Jak „odświeżenie” małżeństwa doprowadziło Elę do samotności, a jej męża – do wolności z gorzkim posm…

Słuchaj, Kasia A może spróbujemy czegoś w stylu otwartego związku? zaproponował ostrożnie Paweł, bawiąc się cukiernicą na kuchennym stole, choć starał się zachować pozory spokoju.
Co takiego? Katarzyna aż zmrużyła oczy z niedowierzaniem. Ty mówisz serio?
A cóż w tym dziwnego? wzruszył ramionami Paweł. Na Zachodzie to już norma. Podobno dodaje pikanterii małżeństwu Sama kiedyś mówiłaś, że kawałek sernika na diecie czasem pomaga nie rzucić się na całą blachę. Myślę o czymś podobnym wszystko dla urozmaicenia.

Kasia zamrugała powoli, próbując pojąć, co właśnie usłyszała. Porównywanie kochanki do ciasta wydawało się absurdalne. Albo bezczelne.

Pawle Jeśli chcesz odejść, odejdź po prostu. Dam ci wolność, ale mnie w takie świństwa nie mieszaj odparła chłodno.
No przestań, Kasiu, od razu te kolce! Kocham cię. Tylko tej iskry brak. Może trochę ognia by się przydało. Przecież ostatnio śpimy tyłem do siebie, gadamy tylko o zakupach i rachunkach za prąd. Wszystko jakieś takie wypłowiałe. Nam obojgu byłaby przydatna mała rewolucja. Przecież ci niczego nie zabraniam. Pogadasz z kimś innym, może ci się polepszy. Ot, rozrywka. Co w tym złego?

Kasia spojrzała na niego spode łba, a wtedy nagle zrozumiała jedno: Paweł jej kłamie. Te uciekające oczy, nerwowe stukanie palcami Jemu już dawno była potrzebna wolność. Pewnie już wczoraj.

Pawle, powiedz prawdę. Już kogoś masz, prawda? Chcesz tylko uspokoić sumienie tą propozycją?
O rany, znowu swoje! fuknął, machając ręką. No tak, jestem winny jeszcze zanim otworzę usta. Mogłem się domyślić Wiesz co, zapomnij. Po co mi to było

Obrał minę świętego oburzonego swoim upokorzeniem i wyszedł do drugiego pokoju, zostawiając Kasię samą z myślami.

Dwadzieścia pięć lat. Oddała mu najlepsze lata. Zniosła jego wzloty i upadki, czasem brak pieniędzy, niekończące się nadgodziny teraz z innej perspektywy. A on syty, zadowolony, proponuje jej udział w zamachu na własną rodzinę. Dla rozrywki Jakież to wygodne określenie.

Tę noc spędzili w osobnych pokojach. A właściwie tylko on spał. Kasia przewracała się z boku na bok, patrząc raz na błyski miasta za oknem Warszawy, raz na sufit, myśląc, jak to się wszystko rozpadło. Przecież kiedyś Paweł przynosił jej naręcza bzu, harował po nocach, żeby zrobić wesele z prawdziwego zdarzenia, cieszył się, gdy na świat przyszła ich córka. A teraz Lepiej by już po prostu odszedł.

Gdzie był punkt bez powrotu? Może wtedy, gdy przestała w domu się malować, żeby być dla niego piękna? Może gdy pierwszy raz zapomniał o rocznicy, zrzucając winę na zawieruchę w pracy? Ale co to teraz zmienia?

Czasem miała ochotę po prostu złożyć pozew o rozwód i zapomnieć. A jednocześnie jak wyrzucić z siebie prawie pół życia?

Nie było już między nimi pasji czy ognia, ale była codzienność, wspólny dorobek, dom zaprojektowany na kredyt we frankach. Wydawało się, że Paweł to solidny fundament, bezpieczna przystań. Córka, Basia, już dawno się wyprowadziła, stare lata tuż za rogiem, a oni nieraz wyciągali się nawzajem z problemów. Gdy jej mama zachorowała, Paweł bez wahania wziął kredyt, żeby pomóc. Niewielu by to zrobiło.

