie, ścielił łóżko, czasem narzekając, że to „nie na męską głowę”, a cała domowa robota spada na jego barki. Dwa razy w tygodniu prał rzeczy w pralce, odkurzał podłogi, czasami wytykając Marioli, że znowu „nic nie zrobiła porządnie”.
Na koniec zmywał po śniadaniu, uważając, że to jego maksimum pomocy żonie.
Po śniadaniu Mariola szykowała obiad, potem siadała do komputera.
Była już na emeryturze, ale czasem dorabiała, by nie musieć liczyć złotówek.
Andrzej natomiast wyśmiewał jej dorywcze prace, a za jej chęć kupowania nowych rzeczy ganił za „wyrzucanie pieniędzy”. Przecież „pełne szafy mają!”
Mariola zwykle ustępowała nie była przywiązana do ubrań i cieszyło ją, gdy Andrzej chwalił, że wygląda lepiej niż rówieśniczki. Nie protestowała też, gdy mąż sprawiał sobie trzecią już wkrętarkę lub inne sprzęty za jej „śmieszne zarobki”.
Ale nagła choroba wszystko w niej odmieniła aż się siebie samej przestraszyła…
Do szpitala trafiła karetką, po omdleniu pod sklepem.
Lekarze nie mogli uwierzyć, że w takim stanie jeszcze sama chodziła, widząc jej fatalne wyniki morfologii.
Nawet Andrzej się przeraził, kiedy zobaczył bladą żonę pod kroplówką, czekającą na transfuzję, i ledwo radził sobie z domowymi obowiązkami. Dopiero wtedy dostrzegł, ile rzeczy trzeba ogarnąć.
Czekał niecierpliwie na powrót ukochanej do domu. Bo naprawdę Mariolę bardzo kochał i troszczył się o nią…
Pierwsze dni po powrocie faktycznie Mariola spędziła w łóżku zgodnie z zaleceniami lekarzy. Andrzej zaglądał do niej co chwilę.
No i jak, Mariolko, już lepiej? Jeszcze nie całkiem? No ale przynajmniej nie jesteś taka blada jak wtedy.
Śmiał się:
Nie wyleguj się za długo, bo rozleniwisz się zupełnie. Najwyższa pora wrócić do normalnego życia…
Mariola zgadzała się tylko częściowo. Dzisiaj, gdy się obudziła, nie miała ochoty wpaść z powrotem w wir roboty.
Patrzyła jak Andrzej z zaciętą miną robi ćwiczenia, oczekując, że i ona zabierze się za „swoje” obowiązki.
I po raz pierwszy od dawna ujrzała w nim nie kochającego męża, lecz człowieka, który sam tego nie dostrzegając znowu chce na nią zrzucić nadmiar odpowiedzialności.
Wewnątrz czuła istny bunt.
Przypomniały jej się słowa lekarki:
„Pani nie myśli o sobie, do tego przyzwyczaiła pani męża. Jemu wydaje się, że wszystko przychodzi pani z łatwością i nigdy się pani nie męczy. A przecież uśmiecha się pani, nie narzeka… I aż do nas przyjechała pani karetką z niedokrwistością, wyniki trzy razy gorsze niż norma pani chce w ogóle żyć?”
Jeszcze w szpitalu podłączyli ją pod kroplówki, potem kilka razy miała transfuzję, aż wreszcie wyniki się poprawiły.
To było jej pierwsze w życiu przetaczanie krwi. Mariola patrzyła wtedy na przejrzystą rurkę i myślała:
Niesamowite. Krew pięciu zupełnie obcych ludzi uratowała mi życie. Teraz niosę w sobie coś obcego… Czy to „coś” mnie zmieni?
I wygląda, że te myśli nie były przypadkowe.
Gdy wróciła do domu, Mariola ze zdziwieniem poczuła, że nie ma już ochoty ulegać mężowi po staremu.
Tak, kochała Andrzeja i on ją też choć gderał, wiele robił, czego inni panowie nawet nie dotkną. Ale zawsze własne zasługi wyolbrzymiał, a jej bagatelizował.
Dawniej Mariola przymykała na to oko, bo była dobra z natury. Teraz jednak poczuła wyraźną odmianę.
Chciała bardziej zająć się sobą, starymi pasjami. Może znowu zagra na pianinie, które kurzyło się w kącie, a może odnajdzie nowe zajęcia jeszcze nie wiedziała jakie.
