Historia pewnej teściowej – nie uwierzysz, z kim się właśnie zaprzyjaźniłam!

Historia jednej teściowej. – Nie uwierzycie, z kim się właśnie poznałam!

Kasia wpadła do domu, szybko umyła ręce i od razu pobiegła do kuchni. Rodzice już siedzieli przy stole.

Dziewczyna przeprosiła, że spóźniła się na obiad, i zaczęła z przejęciem opowiadać o niesamowitej nowinie. „Nie uwierzycie, z kim się właśnie poznałam! Mój brat ma dziewczynę. Śliczna, wesoła, rudowłosa. Jak promyk słońca. Ma na imię Ola. Pracuje na myjni, gdzie my jeździmy myć samochód. Tam się poznali. Wygląda na to, że to poważna relacja. Super, prawda?” – paplała bez końca Kasia. Szymon, ojciec dziewczyny, podniósł głowę znad talerza i z zadowoleniem stwierdził, że to dobrze, bo już zaczynał wątpić w orientację syna. Matka Kasi, Helena, oburzyła się na słowa męża i zmartwiła, że syn znalazł sobie dziewczynę na myjni.

„Ale kto tam może pracować? Tylko osoby, których nigdzie indziej nie chcieli. Brak wykształcenia, manier, wychowania. I do tego wszystkie jakieś nieatrakcyjne. Jednym słowem – myjniarki. Żadna z nich nie jest godna naszego syna” – nie mogła się uspokoić Helena. Szymon nie zgodził się z żoną i stanął w obronie dziewczyn: „No co ty tak mówisz? Ludzie są różni. Może ona tam dorabia, a sama studiuje zaocznie.

Nie jest źle, gdy ktoś pracuje. Znaczy, że zna wartość pieniądza. I nie będzie naszemu synowi wyciągać kasy, skoro sama zarabia. A tobie od razu wszystko się nie podoba. Nawet jej nie widziałaś. Może jest fajna. Nie sądzę, żeby nasz syn wybrał byle kogo.” Ale Helena była uparta i nie dawała za wygraną: „Pójdę i zobaczę tę piękność. Zobaczę, jak omamiła naszego syna. Zrobię tak, że wyleci z pracy. Nie ma co polować na zamożnych chłopaków. Niech szuka narzeczonego na swoim poziomie.”

Następnego dnia Helena rzeczywiście poszła na myjnię. Od progu rozpętała awanturę. Krzyczała, żeby zawołano Olę, która wiesza się na szyi jej syna. Domagała się jej zwolnienia za romansowanie z klientami. Ale dziewczyna o imieniu Magda, która ją przywitała, powiedziała, że nie zna takiej pracownicy – może jest z innej zmiany – i zaproponowała, żeby przyszła jutro. Helena chciała natychmiast upokorzyć „nieprzyzwoitą” Olę i z hukiem wyrzucić ją z myjni. Ale nic nie zdziałała – musiała wrócić do domu „z kwitkiem”. Obiecała jednak, że wróci następnego dnia.

Magda podeszła do Oli i powiedziała, że nie powinna wdawać się w relacje z klientami – za to faktycznie można stracić pracę, jest to nawet w regulaminie. Ale Ola odparła, że z Kubą są razem od roku. Na początku nawet nie chciała się z nim umawiać, ale on nie dawał za wygraną. Teraz chce ją poznać z rodzicami, ale ona wciąż odkłada tę wizytę – najpierw chce skończyć studia, znaleźć lepszą pracę, a dopiero potem się przedstawić.

Teraz jednak potrzebowała tej pracy – studiowała i mieszkała w akademiku, a nie chciała brać pieniędzy od rodziców. Magda obiecała, że nie powie o incydencie kierownikowi, ale Ola musi poprosić narzeczonego, żeby porozmawiał z matką i nie przychodziła więcej na myjnię z awanturami.

Wieczorem Kuba wrócił do domu i od progu surowo zwrócił się do matki: „Czego ty chcesz? Chcesz, żebym się z Olą pokłócił? Na myjni pracuje tymczasowo. Każda praca jest szanowana. W ogóle jej nie znasz. To dobra i mądra dziewczyna. Kocham ją. Jeśli jeszcze raz pojawisz się na myjni, wyprowadzę się z domu, zabiorę Olę i wynajmiemy mieszkanie. W ogóle nas nie zobaczysz. Nie wtrącaj się w nasz związek. Chcę się z nią ożenić. I to moje ostatnie słowo.” Helena nic nie odpowiedziała synowi. Znała jego charakter – nie rzucał słów na wiatr. Zrobiłby tak, jak zapowiedział. Nie chciała stracić syna, więc postanowiła już nie pokazywać się na myjni.

Minęły dwa lata, a Kuba i Ola wzięli ślub. Rodzina pana młodego była zachwycona uroczystością. Helena z dumą opowiadała, że w organizacji wesela pomagała synowa Ola. Okazała się piękną i bardzo inteligentną dziewczyną. Skończyła studia z wyróżnieniem, znalazła pracę w firmie i zarabia tyle samo co jej syn. A na dodatek spodziewają się dziecka – Ola jest w trzecim miesiącu. Kuba ledwo ją namówił do ślubu, bo wolała najpierw zamieszkać razem. Dobrze, że Helena w tamtym czasie posłuchała syna i nie wtrącała się w relację młodych.

Szymon podszedł do Heleny i zaprosił ją do tańca. Szepnął żonie do ucha, że ma ogromne szczęście do żony – tak jak ich syn. Dołączyli do młodych i zatańczyli wspólnie walca.

A wy jak myślicie – czy matka powinna wybierać synowi narzeczoną?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + trzy =

Historia pewnej teściowej – nie uwierzysz, z kim się właśnie zaprzyjaźniłam!