Gorzki święto: życiowy dramat

Gorzka uroczystość: dramat Kaśki

Kaśka siedziała przy kuchennym stole, raz po raz przeliczając pieniądze. Portfel był niemal pusty, a do wypłaty jeszcze cały tydzień.

— Niewesoło — westchnęła. — Ale cóż poradzić? Takie życie…

Trzeba było zapłacić rachunki, kupić jedzenie, ale za co? Kaśka wędrowała po sklepie w centrum Międzyborza, wzdychając na widok cen, które rosły jak na drożdżach. Ostatecznie pozwoliła sobie tylko na mleko, chleb i paczkę makaronu. Na masło nie starczyło, ale margaryna była w zasięgu ręki. Kawa, herbata, cukierki, ulubiony ser — wszystko to zostało na półkach.

Nie pozostało nic innego, jak udać się do byłej teściowej po warzywa. A tam czekało nieuniknione:

— A nie mówiłam! — znów powie Marianna Bolesławowa.

Teściowa była kobietą twardą, ale mądrą. Miała już siedemdziesiątkę na karku i zawsze miała rację. Gdyby Kaśka posłuchała jej lata temu, może teraz nie grzebałaby w portfelu ze łzami w oczach. Może żyłaby jak inni normalni ludzie. A może nawet lepiej! Ale co było, a nie jest…

Dwa lata temu jej mąż, Wiesiek, odszedł. I to jak — w sam dzień jej urodzin. Kaśka krzątała się cały dzień w kuchni, przygotowała wystawny stół. Wiesiek usiadł, zjadł z apetytem, a potem rzucił:

— Koniec, Kaśka. Wychodzę.

Zamarła, nie wierząc własnym uszom. A on ciągnął, nie kryjąc irytacji:

— Ile ci dziś stuknęło? Czterdzieści jeden, prawda? A mnie czterdzieści pięć. W naszym wieku powinniśmy już wnuki niańczyć! A gdzie one są? Nie ma. Bo dzieci nie mamy. Ty nawet tego nie potrafiłaś załatwić!

— Co ty pleciesz? — Kaśka aż się zakrztusiła z oburzenia. — O czym ty w ogóle mówisz? Biedactwo, zmęczony, co? Jakie dzieci z tobą? Kot się całe dnie głodny włóczy po domu! Ja chodzę na palcach, a ty wrzeszczysz, że hałasuję! Jakie ci dzieci? Może specjalnie nie chciałam z tobą mieć!

Skąd wzięła się w niej ta odwaga? I po co? Wiesiek, jakby tylko na to czekał, zerwał się, odepchnął krzesło i rzucił na odchodne:

— Pomieszkam gdzie indziej. Masz czas, żeby znaleźć sobie mieszkanie. Bo to moje!

Drzwi zatrzasnęły się, pozostawiając za sobą grobową ciszę. Kaśka siedziała, nie wiedząc, co robić, a w piersi rozrastała się pustka.

Później opowiadano jej, że Wiesiek „trochę się ożenił” z młodą sprzedawczynią z butik— z butiku obuwniczego, do którego kiedyś wszedł po nowe buty, a teraz biegał do niej z bukietami zerwanymi z ich działki — różowymi, żółtymi i czerwonymi liliami, które Kaśka latami pielęgnowała.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 1 =

Gorzki święto: życiowy dramat