– Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna? – nie wytrzymała przyszła teściowa – Po…

Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna? nie wytrzymała przyszła teściowa.

Po pierwsze, nie wykręcam się od Krzysia. Chcę tylko przypomnieć, że w tym domu to ja po pracy, jak porządna żona i matka, zaczynam drugą zmianę przy garach, praniu i sprzątaniu. Pomóc mogę, doradzić również, ale przejmowania całej odpowiedzialności rodzicielskiej nie planuję.

Co to ma być, nie zamierzasz? Czyli taka jesteś, fałszywa?

No właśnie, Haniu. Kto pracuje za darmo, kiedy nie ma z tego żadnego pożytku? jak można się było spodziewać, podczas spotkania klasowego Beata znów nie omieszkała publicznie kogoś oceniać.

Tyle że od dawnych czasów, kiedy Hania nie miała riposty, minęło już trochę lat. Dziś nie dała sobie w kaszę dmuchać i wykorzystała okazję, żeby uciszyć Beatę.

To, że ty musisz szukać grosza na boku, nie znaczy, że wszyscy mają te same problemy wzruszyła ramionami. Po moim ojcu dostałam dwa mieszkania w Warszawie.

Jedno nasze, gdzie mieszkaliśmy przed rozwodem rodziców, drugie po dziadkach najpierw dla taty, potem dla mnie.

Ceny wynajmu w stolicy nie mają sobie równych starcza mi i na życie, i na zachcianki, także nie muszę brać pierwszej lepszej pracy.

To dlatego z lekarza zrobiłaś się sprzedawczynią?

W zasadzie miałam trzymać to w tajemnicy. Ale jeśli Beata serio chciała to ukryć, powinna uważać, co mówi zwłaszcza nazywając mnie publicznie głupią.

Naprawdę sądziła, że nie zareaguję? Jeśli tak, to głupia tu nie jestem ja.

Sprzedawczyni, naprawdę?

Przecież obiecałaś milczeć! wybiegła urażona Beata, łapiąc za torebkę i wybiegła z restauracji, maskując łzy.

Dobrze jej tak skomentował Paweł po chwili ciszy.

Dokładnie. Ile można jej słuchać? Kto ją w ogóle zaprosił? dopytywała Kasia.

To ja, zbierałam wszystkich przeprosiła nieco skruszona dawna przewodnicząca klasy, dziś organizatorka, Agnieszka. Beata w szkole była trudna, ale przecież ludzie się zmieniają. Chyba. Niektórzy.

Ale nie zawsze wzruszyła ramionami Hania.

Wszyscy się roześmiali. Po chwili to Hanię zaczęto wypytywać o jej pracę.

To była raczej ciekawość niż kpina. Mało kto zna się na tej branży (i rzadko kto chciałby się przekonać na własnej skórze), więc zawód obrósł mitami.

Obalała je potem kolejno, odpowiadając na pytania znajomych ze szkolnej ławki.

Po co w ogóle ich leczyć, skoro nie ma sensu? zapytał któryś z byłych kolegów.

A kto powiedział, że nie ma? Zobacz, mam podopiecznego, pięciolatek. Poród był trudny, wystąpiła niedotlenienie, no i teraz chłopiec ma opóźnienie rozwoju. Ale rokowania świetne mówił dopiero po trzecich urodzinach, teraz rodzice zawożą go do logopedy i neurologa.

Jest szansa, że chłopiec pójdzie do zwykłej klasy, a później nie będzie miał problemów w życiu. Ale gdyby nie był rehabilitowany wszystko mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej.

Rozumiem. Czyli nie musisz gonić za złotówką i robisz coś dla innych podsumował Artur.

Rozmowa popłynęła w kierunku rodzinnych historii innych kolegów.

Wtedy Hania poczuła, jakby ktoś na nią patrzył. Ulotne uczucie, które zrzuciła na karb przewrażliwienia. Rozejrzała się, ale nikogo podejrzanego nie dostrzegła. Porzuciła to uczucie i zanurzyła się z powrotem w rozmowy.

Tydzień po spotkaniu klasowym, wczesnym rankiem Hania schodziła na parking pod blokiem i zobaczyła, że jej samochód został zastawiony.

Zadzwoniła pod numer wywieszony za szybą. Usłyszała kaskadę przeprosin i zapewnienie, że zaraz ktoś zejdzie i przestawi auto.

Bardzo przepraszam! uśmiechnął się młody mężczyzna, niemal kłaniając się w pas. Przyjechałem na chwilę, a tu nie było gdzie stanąć. Jestem Maksymilian.

Hania przedstawiła się. Było w Maksie coś ujmującego.

Sposób bycia, garnitur, perfumy wszystko wzbudziło w niej sympatię i chętnie zgodziła się na wspólne wyjście.

Potem było kolejne spotkanie. A po trzech miesiącach nie wyobrażała sobie bez niego życia.

