Jak teściowa przejęła naszego syna – Dlaczego po ślubie zamienił rodzinny dom na mieszkanie u jej ma…

Jak teściowa syna nam zabrała, czyli polska epopeja rodzinna

Odkąd nasz Franek się ożenił, to jakby zapadł się pod ziemię przestał nas odwiedzać, a jeśli już się pojawi, to tylko na chwilę, bo przecież mama Iwonki znów potrzebuje pomocy!. Serio, czasem się zastanawiam, jak ta kobieta funkcjonowała zanim jej córka wyszła za naszego syna.

Franek z Iwonką są po ślubie już grubo ponad dwa lata. Po weselu zamieszkali osobno, w naszym dwupokojowym mieszkanku na Mokotowie, które z mężem kupiliśmy Frankowi, kiedy poszedł na studia na Politechnice. Synkowi od zawsze starałam się wszystko jak najlepiej przygotować serio, nie miał źle. Już przed ślubem mieszkał na swoim, bo blisko pracy i wygodniej.

Nie powiem, że jakoś szczególnie nie polubiłam Iwonki. Wydawała mi się po prostu trochę niedojrzała jakby własne życie traktowała bardziej jak dziecinny plac zabaw, a nie poważne małżeństwo. Zresztą, nasz Franek to tylko dwa lata więcej miał na karku, ale dojrzałością pokonałby niejednego. Iwonka często się dąsała jak pięciolatka, a humorów to jej mogłaby pozazdrościć niejedna aktorka. Zastanawiałam się, jak mój kochany synek z tą małą dziewczynką przez życie przejdzie.

No ale raz przy kolacji poznałam jej mamę, Zdzisławę. I od razu mi się rozjaśniło, skąd ta cała dziecięca aura u Iwonki. Zdzisława chociaż jest moją rówieśniczką zachowuje się, jakby zatrzymała się gdzieś na poziomie ostatniej klasy podstawówki. Znasz takich ludzi, którzy nawet mając sześćdziesiątkę na karku dalej są jak dzieciaki? Zdzisława bije ich wszystkich na głowę pod względem bezradności. Swoją drogą, na dzień ślubu swojej córki była już po szóstym rozwodzie. Tak, szóstym. To już nawet Kaczyńskiemu nie udało się w polityce tyle razy przegrać.

Do pogawędek z teściową syna nie miałam serca inna galaktyka, inna planeta. W sumie ograniczałyśmy kontakt do „dzień dobry” i „wszystkiego najlepszego!” na weselu.

Ale sygnały ostrzegawcze pojawiły się już przed ślubem. Nasz Franek chodził do Zdzisławy ciągle coś naprawiać: cieknący kran, zwarcie w gniazdku, przewrócona półka regularny serial awarii. Na początku przymrużyłam oko. Sama bym męską rękę doceniła, gdyby mi się kran popsuł, a w domu same baby. Ale po miesiącu zaczęłam się zastanawiać, czy w bloku Zdzisławy nie ma jakiegoś przeklętego ducha psujących domowe sprzęty. Awaria goniła awarię, a Franek tylko wpadał do nas na obiad po drodze do teściowej (albo i nie wpadał).

Potem to już nawet wszystkie święta zaczęli u niej obchodzić. U nas puste talerze, ja, mój ojciec Marian i moja teściowa Aniela, czyli szału nie było.

Kiedy Franek przestał przychodzić na rodzinne imprezy, machnęłam ręką, chociaż serce bolało. Ale kiedy zaczął odprawiać nas, rodziców, z kwitkiem, bo do teściowej trzeba jechać, to już przegięcie.

Kiedy kupiliśmy nową lodówkę (w Promocji! Przecież takową okazję każdy Polak wyczuje na kilometr), poprosiliśmy Franka, by pomógł ją wtaszczyć na czwarte piętro. Najpierw się zgodził, po czym dzwoni: Sorry, nie dam rady, bo muszę wymienić wąż od pralki u mamy Iwonki, bo ponoć cała łazienka pod wodą.

Kiedy mąż zadzwonił z prośbą, usłyszał w tle Iwonkę: Tata, a czemu nie zadzwoniliście po jakąś firmę przeprowadzkową?. Franek łaskawie przyjechał, ale w nastroju wojennym.

Tata, serio, nie mogliście zamówić kogoś za parę złotych? Ja teraz muszę się z tą lodówą szarpać!

I tu mi puściły hamulce. Pytanie: czemu teściowa nie zadzwoni po fachowca? Może u niej tacy nie pracują, może ona żyje w równoległej rzeczywistości? Franek wyjaśnił: Mamo, ona boi się, że ją ktoś naciągnie przecież w internecie aż roi się od oszustów!.

A wtedy mój małżonek nie wytrzymał i rzucił, że może Zdzisława nie zna się na sprzętach AGD, ale owce prowadzić potrafi bo jedną, czyli Franka, to już prowadzi mistrzowsko. Oczywiście nasz syn rzucił kluczami, obraził się śmiertelnie i wyszedł bez słowa. Ja się nie wtrącałam, chociaż uznałam, że mąż miał sporo racji, tylko może delikatniej należało tę żartobliwą uwagę wypowiedzieć… Bo tak, nowi krewni regularnie wciągają Franka do domowych napraw, a nam synkowi drogi do rodzinnego stołu zatarła i nie ma kiedy nas odwiedzić.

Od tej sławnej awantury mija już trzeci tydzień, Franek z ojcem milczą, dumnie czekając, aż ten drugi się złamie. Ja się czuję między młotem a kowadłem, zupełnie jak kartofel w kluskach śląskich niby całość spaja, ale sama nie wie, po co.

Ojciec zarzeka się, że pierwszy ręki nie wyciągnie, a Franek powtarza, że póki nie padną przeprosiny, próg ten przekroczy tylko piekarz z paczką rogalików. Cała sytuacja robi się coraz bardziej żenująca, a najlepiej i najspokojniej czuje się Zdzisława. Bo jak się okazuje, jedna owieczka z polskiej zagrody odnajdzie się wszędzie, jeśli tylko dobrze ją prowadzić!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × cztery =

Jak teściowa przejęła naszego syna – Dlaczego po ślubie zamienił rodzinny dom na mieszkanie u jej ma…