Igraszki losu

– Kasia, będziesz gotowa za to chwilę? Za moment przyjdą Ola i Bartek – niecierpliwie powiedział Tomasz, zaglądając do sypialni.

– Już, tylko minutkę – odpowiedziała Kasia, nie odwracając się od okrągłego lusterka przy drzwiach szafy.

Nałożyła błyszczącą pomadkę na usta, potężnym szarpnięciem głowy rozwichrzyła idealnie ułożone włosy, poprawiła dekoltu sukienki i dopiero wtedy odwróciła się do męża.

– Gotowa – uśmiechnęła się promiennie.

– Wow! Jesteś piękna – Tomasz podszedł i przyciągnął ją do siebie.

– Ostrożnie, błyszczyk – Kasia odsunęła głowę od jego koszuli, patrząc na niego czulewo, z odrobiną figielka w oczach.

– Kas… – zaczął Tomasz, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. – No, właśnie. Rozczarowany rozlucił objęcia, westchnął i ruszył otworzyć.

Kasia raz jeszcze spojrzała w lustro, poprawiła sukienkę i poszła za mężem.

W przedpokoju już błagował Bartek z ogromnym bukietem róż. W kącie z elegancką paterą w ręku stała Ola.

– Gdy solenizantka? Czemu nas nie wita? – hałasował Bartek, szelesząc folią od kwiatów. – No wiesz co! Kasiu, zawsze wyglądasz cudownie. Tomek, uważaj, bo ci ją odbiję. Daj buziaka! – Bartek głośno cmoknął ją w policzek i dopiero potem podarował kwiaty. – Życzę ci…

– Ejże, rozbierz się zanim zaczniesz toasty, zostaw je dla stołu – wbił się Tomasz.

– Tomeczek, wyciągni kapcie, ja tylko wstawię kwiaty – powiedziała Kasia i zniknęła na kuchence.

W mieszkaniu zaraz zrobiło się gwarnie. Bartek zaciskął ręce nad stołem zastawattowanym w środku pokoju.

– Kasieńku, czarodziejko jesteś. Taka uczta… Wchodzące ślinka – jęknął cierpko.

– Musisz poczekać troszeczkę – odpowiedziała Kasia, wnosząc wazon z różami. Postawiła je na stoliku pod oknem.

– Żartownik – wyszeptała cicho Ola, przewracając piękne oczy.

Kasia podeszła i położyła jej rękę na ramieniu, jakby chciała uspokoić. Wtedy znów zadzwoniono do drzwi.

– To jest Ewa, a to moja siostra Kasia – przedstawił Krzysiof kobiety, wręczając bukiet.

– Przyjemnie – powiedziała Kasia z uśmiechem. Ewa ledwo kiwnęła głowa. – Przepraszam, kapci już nie mam.

– Dam jej moje – zadecydtował Krzysiof.

Kasia spojrzała na brata zdumiona. Jej wzrok pyta: *Co wy w ogóle macie wspólnego?*

– Zaproś do stołu, siostrzyczka – odbił Krzysiof, ignorując jej wzrok.

Weszli do pokoju.

– Mego brata wszyscy znacie, a to Ewa, jego nowa dziewczyna – przedstawiła Kasia. – Resztę sam zrób – szepnęła i zrobiła unik z bukietem w stronę kuchni.

Nie było drugiego wazonu. Postawiła go w litrowym słoiku na blok kuchenny.

Gdy wróciła, goście już zajęli miejsca. Tomasz wskazał jej miejsce przy głowie stołu. Kasia siadła i zauważyła ze zdumieniem, że Ola i Bartek siedzą osobno, po przeciwnych stronach.

Tomasz już rozlewał koniaczek mężczyznom i wino kobietom. Ewa siedziała wyprostowana, lodowa, niewzruszona. Krzysiof nakładał jej sałatkę. Nawet nie zauważyła.

*O rany, co za lodownia. Miał brat różne, ale ta siarki w sobie nie ma…*

Przerwał jej tok myśli Tomasz. Zaczął toast, stojąc przy kieliszku, patrząc na żonę z czułością.

Wszyscy umilkli. Potem dźwięk szkła, brzęczenie sztućców…

Kasia spojrzała po gościach. Bartek jadł hałaśliwie, chwaląc jej kuchnię, ale przy tym zerkał na Olę. A ta wbiła wzrok w talerz, ignorując jego spojrzenia. Ewa powoli przeżuwała, nie patrząc na nikogo. Krzysiof coś jej szeptał do ucha. Tomasz pilnował, by nikomu nie brakowało wina. *Widzisz, wszystko gra, a ty wciąż się martwisz* – mówił jego wzrok.

Kasia odpratębiła się. Gdy goście nieco ugasili głód, Tomasz przyniósł gitarę z sypialni. Przez chwilę stroił, a potem zagrał *Ty jesteś ta jedna…* Głos miał przyjemny, a kawałek grał mocno od serca. Wszyscy wiedzieli, że śpiewa dla żony.

Kasia słuchała, lekko kołysząc się, a po tym zaczęła podśpiewywać. Harmonizowali pięknie. Gdy skończyli, przez chwilę panowało milczenie.

– Zagraj coś jeszcze! – podzielił Bartek z rumieńcem.

Tomasz zanucił słynną piosenkę *Niebieskiego ptaka* – ulubioną Kasi.

W połowie Ola wstała i wyszła do kuchni, lekko zatrzaskując drzwi.

– Śmignąłeś, zaryzykował! Za to trzeba się napić – oznajmił Bartek, gdy skończyli.

– Przyniosę gorące – szepnęła Kasia Tomaszowi i wymknęła się do kuchni.

Ola stała przy otwartym oknie, paląc.

– O co chodzi? – spytała Kasia, przyspieszywszy do niej.

Ola wypuściła kłąb dymu. Papierek w smukłych palcach drżał. Popiół spadł na parapet. Ola strzepnęła go dłonią, ale tylko rozmazała.

– Lubiłaś, jak Tymek śpiewa. Czemu wyszłaś?

– Nadchodzący lubię – zareplikowała Ola i obejrzała się na drzwi.

Z pokoju dobiegły niezdarne próby śpiewu. *Jeśli nie masz babci…* – wręcz wył Bartek.

– Pomóżesz mi? – wymówiła nagle Ola.

– Ile? – spytała Kasia.

– Nie o pieniądze mi chodzi… – Ola zaciągnęła się głęboko.

– Więc o co? Pokłóciłaś się z Bartkiem?

– Kas… – Ola znów sprawdziła drzwi i wyrzuciła niedzielonego przez okno. – Zakochałam się. Głowa odpływa.

– Olka… A Bartek?

– Co ma Bartek do tego? – wrzucila głośno, po czym powtórzyła cicho.

– Jak? Macie dom, syna…

– Z Bartkiem to pływa – westchnęła Ola.

– Wie? – Kasia przyjrzała się jej charakterystycznemu profilowi.

– Pewnie. – Ola wzruszyła ramionami.

Kasia milczała, czekała.

– Niedawno w naszym oddziale pojawił się nowy lekarz, przyjechał z małego miasteczka, a ja od pierwszego spojrzenia straciłam rozum – wyznała Ola, w końcu łamiąc ciszę – specjalnie zmieniam dyżury, żeby tylko z nim być… Potępiasz mnie? – odwróciła głowę, badawczo patrząc na Kasię.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + 16 =

Igraszki losu