GRZECH Z ORZECHEM, JĄDRO Z WIADREM
„Nie można tak szaleć młodzieńczymi namiętnościami w jego wieku! Ma przecież 46 lat! O czym on myśli? Ta dziewczyna mogłaby być jego córką! Jaka miłość może ich łączyć? Hm… Zakochał się jak mysz w pułapkę! Nie rozumiem i nie chcę rozumieć!” – oburzała się Iwona zachowaniem własnego męża.
Wszystkie te wyrzekania wysłuchiwała najlepsza przyjaciółka Iwony – Kinga.
„Nie wyciągaj pochopnych wniosków, Iwonka. Wszystko się ułoży. Masz przecież idealną rodzinę” – uspokajała ją Kinga.
Choć zarówno Kinga, jak i współpracownicy, a nawet sąsiedzi dobrze wiedzieli, że spokój szczęśliwej rodziny Iwony wisi na włosku.
Marcin (mąż Iwony) zupełnie stracił głowę. Był nieprzytomny.
…Wszystko zaczęło się od wypadku drogowego. To właśnie to zdarzenie przekształciło się najpierw w przelotne zauroczenie, a potem w ostatnią, płomienną miłość.
Była zima. Ślizgawica. Każdego ranka Marcin jeździł do biura swoim samochodem. Tego dnia jechał ostrożnie, wolno. Na pasach zatrzymał się.
Nagle, jak spod ziemi, wyskoczyła dziewczyna i całym cisnęła się na maskę jego auta. Marcin nic nie zrozumiał. Przez pierwsze sekundy wydawało mu się, że celowo rzuciła się pod koła. Ale nie było czasu na rozmyślania. Szybko wyskoczył z samochodu, by jej pomóc.
Poszkodowana jęczała i stękała.
Marcin wsadził ją do swojego auta i skierował się do najbliższego pogotowia. Dziewczyna stanowczo odmówiła wizyty u lekarzy. Powiedziała, że już jej lepiej. Ale herbaty nie odmówiłaby…
Marcin zabrał nieznajomą do swojego biura.
Napoił ją aromatyczną herbatą z kanapkami.
Poznali się. Dziewczyna miała na imię Jagoda. Marcin w duchu zauważył, że nieznajoma była niezwykle urodziwa. Słodka, zadziorna, z kręconymi włosami, a przy tym niezwykle dojrzała jak na swój wiek. I jeszcze wydawała się baśniowo tajemnicza. Chciało się jej nieustannie przyglądać i bez końca słuchać jej magicznego głosu. Ale Marcin szybko wziął się w garść. Potrząsnął głową, jakby chciał strząsnąć uroki, i wyprowadził ją do wyjścia. I tak stracił cenny czas pracy. Już w drzwiach wręczył Jagodzie swoją wizytówkę. To był tylko gest uprzejmości.
„Jagodo, proszę dzwonić, jeśli coś…”
Do wieczora Marcin już zapomniał o porannym incydencie.
Po dwóch dniach Jagoda zadzwoniła. Poprosiła o spotkanie. Jak twierdziła, miała pilną i ważną sprawę.
Marcin, wciąż czując się winny, przyjechał.
„Poszkodowana” otworzyła drzwi swojego malutkiego mieszkania. Marcin wszedł do środka. Dziewczyna miała zabandażowaną prawą rękę.
„Widzi pan, Marcinie… Chciałam powiesić obraz w kuchni. Nie wychodzi mi. Ręka boli. Pomógłby mi pan?” – skrzywiła się z bólu.
„Oczywiście, pomogę. Proszę podać narzędzia” – natychmiast się zgodził.
Obraz szybko zawisł na ścianie. A na kuchennym stole pojawiła się butelka wina i owoce.
„Trzeba to uczcić. Od dawna chciałam powiesić ten obraz. Ale brakowało męskich rąk” – tak Jagoda zaprosiła gościa do stołu.
Marcin nie potrafił odmówić. Zrobiło mu się żal dziewczyny. Taka piękna, a sama…
Wino wypili w rozmowach, owoce zostały nietknięte. Jeść się nie chciało. Była tylko jedna nieodparta potrzeba – mówić, mówić, mówić…
Do domu Marcin wrócił jak zaczarowany i oszołomiony. Była już noc. Żona i córka spały spokojnie. Wiedziały, że dla Marcina praca była najważniejsza. Czasem wracał dopiero nad ranem.
A pół roku później Marcin oświadczył, że odchodzi z rodziny. Żona Iwona i córka Magda pomyślały, że zwariował. Oczywiście, Iwona zauważyła pewne zmiany w mężu. Po pierwsze, kompletnie zapomniał o jej urodzinach. Nigdy tak nie było. Po drugie, rodzinny budżet nagle skurczył się trzy razy. Po trzecie, Marcin coraz rzadziej bywał w domu. Można by wymieniać dalej…
Iwona odganiała czarne myśli. Nie chciała wierzyć w najgorsze. Zawsze śmiała się z powiedzenia „siwy włos, a diabeł w nos”.
Była pewna swojego męża w stu procentach. Tym bardziej, że zawsze dbała o siebie. Nawet miała wielbicieli w pracy. Ale ich starania rozbijały się o jej niedostępność. Iwona kochała tylko męża i tylko jemu ufała. A teraz taki cios od ukochanego!
W histerii rzuciła się do córki Magdy.
„Magdusiu, dowiedz się od taty wszystkich szczegółów. Kim jest taIwona podeszIwona podeszła do kołyski, wzięła maleństwa na ręce i powiedziała: „Zostaniecie z nami, wszyscy razem, jak rodzina”.



