Dziewczyny, wychodzić za mąż to trzeba tylko raz, na zawsze. Być przy ukochanym człowieku aż do ostatniego tchu. A nie tułać się po świecie, szukając tej swojej połówki. Tak można zostać ogryzkiem po jabłku, którego już nikt nie chce.
Żonaty facet temat tabu. Nawet nie próbujcie wchodzić w te relacje. Mówicie sobie: Trochę poromansuję, potem odejdziemy w swoją stronę. A to tak nie działa oba wpadniecie w przepaść, a szczęście was ominie szerokim łukiem.
Moi rodzice są razem już pięćdziesiąt lat. To dla mnie żywy przykład. Postanowiłem znaleźć swoje przeznaczenie i pilnować go jak oka w głowie tak myślałem, gdy miałem dwadzieścia lat, siedząc w gronie przyjaciółek. To babcia wbiła mi do głowy te mądre rady. Wierzyłem jej bez zastrzeżeń.
Dziewczyny tylko się śmiały:
Nie wygłupiaj się, Agata. Jak ci się spodoba żonaty, zobaczymy, czy tak chętnie zrezygnujesz
Ale nie wspomniałem im o tym, że mama przed ślubem urodziła moją starszą siostrę z kimś, kogo do dziś nie znamy. To była hańba na całe miasteczko. Pięć lat później przyszedłem na świat już w małżeństwie. Tata zakochał się w mamie bez opamiętania, a potem razem przeszli przez życie. Musieli opuścić rodzinną wieś. Dlatego od młodych lat dałem sobie słowo żadnych nieślubnych dzieci ani mężczyzn.
Los jednak napisał własny scenariusz.
Nie dogadywałem się nigdy z siostrą, Zofią. Ciągle jej się wydawało, że rodzice kochają mnie bardziej niż ją. Wieczna zazdrość. Nasza relacja to cicha rywalizacja: kto wywalczy więcej rodzicielskiej miłości. Absurd, wiem.
Z Łukaszem poznałem się na zabawie w klubie. Był wtedy studentem szkoły oficerskiej, ja pracowałem jako ratownik medyczny. Tańce w najlepsze, od razu poczuliśmy chemię. Po miesiącu wzięliśmy ślub. Byłem szczęśliwy jak nigdy. Chodziłem za Łukaszem jak ptak do wabika.
Po ukończeniu szkoły wojskowej przeniesiono nas do jednostki na Śląsku daleko od rodzinnego domu. Wkrótce rozpoczęły się kłótnie, sprzeczki, ciche dni. Nie miałem się komu wyżalić mama została w Polsce, a my byliśmy sami gdzieś na końcu świata.
Urodziła się nasza córeczka, Małgosia. Lata dziewięćdziesiąte trudne czasy, wszystko się waliło. Łukasz został z wojska zwolniony i zaczął coraz częściej zaglądać do kieliszka. Na początku mu współczułem, pocieszałem myślałem, że kiedyś wyjdzie na prostą.
Łukasz zawsze tylko mówił:
Aga, wiem, ale nie potrafię przestać. Wypiję i wszystko wydaje się łatwiejsze
Potem zaczął znikać z domu. Na dzień, na tydzień. Raz wrócił po miesiącu z walizką pełną pieniędzy paczki banknotów z napisem PLN.
Skąd to? spytałem, czując niepokój.
Co ci to obchodzi, Agata? Bierzesz i wydajesz. Przywiozę jeszcze więcej! odpowiedział z dumą.
Tę walizkę schowałem daleko, nie ruszałem z niej ani grosza. Bałem się, co przyniosą te pieniądze.
Łukasz znów zniknął. Wrócił wyczerpany, wychudzony, z pustką w oczach po pół roku.
Agata, zdejmuj te swoje złote pierścionki. Muszę spłacić dług ważnym ludziom, patrzył na mnie groźnie.
Nie ma mowy! To prezent od rodziców. Nie oddam ich nikomu.