W Kasi kłębiły się emocje: żal, strach, złość. A jeśli on sądzi, że nikt jej już nie zechce? Że jest starą babą, której pozostaje gotować rosół, dziergać skarpetki wnuczkom i czekać, aż mu się znudzi wolność? O nie, koniec.

Dobrze oznajmiła rano mężowi. Niech będzie jak chcesz.
Słucham?
Zgadzam się na to twoje otwarcie związku.

Pawłowi o mało herbata nie stanęła w gardle. Spodziewał się awantury, a dostał spokojne tak.

No to świetnie. Może ci się jeszcze spodoba rzucił lekko. Swoją drogą, dziś wrócę późno.

Znów ukłucie w sercu. Tak od razu?

Wieczór był szary, cichy, przesiąknięty samotnością. Czuła się odrzucona jak stara komórka, której nikt nie chce brać nawet za darmo.

Spojrzała w lustro: podkrążone oczy, pierwsze zmarszczki, cera już nie jak dawniej. Ale sylwetka wciąż zgrabna. Włosy grube. Miała w sobie jeszcze coś? Może to z Pawłem coś nie tak, nie z nią? Inni mężczyźni przecież się nią interesowali. Ot, choćby Andrzej z biura, szef działu obok, przeniesiony z Poznania miesiąc temu.

Przystojny facet, lekko siwy na skroniach, szorstki głos, figlarne spojrzenie. Od początku zwracał na nią uwagę: komplementował, przepuszczał w drzwiach, przynosił kawę. Raz zaprosił na obiad, a tydzień temu do restauracji na kolację.

Panie Andrzeju, jestem na diecie. Nazywa się mężatka zbyła go wtedy.
Kasiu, ślub to wpis w dowodzie, nie wyrok uśmiechnął się. Ale nic na siłę.

Paweł chciał otwartego związku, chciał, żeby się wyszumiała? No to czemu nie.

Dobry wieczór, Andrzeju. Nadal aktualne to zaproszenie na kolację? Chyba mam ochotę zgrzeszyć i zejść z diety napisała SMS-a.

To była bardziej ucieczka niż zemsta. Pragnęła poczuć się znowu kobietą, przypomnieć sobie siebie, którą Paweł deptał przez dwa dni.

Reszta wieczoru upłynęła zadziwiająco lekko. Andrzej był dżentelmenem: odsuwanie krzesła, dolewanie wina, uważne słuchanie, to spojrzenie Jakby była najpiękniejszą kobietą w całej Warszawie.

Dziwnie było, czuła się nieswojo, ale gdzieś pod skórą znów pojawił się ogień. Wreszcie coś poza gotowaniem i zbieraniem brudnych skarpet.

Może pojedziemy do mnie? Po drodze kupimy wino, obejrzymy coś fajnego mrugnął po deserze Andrzej.

Kasia kiwnęła głową. Coś w niej krzyczało: Zastanów się!. Ale wtedy widziała już tylko twarz Pawła z tamtego poranka.

Gdy byli już u Andrzeja, nagle rozdzwonił się jej telefon. Paweł. Rozłączyła raz, drugi. Nic nie pomagało.

Tak? odebrała.
Gdzie ty się włóczysz?! huknął od razu. Dziesiąta wybiła, w lodówce echo, a ciebie nie ma! Masz pojęcie, co robisz?
Kasia zamarła. Andrzej, słysząc ton rozmowy, wycofał się do drugiego pokoju. Magia wieczoru prysła.

Właściwie mam randkę, Pawle.
Co proszę?! Jaką znów randkę?!
Naprawdę muszę tłumaczyć jak dziecku? Wczoraj sam mówiłeś: spróbuj, spotkaj się z kimś. Więc się spotykam. Strzałka się nie przekręca?

Nagle z jego strony zaległa ciężka cisza.

Ty ty naprawdę gdzieś poleciałaś? Przecież ja żartowałem! Chciałem cię sprawdzić! Kapujesz? Sprawdzić! A ty tylko czekałaś na pretekst, co? Udałaś obrażoną przez jeden dzień i już do kogoś biegniesz?

Kasia aż zabrakło słów.

A ty gdzie dzisiaj byłeś?
Na żadnym spotkaniu mruknął. W pracy byłem, tylko w pracy! Tak, czy owak Nie chcę żadnych syfów od ciebie. Albo ty się wyprowadzasz, albo ja. Rozwodzimy się!