Tym bardziej, że mama Maksa i jego synek z poprzedniego małżeństwa przyjęli Hanię jak domownika.

Chociaż chłopiec miał swoje trudności, Hania dzięki doświadczeniu od razu dogadała się z Krzysiem.

Podpowiedziała Maksowi skuteczne rozwiązania, jak może lepiej porozumieć się z synem i ułatwić mu kontakty z rówieśnikami.

Po roku zamieszkali razem. Hania przeprowadziła się do Maksa i Krzysia.

Swoją kawalerkę wynajęła przez to samo biuro, które prowadziło jej warszawskie mieszkania. A sama, z bagażami, przeniosła się do przyszłego męża.

I właśnie wtedy zaczęły się pierwsze zgrzyty.

Na początku drobiazgi: pomóż proszę ubrać Krzysia albo posiedź chwilę z synem, skoczę do sklepu.

Były to prośby do zniesienia, zwłaszcza że z Krzysiem udawało się Hani dogadać, a i spraw swoich na głowie nie miała wtedy zbyt wiele.

Ale z czasem obowiązków przybywało.

Hania musiała w końcu porozmawiać z Maksem, że Krzyś to przede wszystkim jego odpowiedzialność.

Owszem, chętnie pomoże w miarę możliwości, ale nie zamierza brać na siebie większości troski chłopiec nie jest jej synem, a pracą z dziećmi z wyzwaniami zajmuje się cały dzień.

Maks niby zrozumiał, ale tuż przed ślubem, razem z matką, zaczęli omawiać rehabilitację Krzysia.

A wypowiedzi te skierowane były do Hani jakby oczywiste: ona się będzie tym zajmować po pracy.

Stop, chwileczkę! przerwała stanowczo. Maks, mamy umowę, że sam zajmujesz się swoim synem.

Nie proszę cię o sprzątanie u mojej mamy, o naprawy czy inne rzeczy radzę sobie sama wedle swoich sił i możliwości.

Co ty porównujesz! żachnęła się przyszła teściowa. Matka to matka, dorosła, żyje osobno. A dziecko to co innego.

Myślisz, że po ślubie znów będziesz się wymawiać i tylko udawać, że Krzysia nie widzisz, a my się na to zgodzimy?

Po pierwsze, nie unikam kontaktu z Krzysiem. Pragnę tylko przypomnieć, że po pracy jestem tu i gotuję, piorę, sprzątam. Ale rehabilitacja Krzysia to nie moja sprawa to syn Maksa, a więc on powinien się tym zajmować. Pomóc mogę, doradzić, ale nie zamierzam być pełnoetatową matka dziecka, które nie jest moje.

Ale jak to nie będziesz się zajmować? Czyli dla innych opowiadasz pięknie o pracy, a jak trzeba naprawdę troszczyć się o dziecko, to robisz uniki?

O czym wy mówicie? nie zrozumiała Hania.

Wtedy zorientowała się, że mama Maksa dorabia w restauracji, gdzie odbyło się spotkanie klasowe.

Połączyła fakty.

Czyli zaplanowaliście to wszystko, żeby zrzucić na mnie obowiązek opieki nad chorym dzieckiem?

Myślisz, że naprawdę bym na ciebie spojrzał, gdyby nie Krzyś i twoja praca? nie zapanował nad sobą Maks. Gdyby nie to, nigdy bym się nie zainteresował

Ach, nie zainteresowałbyś się? Trzymaj swoje pierścionki! Hania zdjęła obrączkę i rzuciła nią w byłego narzeczonego.

Jeszcze tego pożałujesz grozili Maks z matką. Porządnemu facetowi nie jest potrzebna szara myszka bez perspektyw, z beznadziejną robotą i bez grosza.

Mam dwa mieszkania w Warszawie, więc pieniądze nie są moim problemem odpaliła Hania.

Patrzyła z satysfakcją, jak im się twarze wydłużają, i poszła pakować rzeczy.

Próbowali się pogodzić. Przyszły przeprosiny, solenne obietnice, że już zawsze będą zajmować się dzieckiem sami, że nigdy więcej takich słów, a cała sytuacja to wynik przepracowania i zmęczenia.

Rzecz jasna, Hania nie była na tyle naiwna, by w to wierzyć. Na pożegnanie tylko żartowała z koleżankami, że Maks wypuścił z rąk myszkę, a to chyba jemu bardziej będzie żal.

Razem ze znajomymi śmiali się potem z tej historii. A Hania wciąż miała nadzieję, że spotka kiedyś kogoś, kto dostrzeże w niej człowieka, nie bankomat czy pielęgniarkę.

Na razie cieszyła się swoją pracą i towarzystwem przyjaciół. A jak się już trochę ogarnie, to może kota przygarnie bo kota da się wychować, a nie wszystkich facetów…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 2 =

– Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna? – nie wytrzymała przyszła teściowa – Po…