– Jak to, nie chcesz przyjąć naszego nazwiska? – wykrzyczała moja teściowa w USC, gdy odmówiłam zmia…

Jak możesz nie chcieć przyjąć jego nazwiska? wrzasnęła moja teściowa w urzędzie stanu cywilnego.

Lucyna nigdy nie marzyła o zamążpójściu. Ale gdy w wieku dziewiętnastu lat zaszła w ciążę z kolegą z technikum, z którym chodziła od trzech lat, nie miała już wielkiego wyboru nie wyobrażała sobie, by jej dziecko wychowywało się bez ojca.

Chociaż Michał był od niej starszy o dwa lata, pod względem odpowiedzialności ciągle tkwił w dzieciństwie i mocno słuchał swojej matki. Jednak nie zamierzał uciekać przed obowiązkiem od razu powiedział, że weźmie ślub i zajmie się maluchem. Zaczęły więc się przygotowania do wesela.

Lucynie wystarczyłby skromny ślub w gronie najbliższych, lecz rodzina stanowczo żądała wielkiej uroczystości, jaką wypada urządzić w szacownej dzielnicy Krakowa. Nie mogła pojąć, czemu miałaby wydawać tyle pieniędzy tylko po to, by goście nacieszyli się zabawą za te złotówki wolałaby kupić rzeczy przydatne dla dziecka. Jednak nikt nie brał jej zdania pod uwagę. To teściowa i jej własna siostra wszystko postanowiły wybrały restaurację, krewnych do zaproszenia i nawet suknię.

Na pierwszą przymiarkę posłały ją wbrew jej woli. Lucyna dobrze wiedziała, że szykuje się dla niej coś pełnego falban, koronek i połyskujących cekinów, bo gustu siostry i teściowej nie można było nazwać trafnym. Kiedy zaprotestowała, oskarżono ją o niewdzięczność i postawiono pod ścianą. Nie miała na to siły przecież miała na głowie maturę, świadectwo dojrzałości i przygotowania na przyjście dziecka.

Na ślub przyszła w prostej, białej sukience, którą kupiła za własne oszczędności w małym sklepie na Kazimierzu. Czuła się w niej sobą. Wtedy zaczęły się prawdziwe emocje.

Żaden z gości nie domyślał się, że Lucyna postanowiła zachować panieńskie nazwisko. O całej sprawie wiedział jedynie Michał i nie miał nic przeciwko. Ale jego matka nie zamierzała tego zaakceptować cała sala zadrżała od jej oburzenia:
Jak możesz nie brać nazwiska męża?!

Lucyna tylko uśmiechnęła się blado i odsunęła. Przed nią jeszcze wesele na rodzinnej wsi Michała pod Nowym Sączem z całym tabunem jego kuzynostwa. Wolała oszczędzać nerwy na jutro. Związek nie przetrwał długo. Michał okazał się kiepskim mężem i raczej mizernym ojcem. Każdy weekend przesiedział przed komputerem, nie zauważając żony i dziecka. Kiedy Lucynie zabrakło cierpliwości, spakowała parę rzeczy i wyjechała.

Teściowa była wściekła, że tak się wszystko potoczyło. Ale Lucyna poczuła ulgę, jakby zrzuciła z ramion ciężki plecak pierwszy raz od dawna odetchnęła swobodnie i poczuła się naprawdę szczęśliwa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 1 =

– Jak to, nie chcesz przyjąć naszego nazwiska? – wykrzyczała moja teściowa w USC, gdy odmówiłam zmia…