Idealna rodzina

Perfekcyjna rodzina

– Och, boję się… – Kinga zatrzymała się przed klatką schodową.

– Czego? Moich rodziców? – zapytał Jakub i ujął dłoń dziewczyny.

– Że im się nie spodobam – przyznała Kinga, patrząc na niego z wyrzutem i niepewnością.

– Nie martw się. Zobaczysz, będzie dobrze. To ja cię kocham, a nie oni. I to ja będę twoim mężem, chodźmy – Jakub pociągnął ją za sobą.

– Mamy na imię Alina Stanisławowna. Zapamiętałaś? – instruował ją.

Kinga powtórzyła powoli.

– Ze stresu na pewno zapomnę albo pomylę – szczerze wyznała.

– A tata…

– Marek Andrzejewski! – wykrzyknęła Kinga z ulgą. – Dobrze, że twojemu tacie dałaś proste imię. Skąd twoja mama ma takie dziwne drugie imię? Twój dziadek był Niemcem?

– Skąd ci to przyszło do głowy?

Weszli do klatki, a Jakub nacisnął przycisk windy.

– Dostała je po babci. Dziadek mówił, że była niezwykłą kobietą – aktorką. Szkoda, że nie zdążyłam jej poznać, zmarła młodo. Mieli trochę angielskiej krwi.

Winda zatrzymała się i otworzyła drzwi z cichym *ping*. Młodzi weszli do środka.

– Spokojnie, jestem przy tobie – Jakub przytulił Kingę.

Drzwi otworzyła drobna kobieta z krótką fryzurą. Kinga pomyślała, że wygląda zbyt młodo, by być matką Jakuba. Uśmiechnęła się ciepło i zaprosiła ich do środka.

Miała na sobie szerokie, beżowe spodnie z jedwabiu i białą bluzkę. W świetle przedpokoju Kinga dostrzegła jednak delikatne zmarszczki, zdradzające jej wiek.

– Dzień dobry – powiedziała Kinga, szukając podpowiedzi u Jakuba. Ten jednak milczał, zostawiając ją samą sobie. Niepewna, Kinga nie odważyła się użyć imienia matki chłopaka i spuściła wzrok.

– Wchodźcie, Kinguś. Nie stresuj się, wszyscy za pierwszym razem przekręcają moje drugie imię – powiedziała wyrozumiale, a Kinga odwdzięczyła się uśmiechem.

– Butów nie trzeba ściągać. Proszę, wchodźcie. Marek! Gdzie się znowu chowasz?! – zawołała Alina Stanisławowna.

Wkrótce do pokoju wszedł przystojny, barczysty mężczyzna. Kinga pomyślała, że przypomina młodego Zbigniewa Cybulskiego, choć podobieństwo było raczej w charyzmie niż rysach. Przy nim Alina wyglądała jak delikatna dziewczynka. *„Musiał być niesamowity w młodości, skoro teraz wciąż taki przystojny”*, pomyślała Kinga.

– Marek Andrzejewski – przedstawił się i wyciągnął dłoń.

Kinga wsunęła swoją w jego szeroką dłoń. Uścisk był krótki, ale mocny, a dłoń ciepła i sucha.

– Siadajcie, bo jedzenie wystygnie – zarządziła Alina.

– Jakubie, zaopiekuj się Kingą – powiedział Marek, nalewając wino.

Alina wypytywała dziewczynę delikatnie, unikając zbyt osobistych pytań. Jednocześnie opowiadała o ich rodzinie. Dzięki winu i miłej atmosferze Kinga w końcu się rozluźniła.

– Niech twoi rodzice się nie martwią. Ze ślubem sobie poradzimy – powiedziała na koniec Alina z życzliwym uśmiechem.

Rodzina Jakuba wydawała się Kingi idealna. Jej własni rodzice byli zupełnie inni. Mama przy stole ciągle nakładała wszystkim jedzenie, a tata upijał się, nie czekając na innych. Gdy był pijany, zaczynał prawić morały, choć nikt go nie słuchał. Potrafił też ostro odpowiedzieć mamie, nawet przy gościach.

Kinga zawsze wstydziła się za niego. Najchętniej nie zaprosiłaby rodziców na ślub, ale byliby obrażeni. Gdyby miała takich rodziców jak Jakub… A może wcale nie powinnaby wychodzić za niego? W końcu pochodzili z zupełnie innych światów… Zamyśliła się i nie usłyszała słów Jakuba.

– Co powiedziałeś? – spytała.

– Że bardzo im się spodobałaś.

– Masz cudownych rodziców. Chciałabym, żebyśmy kiedyś byli tacy jak oni. Widać, że się kochają. A moi… Już widzę, jak będą wyglądać na ślubie.

– Nie przejmuj się. Zobaczysz, będą grzeczni. U nas też się kłócimy, tylko cicho. A tak w ogóle, wybrałaś już suknię? Chcę, żebyś była najpiękniejszą panną młodą. – Jakub pocałował ją w czoło.

Kinga nie chciała iść do salonu ślubnego sama, a Jakub nie mógł widzieć sukni przed ślubem. Z mamą też nie chciała – ta zawsze oszczędzała i na pewno wybrałaby najtańszą opcję. Została tylko przyjaciółka Kasia. Wróciwszy do domu, Kinga od razu do niej zadzwoniła.

Kasia zaczęła gadać jak nakręcona, nie dając Kingi dojść do słowa. W końcu zapytała:

– A właściwie po co dzwonisz?

– Chciałam cię prosić, żebyś poszła ze mną wybrać suknię ślubną.

– Wychodzisz za mąż?! Super! Oczywiście ci pomogę! – Kasia znów zaczęła opowiadać o ślubie ich wspólnej znajomej. Kingi to nie interesowało.

– To pomożesz? – przerwała jej bezceremonialnie.

– Pytasz! Kiedy?

Umówiły się na następny dzień w kawiarni niedaleko salonu.

*„Co za gaduła”*, westchnęła Kinga po rozmowie. Ale nie miała już kogo prosić.

W kawiarni Kinga pojawiła się wcześniej. Kelner od razu podszedł z menu.

– Może za chwilę? Czekam na przyjaciółkę – przeprosiła.

Kelner skinął głową i zniknął. Kasia spóźniała się, jak zwykle. Kinga zaczęła obserwować innych gości. Nagle zauważyła Marka Andrzejewskiego. Nie widział jej, bo wpatrywał się w młodą blondynkę naprzeciwko.

Kinga odwróciła wzrok. *„Gdzie ta Kasia? Poczekam jeszcze chwilę i pójdę”*. Jednak co chwilę zerkała w ich stronę. Marek trzymał dłonie dziewczyny, mówiąc coś z przejęciem. Na koniec pocałował ją w policzek. *„Co?! Randka? Romans? Czy Jakub wie? A Alina?”*

Bała się wstać, by nie zwrócić uwagi. *„No tak, perfekcyjna rodzina… Ale czy to dziwne? Przy takim przystojniaku…”*

– Kinga! Tutaj! – Kasia wpadła do kawiarni, przyciągając spojrzenia wszystkich.

Usiadła z hukiem i zaczęłaKinga westchnęła ciężko, uśmiechając się jednak do przyjaciółki, bo w końcu zrozumiała, że idealne rodziny istnieją tylko w opowieściach – tak jak ta, którą sama właśnie zaczynała z Jakubem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 5 =

Idealna rodzina