«Jak pięknie się zmienił. Gdyby był trochę bogatszy i pracował w renomowanej firmie, mogłabym w nim się zakochać» – myślała Alena

„Jaki przystojny się zrobił. Gdyby był trochę bogatszy, pracował w prestiżowej firmie, pewnie bym się w nim zakochała” – myślała Kasia.

„No więc, Wojtek, zostajesz za mnie. Jeśli będą jakieś problemy, dzwoń. Nie lecę na Marsa, będę dostępny” – powiedział Tomasz, wyciągając rękę do swojego zastępcy i przyjaciela.

„Spoko, nie martw się. A tak w ogóle, nie powiedziałeś jeszcze, gdzie jedziesz na urlop. Na Malediwy czy do Turcji?” – Wojtek uścisnął jego dłoń.

„Nie mówiłem? Do mamy jadę. Dach trzeba naprawić, płot poprawić. Kiedyś ojciec dbał o dom, a jak odszedł, to wszystko zaczęło się walić. Nie pamiętam, kiedy ostatnio siedziałem z wędką nad rzeką.”

„Ja nigdy nawet nie byłem na rybach. Mieszczuch z krwi i kości. Trochę ci zazdroszczę” – westchnął Wojtek. „Jak wrócisz, opowiesz” – krzyknął za odchodzącym Tomaszem.

Ciesząc się, że już jutro będzie daleko od hałaśliwego, zakurzonego miasta, że przytuli mamę i wciągnie świeże powietrze dzieciństwa, Tomasz jechał do domu z uśmiechem.

Wychował się w małej wiosce pod Lublinem. Mama była nauczycielką, ojciec pracował na budowie. Tomek często pomagał tacie, umiał robić wszystko. Ojciec marzył, że syn pójdzie w jego ślady. Ale Tomasza fascynowały komputery, nowe technologie. Uczył się łatwo. Kiedy skończył szkołę, oznajmił, że we wsi nie ma przyszłości – chce jechać do Warszawy i osiągnąć więcej niż bycie zwykłym murarzem.

„Jak to nie ma przyszłości? Wieś się rozwija, budowlanka zawsze będzie potrzebna. Chleba ci nie zabraknie. Chcesz, postawimy ci dom? Ożeń się, dzieci będą miały gdzie biegać” – przekonywał ojciec.

„Za wcześnie na żonę. Najpierw muszę stanąć na nogi” – machnął ręką Tomasz.

Ojciec się denerwował, kłócili się. A mama cierpliwie go uspokajała i wspierała:

„Nie podcinaj mu skrzydeł. Niech spróbuje. Jest mądry, jeszcze będziemy z niego dumni.”

Rodzice dali mu trochę pieniędzy na start i wypuścili syna podbijać stolicę. Tomasz studiował i pracował na budowie. Z czasem osiągnął wszystko, co sobie wymarzył.

W szkole kochał się w Kasi, śmiesznej, zadziornej dziewczynie. Nie była orłem z nauki, marzyła, by zostać fryzjerką i otworzyć własny salon. Każde z nich miało swoje plany. Rozjechali się w różne strony, licząc, że może kiedyś się spotkają.

Gdy Tomasz przyjeżdżał do domu na wakacje, okazywało się, że Kasia już wyjechała.

Mógł pójść do jej mamy i poprosić o numer, ale tego nie zrobił. Miłość przeszkadza w realizacji marzeń. Gdyby się pobrali, dzieci by przyszły, trzeba byłoby harować na chleb, zamiast iść do przodu. Nie, najpierw musiał osiągnąć swój cel – założyć firmę, kupić dom, auto, a dopiero potem…

„Uważaj, czas ucieka. Kasia może na ciebie nie czekać” – mawiał ojciec.

„Nic się nie stanie, innych dziewczyn nie brakuje” – odpowiadał Tomasz.
Ale innych nie potrzebował.

Teraz miał już wszystko, albo prawie wszystko. Elegancki dom w dobrej dzielnicy, drogie auto, biznes, który przynosił solidny zysk. Mógł pomyśleć o żonie. Kobiety się pojawiały, ale chciały domu, audi i konta. A on pragnął, by kochały go dla niego samego.

Przyjeżdżając do rodziców, w tajemnicy liczył, że spotka Kasię. Opowiadał im o sobie oszczędnie. Żyli skromnie, bez luksusów, uczciwą pracą. Tego też oczekiwali od syna. Gdy wspominał o sukcesach, ojciec marszczył brwi, a mama mrugała nerwowo. Jak można kupić mieszkanie w Warszawie uczciwie?

„Łamiesz prawo? Tego cię uczyliśmy? Wolałbym, żebyś kładł płytki, niż żebym się za ciebie wstydził” – burczał ojciec.

Dlatego Tomasz przyjeżdżał do nich starym golfem, pożyczonym od kolegi w zamian za swoje mercedesa. Albo pociągiem. Mówił, że pracuje jako informatyk. Ojciec kiwał z aprobatą, dumny, że syn „robi w Warszawie”.

Tym razem też nie zmienił nawyków, choć ojciec od trzech lat nie żył. Zostawił mercedesa w garażu, wsiadł w pociąg i ubrał się zwyczajnie.

Dostał dolne miejsce w przedziale, górne miała zająć starsza pani. Tomasz bez wahania się zamienił. Babcia dziękowała mu przez całą podróż.

Leżąc na górnej półce, patrzył przez okno. Mijały lasy, pola, rzeki. Wspominał, jak lata temu pierwszy raz jechał do stolicy. Pod kołami pociągu myśli płyną łatwiej.

Wieś wydała mu się mała i bajecznie piękna. Powietrze świeże, drzewa soczyście zielone, nie jak te miejskie, przykurzone badyle. W ogródkach kwitły kwiaty, ciesząc oczy.

Tomasz wszedł na podwórko rodzinnego domu. Mama go zobaczyła, klasnęła w dłonie, w oczach jej zabłysły łzy.

„Synku, jaka radość! A ja nie spodziewałam się ciebie. Na długo?” – spojrzała na niego uważnie.

„Dopóki mnie nie wyrzucisz” – przytulił ją.

Mama codziennie piekła ciasta, chcąc nakarmić syna jak najlepiej. On jadł, a potem łaził po dachu, stawiał nowy płot, malował okiennice.

„Odpocznij trochę, przyjechałeś na urlop, a całe dnie harujesz” – martwiła się mama.

„Właśnie skończyłem. A ty gdzie się wybierasz?” – spytał, widząc, jak matka trzyma odświętną sukienkę i dużą lnianą torbę.

„Do sklepu muszę.”

„Ja pojadę rowerem. Co kupić?”

Mama dała mu listę.

„Tak pójdziesz?” – załamała ręce.

„No… a co?” – Tomasz uważał, że dla wsi jest ubrany więcej niż przyzwoicie: znoszone dżinsy, koszula z podwiniętymi rękawami, odsłaniaKiedy odwrócił się, zobaczył Kasię – nie tą wymuskaną bizneswoman, ale swoją dawną, śmiejącą się dziewczynę, która stała przed nim w zwykłej bluzce i spodniach, trzymając klucze do starego fiata, bo jej „audi” okazało się pożyczone od koleżanki.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 − jeden =

«Jak pięknie się zmienił. Gdyby był trochę bogatszy i pracował w renomowanej firmie, mogłabym w nim się zakochać» – myślała Alena