Rozłączył się. Kasia patrzyła w ścianę, czując się oplutą.

Wszystko gra? Andrzej zajrzał niepewnie do pokoju.
Jasne może być tylko lepiej próbowała się uśmiechnąć.
Kasiu Chyba będzie lepiej, jeśli pojedziesz do siebie i poukładasz sprawy.

Sielanka się skończyła. Bryczka zamieniła się w dynię, szarmancki kawaler znów stał się zwyczajnym facetem, który nie chciał babrać się w cudzym bałaganie. Można było go zrozumieć liczył na spokojną kolację, a trafił do samolotu katastrofy rodzinnej.

Może trzeba było od razu zgłosić rozwód. Ale dobre myśli zawsze przychodzą po czasie.

Tej nocy Kasia do domu nie wróciła. Pojechała do pensjonatu. Bała się siedzieć z wściekłym mężem pod jednym dachem. Potrzebowała czasu, by zrozumieć, że nic już nie będzie jak dawniej.

Minęły trzy lata
W tym czasie życie odcięło nożem wszystko, co było zbędne i to do żywego.

Paweł w ekspresowym tempie znalazł sobie nową wybrankę. Jeszcze przed formalnym rozwodem. Ta jednak uciekła od niego akurat wtedy, gdy sprzedali wspólne mieszkanie zabrała ze sobą jego działkę gotówki.

Z Andrzejem nie wyszło nic. W pracy mijali się neutralnie, bez grama dawnych emocji. Kasia zrozumiała prostą prawdę: mężczyźni chętnie wchodzą w rolę kochanka, póki życie nie wymaga wyzwań. Gdy trzeba nagle być partnerem na resztę życia wyparowują jak kamfora.

Ale Kasia już nikogo nie szukała. Gdy została sama w dwupokojowym mieszkaniu na Pradze, odkryła, że ma niewyobrażalnie dużo czasu i siły. Wszystko, co kiedyś pożerała codzienność, teraz uskrzydlało ją.

Poranne pływanie uwolniło ją od bólu pleców, kurs angielskiego pobudzał umysł. Ścięła włosy, pozbyła się starych szmatek z szafy.

A najważniejsze została babcią.

Basia, jej córka, pół roku temu urodziła Zosię. Na początku, przy rozwodzie, była przeciwko matce Paweł świetnie grał ofiarę, opowiadał Basi, jak zabrała mu rodzinę przez kochanka, jak go zdradziła i zostawiła.

Ale czas wszystko zweryfikował. Basia przyjechała do mamy, żeby spojrzeć jej w oczy i wykrzyczeć pretensje. Zobaczyła nie rozpustnicę, o której mówił ojciec, lecz zmęczoną, uczciwą kobietę.

Kasia opowiedziała wszystko. Że propozycja wyszła od Pawła. Że od dawna czuła się samotna w ich związku. Basia, już ze swoim mężem u boku, pojęła matkę. Zwłaszcza gdy Paweł szybko zainstalował sobie nową partnerkę wtedy już zupełnie stanęła po stronie mamy.

Teraz Kasia siedziała w kuchni u Basi, trzymając małą Zosię na kolanach. Wnuczka łapała ją za palec, chichocząc radośnie.

Tata znów dzwonił burknęła Basia. Chciał przyjechać, zobaczyć Zosię.
I co mu powiedziałaś? Kasia spokojnie zapytała.
Że nas nie będzie. Nie mam ochoty go widzieć, mamo. Ciągle mówi o tobie źle, chwilę później błaga, żebyście znów byli razem. Sama wpadam w nerwy. Nie chcę, żeby próbował nastawić Zosię przeciwko tobie. Niech sobie żyje swoją wolnością

Kasia nic nie odrzekła, tylko mocniej przytuliła wnuczkę.

Paweł dostał, czego chciał: pełnej wolności. Już nikt go nie prosił o uwagę, nie przeszkadzał w meczu. Tylko ta wolność miała smak gorzki, pełen samotności. Ale było już za późno.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa + 20 =

Jak „odświeżenie” małżeństwa doprowadziło Elę do samotności, a jej męża – do wolności z gorzkim posm…