Halina wróciła z zakupów do domu i zaczęła rozkładać produkty z siatek. Nagle usłyszała w pokoju syn…

Grażyna wróciła z Biedronki do domu i zaczęła rozpakowywać siatki z zakupami. Nagle usłyszała dziwny hałas w pokoju syna i synowej. Zaciekawiona, postanowiła to sprawdzić.

Weroniko, a Ty dokąd się wybierasz? zdziwiła się Grażyna, widząc, że synowa układa rzeczy w walizce.

Wyjeżdżam stąd! powiedziała Weronika przez łzy.

Jak to wyjeżdżasz? Dokąd? Co się stało? Grażyna była wyraźnie zaskoczona.

Proszę, zobacz sama Weronika wręczyła jej jakiś list. Grażyna jeszcze nie przypuszczała, co tam znajdzie…

*

Janek przywiózł swoją narzeczoną Weronikę z miasta do rodzinnej wsi, prosto do domu matki. Grażyna się ucieszyła chłopak po trzydziestce wreszcie postanowił się ustatkować, wyszalał się i przywiózł synową na wieś. Na starość też będzie miał kto się nią zająć.

Domus pełny, Grażyna panią domu. Męża już nie było zostawił solidny dom i całkiem spore gospodarstwo. Wszystko robił dla rodziny. Ale dzieci był tylko jedno: więcej Grażynie urodzić się nie udało, a potem już całkiem straciła nadzieję… Ciężka robota, wieś to nie wakacje. No i się zaharowała, potem jeszcze przez trzy lata doglądała męża, aż odszedł. Ale nauczyła się wtedy obsługiwać traktor i sobie ze wszystkim radzić inaczej by nie dała rady.

Weronika była młoda. Według Grażyny z 10 lat młodsza od Janka. Dziewczę filigranowe, wrażliwe. Grażynie zaraz się przypomniała młoda ona przyjechała do męża z malutką walizeczką. Rzeczy niewiele kot by się rozpłakał. Ale jak syn wybrał, to niech żyją! No, i sierota… Może nawet i lepiej.

Wszystkie wiejskie dziewczyny zazdrościły Weronice. Janek kawaler z głową na karku, gospodarstwo pierwsza klasa! Marzenie każdej z nich. Janek jednak nikomu nie dawał się podrywać. Z pracy zawsze pędził do żony i dzieci. Weronika urodziła mu dwóch synów i córkę.

Gdy młodsza miała pięć lat, a najstarszy dziesięć, Janek podjął decyzję: jedzie z kumplem do miasta, żeby dorobić się w złotówkach.

Po co ci więcej pieniędzy? denerwowała się Grażyna Mamy wszystkiego pod dostatkiem! Dwie pensje, moja emerytura, jedzenie. A kto będzie dbał o gospodarstwo? Ja już nie młoda.

Mam dosyć wiejskiego życia! odpowiedział Janek. Znajdę pracę, przeprowadzę rodzinę do miasta. Dzieci muszą się uczyć, a dom czas sprzedać. Przeprowadzimy się razem.

Janek, przecież mamy szkołę za rogiem! próbowała namówić go Weronika.

Sama jesteś z miasta, to powinnaś zrozumieć.

Jeśli dom dziecka to miasto”, to rzeczywiście. Ja nawet nie pamiętam… Mała byłam. A twoja mama? Ona już się nie daje rady! I jak my w mieście z trójką dzieci? Weronika ukradkiem ocierała łzy.

Koniec tematu! uciął Janek. Ty się lepiej ogarnij, bo ledwo się na ciebie patrzy. Wiecznie zmęczona i urobiona po łokcie.

A Grażyna i Weronika żyły ze sobą jak matka z córką, zwłaszcza odkąd pojawiły się wnuki. Grażyna niemal jakby własną córkę wychowywała, tak ją traktowała. Weronika ją szybko pokochała i dość szybko zaczęła mówić do teściowej mamo.

Ale Weronika w końcu się rozpłakała.

Jedź, skoro musisz powiedziała Grażyna do syna. My sobie poradzimy.

Janek wyjechał. Pisał listy komórek jeszcze wtedy nie było. Po pół roku wrócił z prezentami, zostawił trochę pieniędzy i znów zniknął na pół roku.

Jego kumpel już wrócił. Jego żona plotkowała z Grażyną, że Janek pomieszkuje u bogatej pani, której robił remont. Siedzi, nie pracuje. Grażyna nie mówiła nic Weronice po co się martwić może to plotki. Ale po wsi już szły słuchy…

I pewnego dnia Weronika zaczęła się powoli pakować.

