Wiesz co, czasem sama nie mogę uwierzyć, jak bardzo można się rozczarować kimś, kogo kiedyś uwielbiało się całym sercem. Chyba muszę się wygadać To było dawno temu, ale do dziś mam w sobie gorycz, która nie chce zniknąć.
Pamiętam, jak nakrzyczałam na mojego kuzyna, Krzysia, aż mi głos zadrżał: Tobie już dawno dom dziecka płacze, wynoś się z naszej rodziny! Sama nie wierzyłam, jak głośno to powiedziałam, ale we mnie wrzało tak, że nie mogłam inaczej.
W dzieciństwie Krzysiu był dla mnie prawdziwą gwiazdą. Miał jasne włosy jak zboże, oczy niebieskie jak chabry, ciągle się uśmiechał, pełen energii i pomysłów no, prawdziwy mistrz ciętej riposty. Potrafił rysować jak natchniony w jeden wieczór stworzył kilka świetnych szkiców ołówkiem, a ja patrzyłam na nie i serce mi miękło. Układałam te rysunki po kryjomu do biurka, żeby mieć je tylko dla siebie. Każdy był dla mnie jak skarb.
Krzysiek był ode mnie starszy o dwa lata. Gdy miał 14 lat, jego mama a moja ciocia, młodsza siostra taty nagle zmarła. Nie obudziła się pewnego poranka Wszyscy zaczęli się zastanawiać, co teraz z Krzysiem. Najpierw próbowali znaleźć jego ojca, ale to nie było łatwe po rozwodzie założył nową rodzinę i nie miał zamiaru burzyć im życia.
Rodzina rozłożyła ręce, każdy miał swoje dzieci, swoje problemy… Wydawało się, że wszyscy są blisko, a jak przyszło co do czego znikali w mgnieniu oka. Moim rodzicom, którzy już mieli dwójkę dzieci, nie było łatwo, ale zdecydowali się przyjąć Krzysia do siebie i objąć go opieką.
Na początku cieszyłam się, że Krzyś będzie z nami mieszkał. Ale już pierwszego dnia coś mnie zaniepokoiło. Mama, chcąc go pocieszyć, zapytała: Krzyś, może czegoś ci trzeba? Powiedz śmiało. A on bez zastanowienia rzucił: Chcę kolejkę elektryczną.
Wyobrażasz sobie? W tamtych czasach to były lata osiemdziesiąte to był bardzo drogi i niemal nieosiągalny prezent. Wkurzyło mnie to wtedy strasznie Przecież stracił mamę! Najważniejszą osobę na świecie! A on o zabawce myśli?! Rodzice, choć nas samych trochę ograniczali, spełnili to marzenie. Ale zaraz zaczęły się kolejne prośby: o magnetofon, dżinsy, markową kurtkę Wtedy to były majątki i zdobyć je to była cała wyprawa. My z bratem rozumieliśmy sytuację i nie narzekaliśmy.
Jak Krzysiek skończył 16 lat, zaczęły się dziewczyny. Miał powodzenie, a do tego zaczął się przystawiać do mnie! Wyobrażasz sobie? Swoja kuzynka! Na szczęście trenowałam wtedy lekkoatletykę, więc potrafiłam się obronić przed jego zakusami; czasem nawet się z nim biłam. Płakałam wtedy w poduszkę, ale rodzicom nie mówiłam po co ich zadręczać takimi sprawami? My, dzieci, często wolimy trzymać coś takiego w sekrecie.
Kiedy w końcu zniechęciłam Krzyśka, przerzucił się na moje koleżanki, a one nawet rywalizowały o jego względy! Ale to jeszcze nie koniec. Krzysiek zaczął kraść i to bez skrupułów. Odkładałam sobie pieniądze z drugich śniadań na prezenty dla rodziców, miałam nawet specjalną skarbonkę a tu któregoś razu opróżniona do cna! Krzysiek oczywiście wszystkiego się wypierał i nawet nie drgnęła mu powieka. A mi się serce krajało jak można kraść w rodzinie, pod jednym dachem?
Czułam, że Krzysiek rozwala naszą rodzinę od środka. On za to nie widział problemu, bo przecież wszyscy mu coś są winni. W tamtym momencie naprawdę go znienawidziłam pamiętam, jak wykrzyczałam: Wynoś się z naszej rodziny! Wylałam z siebie wszystko, co we mnie siedziało do tej pory się dziwię, że mi języka nie poplątało.
Mama musiała mnie potem długo uspokajać. Od tego dnia dla mnie Krzysiek przestał istnieć. Unikałam go i ignorowałam na wszystkie sposoby. Później się dowiedziałam, że reszta rodziny dobrze wiedziała, jaki z niego element. Im przyszło mieszkać obok i widzieli różne akcje, a my mieszkaliśmy w innej dzielnicy.
Nawet nauczyciele ostrzegali moich rodziców: Oj, po co wam taki ciężar na głowie? Krzysiek nieszczęście przyniesie. No cóż, nie chcieli tego widzieć.
W liceum pojawiła się w jego życiu Hania zakochała się w nim na zabój, pobrali się od razu po maturze, mieli córkę. Hania znosiła wszystkie jego numery: wieczne kłamstwa, zdrady, oszustwa Jak to się czasem mówi: w panieństwie głód, po ślubie podwójny. Przez lata Krzysiek wykorzystywał jej miłość do granic możliwości.
Potem powołali go do wojska, służył w Białogardzie. Tam dorobił się dodatkowej rodziny jakim cudem, nie wiem, chyba podczas przepustek. Po wojsku został na Pomorzu, bo urodził mu się tam syn. Ale Hania była nieugięta pojechała, wyciągnęła go stamtąd i wrócił do domu. Nasi rodzice nigdy się nie doczekali od niego ani jednego dziękuję, choć przecież nie dla pochwał go przyjęli pod swój dach.
Dzisiaj Krzysztof ma już sześćdziesiątkę na karku i jest sumiennym parafianinem. Z Hanią mają pięcioro wnuków. Na zewnątrz wygląda, że wszystko jest w porządku, ale taki żal do niego nadal mi w duszy siedzi Jakby miód stracił smak, bo zawsze w nim czuć odrobinę goryczy.



