Jak ptak na wabik – Wyjść za mąż raz na zawsze, być wierną ukochanemu do ostatniego tchu i nigdy nie…

JAK PTAK NA WABIKA

Dziewczyny, wychodzić za mąż to sprawa raz na całe życie. Trzeba trwać przy ukochanej osobie do ostatniego tchu. A nie bujać się bez końca po świecie w poszukiwaniu tej drugiej połówki. Tak się człowiek skończy jak nadgryzione jabłko.
Żonaty facet święte tabu. Nawet nie próbujcie z takim wchodzić w relację. Myślicie, poflirtuję i się rozstaniemy? Wpadniecie w otchłań, oboje. A szczęście chytre was ominie szerokim łukiem.

Moi rodzice są razem już pięćdziesiąt lat. Zawsze byli dla mnie wzorem. Postanowiłem odnaleźć swoją drugą połówkę i strzec jej jak oka w głowie tak mówiłem w gronie przyjaciółek, kiedy skończyłem dwadzieścia lat. Taką mądrość wciskała mi do głowy babcia. Jej wierzyłem bez zastrzeżeń.
Koleżanki tylko się uśmiechały:
Nie rozśmieszaj nas, Kasia. Jak się zakochasz w żonatym, zobaczymy, jak z własnej woli odpuścisz…
Tylko nie powiedziałem przyjaciółkom, że mama przed ślubem urodziła moją starszą siostrę niewiadomo od kogo.
To był wstyd na całą wieś. Pięć lat później pojawiłem się ja już w małżeństwie. Ojciec bez pamięci zakochał się w mamie i razem przeszli przez życie, ramię w ramię. Musieliśmy wyjechać z rodzinnej miejscowości. Od dziecka jednak wyznaczałem sobie zasady żadnych dzieci poza małżeństwem, żadnych romansów z żonatymi mężczyznami.

Los napisał swój własny scenariusz…

Między mną a siostrą, Zofią, nigdy nie było zrozumienia. Ciągle myśli, że rodzice mnie bardziej kochają i rozpieszczają niż ją. Zazdrościła mi tego bez końca. Prowadziliśmy z Zofią ciche współzawodnictwo o względy rodziców. Głupie to wszystko było.

Z Leszkiem poznaliśmy się w klubie. Był podchorążym, ja pracowałem jako ratownik medyczny. Zabawa trwała w najlepsze. Od pierwszej chwili zaiskrzyło. Po miesiącu byliśmy już po ślubie. Szczęście aż się przelewało. Za Leszkiem chodziłem jak ptak prowadzony na wabik.

Po ukończeniu szkoły wojskowej wylądowaliśmy w jednostce sporo kilometrów od domu rodzinnego. Wiadomo, zaczęły się kłótnie, nieporozumienia, ciche dni. Nie było z kim pogadać, wypłakać się mama mieszkała już poza granicami Polski.

Urodziła nam się nasza mała Terenia. Lata dziewięćdziesiąte wszystko chwiejne, niepewne.
Leszek rzucił wojsko, coraz częściej zaglądał do kieliszka. Na początku żaliłem mu się, pocieszałem go, że wszystko się ułoży, by tylko wytrzymał.
Leszek słuchał mnie jednym uchem:
Kasia, rozumiem, ale nie umiem przestać. Wypiję i jakby różowe okulary na nos, niczego się nie boję.

Potem zniknął bez słowa z domu. Raz dzień, raz tydzień nie wracał. Pewnego dnia pojawił się po miesiącu, rzucając na stół walizkę wypchaną banknotami.
Skąd to? zapytałem, coś przeczuwałem.
Co za różnica, Kasiu? Weź, wydawaj, jeszcze przywiozę odparł z dumą Leszek.
Walizkę schowałem. Na wszelki wypadek. Nie ruszałem tych pieniędzy.

Leszek zniknął ponownie. Pojawił się pół roku później, wychudzony, zły, z pustymi oczami.
Kasiu, zdejmij te złote pierścionki. Muszę dług oddać poważnym ludziom rzucił spod byka.
Żartujesz? To podarki od rodziców, nie oddam! aż krzyknąłem.
Leszek, co się dzieje? Gdzie cię nosi? Przypominam ci, że masz rodzinę!
Nie wrzeszcz! Tak się skomplikowało… Pomóż mi, żono? zbliżył się do mnie.
Spanikowany przyniosłem walizkę.
Bierz swoje bogactwo. My z Teresą sobie poradzimy.
Leszek otworzył walizkę:
Ruszałaś to?
Ani złotówki. Nie dla nas takie pieniądze…
I tak za mało westchnął. Dobra, coś wymyślę.

