Ja jestem twoją wnuczką

Twoja mama przyszła, pakuj się.

Każdy w domu dziecka podobno marzy o tych słowach. Ale Kinga drgnęła, jakby dostała w twarz.

No już, rusz się, co tak siedzisz? Pani Marta patrzyła na nią, nie rozumiejąc, dlaczego dziewczyna nie cieszy się ani trochę. W końcu życie w placówce to nie bułka z masłem. Wielu uciekało stąd na ulicę, a Kingę zabierają do własnego domu, a ona się krzywi.

Nie chcę odparła, odwracając się do okna. Jej przyjaciółka Ola spojrzała na nią spode łba, ale nic nie powiedziała. Też nie rozumiała takiej reakcji. Sama Ola z radością wróciłaby do domu, gdyby tylko ktoś na nią tam czekał.

Kinga, no co z tobą? zapytała pani Marta. Tam mama czeka.

Nie chcę jej widzieć. I nie chcę tam wracać.

Inne dziewczyny też słuchały z zaciekawieniem, więc pani Marta uznała, że rozmowa nie jest dla wszystkich uszu.

Chodź ze mną.

Zaprowadziła Kingę do gabinetu i spojrzała na nią ze współczuciem.

Twoja mama pewnie popełniła błędy. Ale stara się to naprawić. Nie bez powodu pozwolono cię zabrać.

Myślicie, że to pierwszy raz? Kinga prychnęła i pokręciła głową. Jestem tu drugi raz. Jak mnie zabrała poprzednio, udawała, że się ogarnęła. Schowała flaszki, posprzątała, kupiła jedzenie, znalazła pracę. Gdy przyszła kontrola, wyglądało całkiem przyzwoicie. A potem wróciła do starego. Jestem jej potrzebna tylko dla zasiłków.

Kinga, ja na to nie mam wpływu. A w domu jednak pewnie lepiej ciągnęła pani Marta.

Lepiej?! Wiecie, co to znaczy głodować? Albo iść do szkoły w podartych trampkach, gdy na dworze minus dwadzieścia? Albo chować się w pokoju i modlić, żeby mamusi pijani koledzy nie weszli? Dlaczego jej w końcu nie odejmą praw rodzicielskich?!

W oczach Kingi zakręciły się łzy. Tak, w domu dziecka nie było idealnie, ale tu wiedziała, że dostanie jeść i ubranie. I że jest względnie bezpieczna. W domu nie.

Nie mogę ci pomóc westchnęła wychowawczyni.

Szkoda jej było Kingi. Dziewczyna bystra, mądra, co w placówce rzadkie. Może jej matka też kiedyś była ciekawą osobą, zanim się stoczyła. I choć pani Marta pracowała tu od siedmiu lat, pierwszy raz spotkała dziecko, które nie chciało wracać do domu.

A mogłabym sama mieszkać? spytała Kinga. Poszłabym do pracy, wynajęła pokój.

Dopiero jak będziesz pełnoletnia pokręciła głową pani Marta.

Mam prawie szesnaście! Jestem dorosła!

Pani Marta też uważała, że Kinga jak na swój wiek jest zbyt dorosła. Ale nic nie mogła zrobić.

Niestety, musisz być pod opieką dorosłego. Może jest ktoś, kto mógłby tę opiekę przejąć? spytała. I wystąpić o odebranie praw twojej mamie.

Nie mam nikogo Dopóki żyła babcia, było jako tako, ale teraz to już nie do zniesienia.

A ojciec?

Też się stoczył Nie żyje.

Kinga powiedziała to tak spokojnie, jakby to była norma. W jej przypadku była.

A on nie miał rodziny?

Kinga się zamyśliła.

Chyba żyje jego matka, ale jej nie znam. Nie utrzymywała z nim kontaktu. I rozumiem ją zaśmiała się cicho. Też bym nie utrzymywała.

Posłuchaj pani Marta pochyliła się do przodu spróbuj jeszcze pomieszkać z mamą, a ja poszukam twojej babci. Zgoda?

Kinga skinęła głową. Co innego miała zrobić?

Oczywiście, mama urządziła przedstawienie. Rzuciła się na córkę z płaczem, przepraszała, ściskała.

Ale Kinga nie reagowała. Wiedziała, że gdy wrócą do domu, matka znów będzie taka sama.

I tak się stało. Pierwszego dnia się trzymała, drugiego wróciła z alkoholem.

Wszystko wróciło do normy. Mama piła, wylali ją z pracy. Kinga znów żyła w piekle.

Gdy pewnej nocy do jej pokoju wtoczył się pijany facet i ledwo go wyrzuciła, miała dość.

Na szczęście pani Marta dała jej swój numer. Kinga zadzwoniła. Powiedziała, że albo ucieknie na ulicę, albo wróci do placówki.

Znalazłam twoją babcię odparła kobieta. Spróbuję z nią porozmawiać. Jeśli się zgodzi i ma warunki, może przejąć opiekę.

Kinga uparła się jechać z nią. Choć nie znała babci, miała nadzieję, że jej nie odtrąci. Wystarczyłoby przeczekać parę lat, a byłaby wolna.

Drzwi otworzyła kobieta około sześćdziesiątki. Elegancka, postawna.

Czego chcecie? spytała.

Antonina Janowska? upewniła się była wychowawczyni Kingi.

Tak, to ja.

Jestem twoją wnuczką wtrąciła dziewczyna. Po co owijać w bawełnę?

Co?

Córka twojego syna.

Rozumiem. I czego ode mnie chcesz? Antonina zachowała zimną krew.

Możemy porozmawiać? nie dała pani Marta Kingi znów się odezwać.

Dobrze. Ale krótko. Muszę iść do pracy.

Antonina nalała im herbaty. Czasem patrzyła na Kingę jak na kosmitę, ale milczała.

Tymczasem pani Marta opisała sytuację.

Rozumie pani, Kingę pewnie znów zabiorą do placówki. Ale pani może przejąć opiekę.

A po co mi to? spytała Antonina.

No pani Marta się zmieszała. To przecież pani wnuczka.

Nie znam jej. I, szczerze, nie palę się do poznania. Mój syn narobił mi w życiu problemów. Wolę o nim zapomnieć.

Proszę zrozumieć, Kinga żyje w strasznych warunkach, pani mogłaby

Dziewczyna przerwała.

Antonino Janowska, nie znamy się. I, szczerze, też nie mam ochoty się poznawać. Też chciałabym zapomnieć o rodzicach, jak o złym śnie. Ale prawo mi nie pozwala. Jestem za młoda. Mogę tylko obiecać, że nic od pani nie chcę. Tylko podpis na papierach i dach nad głową do osiemnastki. Kończę podstawówkę, potem pójdę do pracy. Chcę się uczyć dalej, jak stanę na nogi. Ale teraz potrzebuję pieniędzy. Kupię sobie wszystko, nawet jedzenie. Pieniądze za opiekę będą pani. Nie potrzebuję ich. Nie mam innej rodziny, więc przyszłam do pani.

Pani Marta ukradkiem pok

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 2 =

Ja jestem twoją wnuczką