I tak nie taki

– Córeczko, no po co ci ten urwis? On ci nic dobrego w życiu nie da! O, nafrasujesz się z nim, oj, nafrasujesz… Na pewno w końcu wyląduje za kratkami! Będziesz na niego czekać latami jak żona zesłańca, co?

– Mamo, nie mów tak! Łukasz to nie urwis. Jest dobry i troskliwy. I mnie kocha!

– Tacy kochają tylko do czasu! Zapomnij o nim. Zwróć lepiej uwagę na Krzysztofa. To będzie świetny mąż. Z nim będziesz jak za kamiennym murem! Wierz mi, wiem, co mówię.

Kinga obrażonym wzrokiem spojrzała na matkę, która zupełnie jej nie rozumiała. I nie chciała zrozumieć.

– Mamo, ten Krzysiek mi się nie podoba. Jest za bardzo…

– Co za bardzo? No tak, nie wygląda na twardziela, ale cię kocha! Daj mu szansę! Wypędź tego swojego Łukasza, tego gagatka!

– Nie, mamo, wyjdę tylko za Łukasza. Tak postanowiłam.

– Andrzeju, no powiedz córce, że się myli! – Marzena Pawłowska spojrzała na męża. – No czemu milczysz?

Andrzej wstał z kanapy i podszedł do kłócących się żony i córki. Nie był zachwycony Łukaszem, ale nie chciał ingerować w życie Kingi. Uważał, że jest już dorosła i sama wie, co dla niej najlepsze. W końcu to ona będzie żyła swoim życiem, a nie oni.

– Dziewczyny, o co ta awantura? Marzena, daj jej spotykać się, z kim chce. A ty, Kinga, uważaj na siebie i, jeśli coś, mów mi. Pomogę i wesprę, gdy będzie trzeba. Rozumiesz?

Kobieta załamała ręce, a Kinga z radością przytuliła ojca.

– Dzięki, tatusiu! Na razie tylko się spotykamy z Łukaszem. On jeszcze nawet nie proponował mi małżeństwa.

– No i dobrze. Miejmy nadzieję, że nie zaproponuje – mruknęła Marzena.

Kinga nic nie odpowiedziała, by nie wywołać kolejnej fali kazań.

W wieku dwudziestu lat była pewna, że sama ułoży sobie życie, a mama i tak nic nie rozumie. Łukasz był dla niej całym światem, a oni byli w sobie zakochani od lat, co bardzo drażniło Marzenę. Za to Krzysiek, kolega Kingi z uniwersytetu, podobał się jej mamie, ale jej samej w ogóle nie pociągał.

Dostawszy błogosławieństwo ojca, Kinga przestała ukrywać swój związek z Łukaszem. Chłopak był tym zachwycony. Choć Łukasz miał zadziorny charakter i takich samych znajomych, Kingę kochał naprawdę i był gotów dla niej na wszystko. Nawet na całkowitą zmianę.

– Łukasz, po ślubie wynajmiemy mieszkanie, prawda? Dasz radę?

– Oczywiście, że dam. W ostateczności pomogą mi rodzice. Swoją drogą, bardzo się cieszą, że jesteśmy razem. Mówią, że dobrze na mnie wpływasz – uśmiechnął się ciepło.

– Naprawdę? – Kinga zarumieniła się ze wzruszenia.

Ta rozmowa odbywała się, gdy Kinga była na ostatnim roku studiów. Łukasz już pracował i oboje oszczędzali na wesele. Marzena, matka Kingi, wciąż była przeciwna Łukaszowi i oznajmiła, że nie pomogą z kosztami ślubu. Andrzej nie sprzeciwiał się żonie, choć w tajemnicy wspierał córkę.

– Znajdź sobie porządnego chłopaka, wtedy pomożemy – mówiła. – A jak zwiążesz się z tym nicponiem, sama się martw…

Kinga oczywiście płakała z bezsilności, ale nie mogła zmienić decyzji matki.

Musieli radzić sobie sami. Na szczęście rodzice Łukasza okazali się bardziej wyrozumiali i ciepło przyjęli dziewczynę.

– Szkoda, że moja mama tak źle cię traktuje. Tata przynajmniej powiedział, że sama mogę decydować. Nie staje mi na drodze. Wręcz przeciwnie – wspiera.

Łukasz objął dziewczynę i zajrzał jej w oczy.

– Kinga, nie martw się. Twoja mama po prostu się o ciebie troszczy. A ja jakoś zniosę jej humory. Wielu ludzi mnie nie lubiło, więc jestem do tego przyzwyczajony.

– A kto konkretnie cię nie lubił? – dziewczyna szturchnęła go żartobliwie w ramię.

– No… – pocałował Kingę i szepnął: – Ale ja kochałem tylko ciebie.

– Zawsze?

– Zawsze – potwierdził Łukasz.

To była prawda – kochał ją od dzieciństwa, odkąd Kinga z rodzicami przeprowadzili się do tej dzielnicy i dziewczynka poszła do szkoły. Na początku dokuczał jej, ale Kinga potrafiła się postawić. Tak zaczęła się ich przyjaźń, która przerodziła się w zauroczenie, a potem w głębokie uczucie.

Ta przyjaźń nie przeszkadzała Łukaszowi w wygłupach i ciągłych tarapatach. Czasem tego żałował, ale zwykle nawet się nad tym nie zastanawiał.

Teraz jednak wziął się w garść, skończył technikum i pracował w warsztacie samochodowym, zarabiając całkiem nieźle.

Ślub wyprawili bez pomocy rodziców Kingi. Łukasz miał dobrą opinię w warsztacie i coraz mniej myślał o swojej burzliwej przeszłości. A Kinga była z nim szczęśliwa, choć jej mama wciąż odnosiła się do jej męża, delikatnie mówiąc, z rezerwą. Marzena nadal nie widziała szczęścia córki i była pewna, że źle skończy z tym chuliganem.

– Łukasz, może jutro pojedziemy do moich rodziców? – Kinga przytuliła męża.

Chłopak spojrzał na nią czule i pogładził ją po zaokrąglonym brzuchu.

– Kinga, co ty, jakie rodzice? Teraz niepotrzebne ci stresy. Jak już mały Bartek się urodzi, wtedy pojedziemy. Pokażemy wnuka babci i dziadkowi. Swoją drogą, moi rodzice chcieli wpaść w tych dniach.

– Dobrze – przytaknęła Kinga. – Poproś mamę, żeby upiekła ten swój przepyszny szarlotkę, dobrze?

Łukasz uśmiechnął się i spojrzał na żonę z czułością.

– Dobrze, z radością upiecze. Uwielbia cię rozpieszczać.

– Tak, twoja mama jest wspaniała – Kinga pogładziła brzuch. – Zresztą, ona się stara dla wnuka. Powiedziała, że chce, żeby wyrósł na zdrowego chłopaka. A do tego ja muszę dobrze jeść.

– No to niech się stara – roześmiał się Łukasz.

Młodzi małżonkowie nie żyli w luksusach, czasem nawet wpadaMinęły lata, Bartek wyrósł na silnego chłopca, a Marzena w końcu zrozumiała, że miłość córki i Łukasza przetrwała wszystkie burze, gdy pewnego dnia zobaczyła, jak jej zięć z czułością całuje siwiejącą już Kingę w czoło podczas rodzinnego obiadu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − siedem =

I tak nie taki