Wstała i dołączyła do ćwiczeń obok Andrzeja. Zdziwiony powiedział:
Co ci tam zrobili, że tak nagle chcesz się za siebie brać, Mariolka? I tak świetnie wyglądasz! Lepiej idź kota i psa nakarm, śniadanie zrób, głodny jestem.
Lekarka mi kazała odpowiedziała stanowczo, niespodziewanie nawet dla siebie. Powiedziała, że inaczej długo nie pociągnę. Chciałbyś zostać wdowcem?
Patrzyła, jak mąż zbaraniał na tę szczerość. Usłyszała w głowie przykazanie: czas przejąć stery.
Bez narzekania Andrzej się zgodził, gdy zarządziła:
Nakarmię teraz Pusię i Korka, a ty idziesz z psiakiem na dwór. W tym czasie zrobię śniadanie raz dwa pójdzie.
Zdziwiona była, jak łatwo poszło. Czuła jednocześnie jakby pięć nowych sił wewnątrz niej rosło i podpowiadało, że ma prawo kupić sobie coś w sklepie za własne pieniądze, zacząć ćwiczyć, grać muzykę.
W liczeniu naliczyła tych nowych postanowień właśnie pięć… i przeszedł ją dreszcz.
Rzeczywiście, miała pięć transfuzji, od pięciu ludzi. Ta ich siła i odwaga do działania gdzieś jej się przytrafiła! Mówią, że po przeszczepie serca czasem przejmuje się czyjeś nawyki, zainteresowania, nawet talenty. Wielu ludzi po ciężkiej chorobie nagle odnajduje w sobie coś, czego wcześniej nie mieli.
Gdy teraz patrzyła na Andrzeja, już nie było w jej oczach uległości. Była za to pewność rodząca się z lekarskich słów i nowej, wyczuwalnej energii.
Widział, że świat Andrzeja, w którym Mariola zawsze była „grzeczna, cicha, wygodnie posłuszna”, zaczyna się walić.
Wiesz co, Andrzej mówiła bez dawnego lęku o jego reakcję chyba już wiem, dlaczego zawsze ci się wydawało, że nic nie robię. Po prostu nie widziałeś, jak się staram, jak się męczę, jak robię wszystko, by ci było dobrze.
Ale teraz to zauważysz. Nie zdziw się, jak wyrzucę stare sukienki i płaszcze, bo kupię nowe. I będę grać na pianinie! Zawsze żartowałeś, że po tylu latach umiem tylko „Marsz żałobny” i „Sto lat”? No to słuchaj…
Otworzyła klapę pianina, położyła palce na klawiszach i niespodziewanie odegrała coś pięknego, dawno niegranego, aż aż ścisnęło w sercu.
Andrzej wpatrywał się w żonę z zachwytem, po czym wyszeptał:
Mariolka, jak ty to zrobiłaś? Ty się zmieniłaś!
Na jego twarzy malowało się zdumienie, nawet lekki lęk.
Przyzwyczaił się do jednej Marioli przed nim stała nowa. Silniejsza, pewniejsza siebie. Ta zmiana była tak ogromna, że aż trudna do ogarnięcia.
Mariola uśmiechała się zupełnie inaczej niż dawniej ciepło, ale bez przepraszania, pełna energii i nadziei. Czuła, jak w środku rozpala się pięć nowych iskier życia. Ten ogień miał sprawić, że nie tylko przeżyje, ale zacznie naprawdę żyć.
Żyć pełnią, z miejscem dla siebie i własnych potrzeb. Może nawet z nową, zdrowszą miłością do męża taką opartą na wzajemnym szacunku, nie na poświęceniu.
Nie wiedziała, kim byli ci dawcy. Ale musieli być silni i twórczy. Ocalili jej życie i sprawili, że jej życie znów nabrało kolorów.
Andrzej patrzył na swoją Mariolę z podziwem.
Mówią, by nie pytać, po co to wszystko: choroby, burze losu. Lepiej zrozumieć, że czasem dostajemy drugą szansę by dostrzec, jak cudowne jest życie.
Nieważne czy to wiosna, zima, plucha czy mróz. Każdy dzień jest cudem: niebo, pierwszy i ostatni promyk słońca, i uśmiechy bliskich, i ich wsparcie, i to, że jesteśmy po prostu ludźmi…
A jeśli kochający mąż zaczyna narzekać i gderać, czasem trzeba go postawić do pionu może przypomni sobie wtedy, że przecież jest mężczyzną…
Dopóki możemy żyjmy pełnią, doceniajmy wszystko, co mamy. Tylko tak warto żyć.