Gdzie idziesz?

Nic nie mówiąc, podała Grażynie kartkę właściwie to była tylko notatka.

Weroniko, przepraszam, ale mam inną. Dom po mamie zostaje dla mnie. Nie trać czasu, jedź. Dasz sobie radę, dzieci też, tu trochę pieniędzy na początek. Potem radź sobie sama. Janek.

To niech on już tu nie wraca. Ja was nigdzie nie puszczę, dzieci nie będą się tułać po cudzych kątach. Ty i wnuki tu zostajecie! zdecydowała Grażyna.

Po jakimś czasie Janek przyjechał, z nową żoną i nowym samochodem. Nawet nie przypuszczał, że dzieci go tu zobaczą matka uznała, że nie musi go informować. Córka, już dwunastoletnia, rzuciła się ojcu na szyję, płacząc. Starszy syn podszedł, Janek chciał go przytulić, ale chłopak tylko wziął siostrę za rękę i odprowadził ją do domu. Środkowy syn za nimi, bez słowa.

To nie ojciec, a zdrajca. Chodź, jest robota powiedział.

Janek patrzył tylko, jak syn wsiada w traktor i jedzie orać pole za domem. Drugi syn z córką karmili króliki. Gospodarka się nie zmniejszyła wręcz przeciwnie przybyło królików. Dzieci wyrosły, a on tego nawet nie zauważył.

A ich mama gdzie? Wszystko na Ciebie zrzuciła? spytał Grażynę.

Po sobie ludzi nie sądź. Weronika się nazywa, czy zapomniałeś? Zaraz wróci z pracy. Po co przyszliście?

Chcemy pogadać.

To gadaj szybko i zmykajcie, zanim Weronika wróci.

Przyjechaliśmy po Ciebie zaczął Janek.

Myślałam, że po dzieci.

Dzieci mają matkę. Ty lepiej się wyprowadzaj z synem. Sprzedaj dom, ziemia i gospodarstwo to niezła kasa. Kupimy Ci mieszkanie obok nas. Pieniędzy wystarczy.

A dzieci? zapytała chłodno Grażyna.

Niech Weronika też jedzie do miasta, wynajmie coś, dla dzieci tam więcej możliwości.

Możliwości może i są, ale dzieci i Weronika ich nie chcą. Gdyby chcieli, już dawno by pojechali odpowiedziała Grażyna.

No to wiesz, pomyśl, ale nie za długo, bo kupiec już czeka.

Nie mam nad czym myśleć. Ja tu nie rządzę.

Mamooooo, co ty gadasz! Janek był zaskoczony.

Wtedy weszła Weronika.

Kogo widzę…

Weronika przez tych parę lat bardzo się zmieniła. Wyglądała świetnie, była elegancko ubrana, w uszach świeciły się piękne, rodzinne kolczyki, fryzura z żurnala. Nie ta, co dawniej. Janek aż przystanął, zapatrzony, dopóki nowa żona nie dała mu kuksańca.

No, mamo, nie nakryjesz do stołu? Przecież mamy gości! zażartowała Weronika.

Gość już sobie idzie. Co miał powiedzieć, powiedział. Dziękuję, synku, że zajrzałeś. Wam, piękności, też dziękuję, do zobaczenia a właściwie to mam nadzieję, że nie.

Tu jest mój telefon, w razie czego dzwoń Janek zostawił karteczkę na stole i wyszedł.

Janek pojawił się potem już tylko na pogrzeb mamy. Weronika zadzwoniła w końcu był synem. Dzieci już dorosłe, najstarszy z własną rodziną. Kontakty chłodne jak piwo z zamrażarki, właściwie dzień dobry i do widzenia. Córka nawet nie chciała z nim rozmawiać.

Weronika, dzieci dorosły, dom mój, mam prawo tu mieszkać. Rozwiodłem się, wracam. Chcesz możesz tu zostać, nie chcesz nie trzymam.

Weronika bez słowa wyjęła dokumenty z komody. Dom Grażyna dawno przepisała już na nią, w tym samym roku, gdy Janek napisał jej tamten list.

Janek wyszedł bez słowa. Weronika nie zamierzała go zatrzymywać. Teraz miała wszystko, co najważniejsze dzieci, a nawet wnuki.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 3 =

Halina wróciła z zakupów do domu i zaczęła rozkładać produkty z siatek. Nagle usłyszała w pokoju syn…