Gdzie cię znowu nosiło? Przypomnę ci masz rodzinę! zacząłem krzyczeć ze złości.
Nie wrzeszcz, sprawy się pogmatwały Ale co, pomożesz mi czy nie? zbliżył się niespokojnie.
Ze strachem wyciągnąłem schowaną walizkę.
Weź sobie te pieniądze. Z Małgosią i tak sobie poradzimy.
Brałaś coś stąd?
Ani złotówki. To nie dla nas, Łukasz
I tak za mało westchnął. Coś wymyślę.
Tę noc oddał mi się jeszcze w całości. Kochałem go mocno, wybaczałem wszystko.
Rankiem pakował walizkę.
Na długo wyjeżdżasz, Łukasz? patrzyłem w oczy z wiarą.
Nie wiem, Agata. Czekaj na mnie pocałował szybko i wyszedł.
Czekałem. Rok, potem drugi
W szpitalu, gdzie pracowałem, zaczął się mną interesować lekarz Michał był żonaty, więc z początku trzymałem dystans. Po tych wszystkich kłopotach czułem się zagubiony byłem w zawieszeniu: z jednej strony zamężna, z drugiej już nie mająca męża. Od Łukasza od dwóch lat żadnych wiadomości.
Przyszedł Sylwester, atmosfera radosna, wszyscy szykowali się na zabawę. Wtem dzwonek do drzwi wrócił Łukasz.
Rzuciłem mu się w ramiona:
Wreszcie jesteś! Gdzie znów zniknąłeś, Łukasz?
Spokojnie, musimy się rozstać. Mam syna nie chcę, żeby był bękartem szukał słów.
Zamurowało mnie. Wszystko w środku zgasło, został tlący się żar. Ale chyba tak musiało być.
Dobrze, Łukasz. Jak mówią u nas, rozlanej wody nie zbierzesz. Nie będę cię zatrzymywał. Po świętach idziemy do sądu. Moje życie do góry nogami.
Małgosię chcesz zobaczyć? Jest u koleżanki, mogę ją zawołać. Teraz ona będzie dzieckiem bez ojca
Spieszę się. Przytulę ją innym razem wybiegł z mieszkania.
I nigdy już się nie zobaczyli. Łukasz nigdy nawet nie zadzwonił do córki. Z bliskich ludzi staliśmy się obcymi.
Michał, wyczuwając moją samotność, wciągnął mnie w wir uczuć. Przestało mi przeszkadzać, że miał żonę. Zakazy nie miały już znaczenia.
Michał potrafił oczarować. Uległem mu, byliśmy razem trzy lata. Poprosił, abym za niego wyszła.
Nie, Michał. Nie zbudujemy szczęścia na łzach twojej żony i córki. Nasze drogi się rozchodzą dusiłem się własnymi słowami.
Udało mi się powiedzieć dość, choć musiałem odejść do innego szpitala czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Moją prawdziwą miłością okazał się Wacław. Wychowywał syna, bo jego była żona założyła nową rodzinę. Syn Wacława, Dawid, miał siedem lat, moja Małgosia osiem.
Poznałem Wacka, gdy leżał w szpitalu. Przyciągał mnie żartami i dowcipem. Tak nas rozbawił, że zostaliśmy razem.
Widać, że spotkaliśmy się pod szczęśliwą gwiazdą. Wszystko się układało, dzieci rosły, a my rozwiązywaliśmy problemy razem. Bez tajemnic. Z drugim mężem naprawdę mi się poszczęściło. Chronię go jak największy skarb. Wacek to moje słońce.
Mamy za sobą trzydzieści lat wspólnego życia.
Niedawno Łukasz zadzwonił do mojej mamy:
Takiej kobiety jak Agata nie spotkałem już nigdy
W życiu nauczyłem się, że szczęście mieszka tam, gdzie jest zaufanie, szacunek i codzienna troska o drugiego człowieka. Czasami trzeba pozwolić odejść tym, którzy nie potrafią zostać. I tylko wtedy naprawdę można znaleźć swoją prawdziwą miłość.


