Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć o moim kuzynie, Kacprze. Serio, aż mi się ciśnienie podnosi, jak o tym myślę.
Pamiętam, jak byłam mała, to za tym Kacprem wprost przepadałam. Taki fajny chłopak był jasne włosy jak zboże, niebieskie oczy, zawsze dowcipny. Kacper był starszy ode mnie o dwa lata i najlepiej dogadywał się z ludźmi przy stole. Rodzina się spotykała, a on sypał żartami jak z rękawa. I jeszcze pięknie rysował nieraz naszkicował w jeden wieczór kilka portretów czy widoczków ołówkiem. Ja je potem chowałam do mojego sekretarzyka i zbierałam, jakby to były najcenniejsze skarby.
Wszystko zaczęło się zmieniać, jak Kacper miał czternaście lat. Jego mama, moja ciocia, nagle umarła po prostu rano już się nie obudziła. Zrobiła się masakryczna sytuacja. No bo co z chłopakiem? Jego ojca trzeba było prawie spod ziemi wyciągać dawno już się z matką Kacpra rozstali, żył gdzie indziej, z nową rodziną. Oczywiście tata Kacpra powiedział, że nie może burzyć sobie nowego życia. Rodzina też umyła ręce każdy miał swoje sprawy, dzieci, kredyty.
Moim rodzicom, którzy wychowywali już nas – mnie i mojego brata Marka serce nie pozwoliło zostawić Kacpra na lodzie. No bo przecież zmarła ciocia to była najbliższa siostra mojego taty. Wzięli więc chłopaka do nas i oficjalnie przejęli opiekę.
Na początku byłam nawet zadowolona wyobrażałam sobie, że to będą kolejne super czasy jak dawniej. Tylko… już pierwszego dnia poczułam, że coś jest nie tak. Mama, wiadomo, chciała go jakoś pocieszyć i spytała: Kacper, a może coś byś chciał, może coś ci sprawi radość? No i co Kacper odpowiada? Chciałbym kolejkę elektryczną.
Słuchaj, ja wtedy nie mogłam uwierzyć! Mama mu umarła, a on marzy tylko o zabawce? Ta kolejka kosztowała wtedy konkretną kasę, parę tysięcy złotych, i w PRL-u to przecież nie było tak, że sobie idziesz i kupujesz. Ale moi rodzice od razu załatwili choć dla mnie i Marka przez jakiś czas było mniej pieniędzy na inne rzeczy.
Potem się zaczęło: Kupcie mi magnetofon, chcę markowe jeansy, chciałbym nową kurtkę z Pewexu. Wiem, nic nie mówiliśmy, traktowaliśmy go jak brata, i rozumieliśmy te jego dziwne życzenia, w końcu chłopak przeżył tragedię.
Potem Kacper dorósł, skończył szesnaście lat i nagle wszedł w okres rozkochiwania się we wszystkich dziewczynach. I tu się zaczęły schody wyobraź sobie, zaczął się mną interesować jakby nie był moim kuzynem, tylko no wiesz chciał czegoś więcej. A ja przecież zawsze byłam aktywna, w sportach dobra, to mu się wykręcałam jak mogłam. Ale raz nawet się pobiliśmy, a ja potem płakałam jak dziecko.
Nigdy nie powiedziałam o tym rodzicom nie chciałam ich martwić, wiadomo jak jest z takimi sprawami w rodzinie. Kacper szybko sobie dał spokój i przerzucił się na moje koleżanki, które, co zabawne, wręcz się o niego biły.
No ale on miał też swoje ciemne strony. Potrafił kraść Kiedyś miałam skarbonkę, do której zbierałam na prezenty dla rodziców, skromne złotówki zostawiane z obiadu, aż tu nagle patrzę pusto! Oczywiście Kacper zarzekał się, że nic nie wziął, nie można mu było nic udowodnić, ale ja wiedziałam swoje. Bolało mnie to potwornie. Zaczęłam go nienawidzić za takie zachowanie, wiedząc, że rozwala naszą rodzinę od środka.
W końcu nie wytrzymałam i wykrzyczałam mu prosto w twarz: Wynoś się z tej rodziny, Kacper, dom dziecka już czeka! Wylałam z siebie wszystko, co mnie bolało O mało nie przekrzyczałam całej kamienicy.
Mama mnie długo uspokajała. Od tamtej pory dla mnie Kacper przestał istnieć, nie rozmawiałam z nim, ignorowałam i unikałam jak ognia. Dopiero później dowiedziałam się, że reszta rodziny zawsze coś o nim wiedziała i nie potrafili wyjść z podziwu, że moi rodzice zgodzili się go przyjąć pod dach.
Później Kacper w nowej szkole szybko się zakręcił wokół dziewczyny Hani. Ona tak się w nim zakochała, że zaraz po maturze się pobrali, mieli córkę. Hania sufrowała z jego wiecznym kłamstwem, zdradami, a on się bawił jej uczuciami.
Potem go powołali do wojska trafił akurat do koszar pod Piłą, a tam, wyobraź sobie, dorobił się jeszcze jednej rodziny. Po powrocie do cywila został w Wielkopolsce, bo miał tam już syna.
Hania nie wytrzymała, pojechała po niego i zdołała jakoś go przekonać, żeby wrócił do niej i ich dziecka. Moi rodzice nigdy nie usłyszeli od niego nawet dziękuję, choć nie robili tego dla siebie.
Teraz Kacper ma już sześćdziesiątkę na karku, z Hanią mają gromadkę wnuków, bywa w kościele co niedzielę niby wszystko dobrze. Ale powiem Ci szczerze ten żal, który noszę po nim, to on w środku mnie dalej siedzi. Takiej goryczy to i z miodem nie przełknieszCzasem wyciągam te jego stare rysunki z mojego sekretarzyka. Przekładam je delikatnie, jakby to były fragmenty dawnego, lepszego świata. Patrzę na ślady ołówka i wyobrażam sobie Kacpra sprzed lat chłopaka, który tak pięknie się śmiał i umiał rozjaśnić każdą rodziną kolację. I myślę, że on tam gdzieś, pod wszystkim, co potem zrobił, pod wszystkimi krzywdami i głupotami, ciągle miał w sobie tamte jasne oczy, tamten śmiech, który tak lubiłam.
Nie umiem mu tego wszystkiego wybaczyć. Ale wiesz, nauczyłam się po latach, że z rodziną nie da się zerwać do końca. Nawet, jeśli ich nie chcesz, zostają z tobą w gniewie, w smutku, w cichych wspomnieniach, nawet w tym, co cię samą boli i co cię napędza. Może przebaczenie nie polega na tym, żeby się pogodzić, tylko żeby umieć o tym opowiedzieć. Żeby zobaczyć światło tam, gdzie było go tak mało.
Kiedy czasem mijam Kacpra na rodzinnych spotkaniach, mówimy sobie zwyczajne cześć. Zawsze wtedy czuję lekkie ukłucie pod sercem taki ślad po przeszłości, który już na zawsze będzie nas łączył. Ale teraz patrzę już na niego inaczej. Z daleka i z bliska jednocześnie. Bo wiem, że każdy z nas ma w sobie wiele wersji i nigdy nie wiadomo, która z nich zwycięży.
A moje rysunki chowam dalej, jak talizman. Na czarne dni, kiedy świat się wydaje zimny i pusty. Dzięki nim pamiętam: nawet jeśli nie można kogoś pokochać na nowo, zawsze można pokochać siebie taką, która przetrwała każdą burzę.