Potem Leszek podarował mi szaloną noc.
Kochałem go, wybaczałem, ciągle chciałem być przy nim.
Następnego ranka szykował się do wyjścia.
Wrócisz szybko, Leszek? zapytałem, patrząc mu w oczy.
Nie wiem, Kasiu. Czekaj pocałował mnie w usta i wyszedł.

Czekałem. Rok. Dwa…

W szpitalu zaczął kręcić się koło mnie doktor. Tomek był żonaty, to mnie hamowało. I nie tylko. Byłem zawieszony między niebem a ziemią, nie potrafiłem wybrać. Niby mąż wróci, niby nie. Od dwóch lat nie widziałem Leszka, milczał. Żadnych listów.

Zbliżał się Sylwester. Wszędzie mandarynki, świąteczne drzewka, radosny czas.
Dzwonek do drzwi. Leszek na progu.
Rzuciłem mu się w ramiona, całowałem jak szalony:
W końcu jesteś! Gdzie byłeś, Leszek?
Spokojnie, Kasiu Musimy szybko się rozwieść. Urodził mi się syn. Nie chcę, żeby rósł bez ojca wykrztusił przechodząc z nogi na nogę.
Zatkało mnie. Wszystko się zamgliło. Po mojej miłości tlił się tu już tylko popiół. Ale wiedziałem, że do tego zmierzało. Nawet powieką nie mrugnąłem.
Dobrze, Leszek. Mądrze mówią, rozlanej wody nie zbierzesz. Nie będę cię trzymał. Po świętach pójdziemy do urzędu po rozwód. Całe życie wywrócone do góry nogami.
A Terenii nie chcesz zobaczyć? U sąsiadki została. Przyprowadzę, jeśli poczekasz. Też będzie wychowywać się bez ojca chciałem go zaboleć.
Przepraszam, śpieszę się. Innym razem ją przytulę odpowiedział i wyszedł.
Innego razem nie było. Leszek nigdy już nie zobaczył córki. Spotkanie nikomu nie było potrzebne. Najbliżsi stali się obcy.

Tomek wyczuł moją samotność, porwał mnie w wir uczuć. Nie obchodziło mnie już, że miał żonę. Znikły wszelkie granice.
Potrafił obchodzić się z kobietą, nie wytrzymałem przed jego urokiem. Dałem się ponieść tej słodkiej niewoli. Nasz romans trwał trzy lata. Tomek zaproponował mi ślub.
Nie, Tomku. Nie zbudujemy szczęścia na łzach twojej żony i córki. Życie nam się inaczej ułożyło ścisnęło mnie w gardle.
Umiałem jednak powstrzymać się od tej szalonej namiętności. Musiałem zmienić szpital, żeby zerwać kontakt na dobre.

Moim losem okazał się zaś Wacław.
Wychowywał syna sam. Była żona założyła nową rodzinę, zostawiając mu dziecko.
Poznałem Wacława w szpitalu, gdzie się leczył.
Ciągle żartował, nawiązywał do wszystkiego z humorem. Tak zdobył moją miłość bez reszty.

Jego syn Dawid miał siedem lat, moja Teresa osiem. Z Wacławem chyba byliśmy pod szczęśliwą gwiazdą. Wszystko się nam układało, dzieci rosły, trosk przybywało. Razem rozwiązywaliśmy każdy problem, nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Z drugim mężem naprawdę mi się udało. Chronię go jak skarb. Wacek to mój świat.

Jesteśmy razem już trzydzieści lat
Niedawno Leszek zadzwonił do mojej mamy:
Takiej kobiety jak Kasia nie spotkałem…

Patrzę dziś na swoje życie i wiem, że nie warto szarpać się na zakazane owoce czy cudze szczęście. Największą siłą jest lojalność wobec siebie i szczerość wobec bliskich. Życie potrafi zaskoczyć, ale to my wybieramy, czy chcemy być jak ptak z wiatrem, czy znaleźć prawdziwe, spokojne gniazdo.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć + pięć =

Jak ptak na wabik – Wyjść za mąż raz na zawsze, być wierną ukochanemu do ostatniego tchu i nigdy nie…