I co, teraz będzie z nami mieszkał? zapytał swojej żony, patrząc na syna…
Weronika Nowak po powrocie do domu była bardzo zdziwiona, widząc syna. Damian już od dwóch lat mieszkał z żoną oddzielnie, widywali się najwyżej dwa razy w miesiącu, i to zazwyczaj w weekendy. A tu środek tygodnia.
Coś się stało? zapytała zamiast zwykłego „dzień dobry”.
A nie cieszysz się, że mnie widzisz? zażartował Damian, ale widząc poważne spojrzenie matki, odpowiedział: Od Magdy odszedłem.
Jak to odszedłeś? rzuciła matka surowym tonem.
Zawsze była stanowcza, żartów nigdy nie lubiła. Pracowała przecież w zakładzie poprawczym dla młodocianych, to swoje robi.
No… pokłóciliśmy się mruknął Damian, pokazując całą swoją osobą, że nie chce o tym rozmawiać.
I co? spojrzała mu w oczy. Zawsze będziesz do mnie uciekał po każdej awanturze z żoną?
Rozwodzimy się! wypalił Damian.
Weronika wciąż patrzyła mu w oczy, domagając się wyjaśnień. Westchnął i powiedział:
Magda chce, żebym pomagał w domu, a ja po pracy jestem zmęczony.
A co, ręce ci opadły, żeby żonie pomóc? wcale nie poparła go matka.
Ona mi też tak powiedziała. Tylko powiedziałem jej, że kobieta powinna zajmować się domem, bo taka jest jej rola.
Skąd ty wziąłeś te bzdury? syknęła matka, tracąc już cierpliwość.
Była zmęczona, marzyła o prysznicu, kolacji z mężem, a tu syn z jakimiś średniowiecznymi ideami. Całe życie żyła z mężem, nigdy od niego takich rzeczy nie słyszała. Pracowali razem, razem dzielili obowiązki domowe, razem wychowywali dzieci nie było podziału. Teraz wielki PAN domu się znalazł!
Mówię do ciebie! podniosła na niego głos, że gdyby nie był facetem, już dawno by się ze strachu zlał w spodnie. Gdzie tego się nauczyłeś? O obowiązkach fantazjuje! Co, już się zmęczyłeś polować na mamuty? Oboje pracujecie, oboje zarabiacie, więc razem musicie dom ogarniać. Albo zaproponowałeś, żeby żona rzuciła robotę i tylko domem się zajmowała? Nie? To nie kombinuj! Widziałeś, żebyśmy się z ojcem o obowiązki w domu kłócili? Nie, bo mamy na tyle rozumu, żeby równo ciągnąć tę życiową brykę.
Właśnie w tym momencie z pracy wrócił ojciec. Gdy zobaczył Damiana, zdziwiony zapytał:
Coś się stało?
Nawet pytania mają te same, pomyślał Damian, na głos odpowiadając:
Z Magdą się rozwodzimy.
Głupi jesteś rzucił ojciec krótko, niosąc siatki z zakupami do kuchni.
Słyszysz, Marian? Nasz syn się nie popisał powiedziała Weronika do męża i wyłożyła całą historię.
To co, zamieszka z nami teraz? zapytał Marian żonę, a potem zwrócił się do syna:
Wiesz, co oznacza słowo małżonek? Od przęgać czyli wspólnie ciągnąć wóz przez życie. Obowiązki w małżeństwie są wspólne, ciągniecie razem. Jak jeden się leni, drugi robi wszystko, aż w końcu albo jedno się wypali, albo rodzina się rozsypie.
Damian zadumał się, ale jednak żalu do Magdy nie potrafił się pozbyć. Liczył, że rodzice go poprą, tymczasem jasno stanęli przeciwko. Później rozmawiali jakby go nie było. Marian wykładał zakupy z siatki, Weronika układała je na miejsce. Z ich zachowania wynikało jasno nie zamierzają się nim zajmować, nie pasował do ich poukładanego życia.
Patrzył na ich rodzinny klimat i nie mógł pojąć, jak to możliwe, że wobec świata byli tak konkretni, a ze sobą cisi, serdeczni.
Na co tu jeszcze stoisz? Idź, pogódź się z żoną! powiedział ostro ojciec. I wyrzuć z głowy te głupoty, kto co musi! Macie siebie szanować i sobie pomagać! Tyle w temacie. Idź, mamy z matką swoje sprawy.
Damian wyszedł od rodziców zbity z tropu, zupełnie innego przyjęcia się spodziewał. Złość na Magdę minęła, coraz bardziej rozumiał, ile sam nabroił. Ale jedno przynajmniej pojął na pewno: chciał mieć równie szczęśliwą rodzinę jak jego rodzice.



